ATACAMA – królowa pustyń

Po 22 godzinach jazdy komfortowym autobusem z Santiago de Chile naszym oczom ukazuje się niewielka zielona plama na buroszarym tle, to znak że zbliżamy się do Calama. Jest to główny ośrodek miejski w strefie pustynnej, z niego najłatwiej dotrzeć do serca Atacamy.

Pomimo wielogodzinnej podróży jesteśmy wypoczęci i mocno podekscytowani czekającymi nas atrakcjami. Przejazd luksusowym autobusem był niewiarygodnie wygodny. Jechaliśmy nowoczesnym wysokopokładowym autobusem jednej z regularnych linii. Autobus wyposażony był w klimatyzację, video, barek, czynną toaletę, co kilka godzin serwowano nam smaczne posiłki z napojami. Do snu dostaliśmy poduszki i koce. Obsługa autobusu co trochę przecierała zakurzone okna, gdy słońce zbyt mocno przygrzewało zaciągała zasłonki. W czasie jazdy organizowane były gry losowe z nagrodami – do wygrania były bezpłatne przejazdy fundowane przez prywatną linię autobusową, z której usług korzystaliśmy. Komfort zwiększały też doskonałe drogi chilijskie, które pozwalały na szybką jazdę. Za oknami krajobraz bardzo monotonny, pustynny, pozbawiony roślinności. Było to dla nas o tyle dziwne, że duży odcinek drogi prowadził wzdłuż wybrzeża Pacyfiku. Pustynny krajobraz to efekt oddziaływania zimnego prądu oceanicznego płynącego wzdłuż brzegu Oceanu.

Wielkim zaskoczeniem jest wygląd Calamy, wydawało mi się, że będzie to niewielkie senne miasteczko, rzeczywiście obrzeża miasta spełniły me oczekiwania, za to centrum ma charakter wielkomiejski. Pomimo późnej pory ulice tętnią życiem, dużo ludzi, mnóstwo wielokolorowych reklam, otwarte sklepy, biura turystyczne, kawiarnie, restauracje. Większość z nich ma bardzo elegancki wystrój. Budynki są jednak niskie, dominuje zabudowa jedno i dwukondygnacyjna typowa dla obszaru aktywnego sejsmicznie. Najczęściej , wstrząsy nie są zbyt silne ale notuje się ich około 400 – 500 w roku, czyli występują one średnio częściej niż raz w ciągu doby.

Oczywiście większość z nich jest tak słaba, że nie są one odczuwalne przez ludzi.

W trakcie wieczornego spaceru szukamy połączeń autobusowych lub oferty biura turystycznego która umożliwi nam poznanie Atacamy. Żadna z propozycji nam nie odpowiada. Biura zazwyczaj proponują dwudniowe wyjazdy, w pierwszym dniu wyrusza się z Calamy około godz. 15 00 , aby wieczorem dotrzeć do San Pedro de Atacama, gdzie spędza się noc. Następnego dnia przed świtem wyrusza się aby zobaczyć gejzery, solniska , Dolinę Księżycową i ruiny Pukary – starej osady indiańskiej.

Wieczorem w hotelu poznajemy sympatycznego Santiago, który pochodzi z San Pedro de Atacama. Proponuje, że będzie naszym przewodnikiem po pustyni i zabezpieczy nam transport …. tj. dwie taksówki!!! Przystajemy chętnie na tę niekonwencjonalną ofertę. Zadowoleni udajemy się na zasłużony wypoczynek. Noc nie należy jednak do spokojnych. Dane jest nam przeżyć trzęsienie ziemi – słabe bo ok. 2 – 3 o w skali Richtera, ale obudziło nas drganie łóżek i dzwonienie szklanek. Wstrząsy trwały niezbyt długo około 1 minuty.

Wczesnym rankiem o umówionej godzinie podjeżdżają pod hotel dwie czarne taksówki: Chevrolet i Renault. Przed nami około 100 km drogi do słynnej oazy San Pedro de Atacama. Tym razem dobra asfaltowa nawierzchnia szybko się kończy i wjeżdżamy na bardzo wyboistą szutrową drogę, po której można jechać bardzo wolno lub zdecydowanie szybko. Nasi kierowcy, aby nie czuć nierówności drogi decydują się na drugi wariant jazdy, na liczniku cały czas około 80 – 100 km/godz.

Wzdłuż drogi widzimy liczne niezbyt wysokie krzyże udekorowane sztucznymi kwiatami, przypominają o tych którzy nie zachowali należytej ostrożności. Pomimo wczesnych godzin rannych powietrze jest już bardzo nagrzane i suche. Powoduje to złudzenie optyczne, w ciepłym drgającym powietrzu widzimy nieistniejące faktycznie jeziora. To znana ze wszystkich pustyń świata fatamorgana.

Po lewej stronie drogi ukazuje się nam olbrzymia wyrwa w ziemi, a obok niej imponującej wielkości hałdy. Tym razem to nie miraż, mijamy największą na świecie odkrywkową kopalnię miedzi w Chuquicamata. Występowanie miedzi na tym terenie odkryli już hiszpańscy konkwistadorzy. W czasie jednego z pierwszych podbojów Diego de Almagro kazał w 1536 roku wykonać dla swojego konia miedziane podkowy.

Dziś kopalnia ta dostarcza ponad połowę miedzi wydobywanej w Chile i przynosi olbrzymie zyski, tu wypracowuje się przynajmniej jedną czwartą wpływów z eksportu. Eksploatacja na skalę przemysłową trwa już od kilkudziesięciu lat, olbrzymi lej w ziemi ciągle pogłębia się i powiększa. Odkrywka jest głęboka na około 400 m, ma ponad 3 km długości , a szerokość jej dochodzi do 1 km. Warto nadmienić, że przy rozbudowie kopalni zatrudnionych było wielu naszych rodaków. Należy pamiętać, że ojcem górnictwa chilijskiego nazywany jest nasz wielki rodak Ignacy Domeyko, który wiele lat spędził w Chile, piastując m.in. funkcję rektora Uniwersytetu w Santiego de Chile. Pozostanie on na zawsze w pamięci Chilijczyków. Pasmo górskie położone na obrzeżu Atacamy nazwano Cordillera Domeyko. Jedno z miast nazwano jego imieniem Puerto Domeyko podobnie jak szczyt Cerro Domeyco, oraz minerał domejkit.

Kopalnia znajduje się na wysokości ok. 2.500 m npm. Otaczają ją zaś znacznie wyższe szczyty Andów dochodzące do wysokości ok. 5000 – 6000 m npm. Na szczytach wielu z nich widoczne są białe śnieżne plamy. Nie brakuje tu stożków wulkanicznych, wiele z nich jest czynnych. Nad jednym z nich widzimy dużą chmurę utworzoną z gazów wydobywających się z jego krateru. Obok najbardziej znany wulkan Licancabur, na szczycie którego znajdowało się prastare indiańskie sanktuarium, do którego mieli dostęp jedynie najwyżsi rangą przywódcy plemienia i to tylko dwa razy w roku w okresie równonocy.

Atacama jest jedną z najstarszych pustyń świata istniała już w trzeciorzędzie. Położona jest na pograniczu trzech państw: Argentyny, Chile i Boliwii. Ciągnie się wąskim ale bardzo długim pasmem ok. 3000 km. Jest to najbardziej suchy i jednocześnie jałowy obszar na kuli ziemskiej. Można tu znaleźć miejsca gdzie od dziesięcioleci nie spadła kropla deszczu. Średnie roczne opady wynoszą zaledwie 10 mm tj. dziesięciokrotnie mniej niż na Saharze. Atacama charakteryzuje się również bardzo dużą dobową różnicą temperatur, w dzień w słońcu słupek rtęci znacznie przewyższa 50 o C, aby w nocy spaść do poziomu ok. 0 o C.

Wkrótce dojeżdżamy do serca Atacamy. Zjeżdżamy w bok od głównej drogi aby zobaczyć słynną Dolinę Księżycową. Podziwiamy bajecznie różnorodne formy, typowe zarówno dla pustyń kamienistych i piaszczystych. Są tu liczne kilkumetrowe skalne ostańce ukształtowane przez działalność wiatru, a także piaszczyste wydmy. Kolory brąz i szary w nieprawdopodobnie wielu odcieniach ostro kontrastują z błękitem nieba. Stwarza to wyjątkowo barwną scenerię. Jesteśmy zauroczeni krajobrazem tej jakże „kolorowej pustyni”, pozbawionej wszelkiej roślinności. Słońce na niebie wędruje coraz wyżej, cienie nasze stają się dłuższe, wzmaga się upał, nie ma się gdzie skryć. To najwyższy czas aby uciec z serca pustyni. Dobrze, że istnieje taka możliwość bo w pobliżu jest największa oaza na pustyni – San Pedro de Atacama. Zaczynamy ostry zjazd w dół do oazy położonej około 300 m niżej. Po drodze mijamy koryta suchych rzek. Zapełniają się one wodą tylko na krótki czas, gdy topnieją śniegi wysoko w Andach. W dole widoczna rzeka niosąca niewielką ilość wody, obok niej pola uprawne, kępy zielonych drzew. Miasteczko jest doskonale widoczne z daleka, gdyż tworzy dużą zieloną wyspę zagubioną wśród szaro – burej pustyni. Dziś liczy ono około 1000 stałych mieszkańców. Przy wjeździe do San Pedro tablice ostrzegające przed groźbą zachorowań na cholerę. Budynki mieszkalne bardzo podobne do siebie, zbudowane są z miejscowego surowca gleby połączonej z sieczką i kamieniami. Grube mury mają dać ochłodę w ciągu dnia i trochę ciepła w zimną pustynną noc.

Każde obejście otoczone jest niezbyt wysokim, metrowym murem. Im bliżej rynku tym zabudowa staje się bardziej gęsta, maleją działki przydomowe, poszczególne budynki przylegają do siebie. W co drugim domu zlokalizowano biuro turystyczne. Jest też dużo obiektów noclegowych, ze względu na ich standard nie można ich nazwać hotelami. Co trochę natykamy się także na restauracje i knajpki. Nie brakuje również wypożyczalni rowerów terenowych, tylko amatorów na ich wynajęcie jest niezbyt wielu choć ceny są wyjątkowo przystępne. Są też punkty, w których można wynająć konie i udać się w siodle na zwiedzanie pustyni.

Coraz więcej turystów ściąga do San Pedro, zbliża się południe, a o tej porze dnia nie da się podziwiać uroków Atacamy.

Wracają ci co przed świtem wyruszyli zobaczyć wspaniały Salar de Atacama, jedno z największych solnisk na świecie. Znajduje się tam płytkie jezioro z bardzo słoną wodą oraz wielkie połacie wielometrowych pokładów soli kamiennej. Nad brzegiem jeziora podziwiać można piękne stada flamingów. Inni globtroterzy wracają pełni wrażeń po obejrzeniu o świcie gejzerów na płaskowyżu Tatio położonym na wysokości 4300 m n.p.m. Dochodzimy do centrum osady, na głównym placu stoi biały murowany kościół pod wezwaniem Św. Pawła. Kościół podobnie jak i przyległa do niego dzwonnica wzniesione są z miejscowych surowców. Dach zbudowano z drewna kaktusów cardón, a zamiast gwoździ użyto skórzanych rzemieni.

Przed kościołem rozłożyli swoje stragany sprzedawcy regionalnych pamiątek, mają do zaoferowania głównie wyroby z wełny lam i alpak: czapeczki, skarpetki, swetry, narzuty i koce. Nie brakuje także kamiennych figurek, wyrobów ze skór, a także miejscowej biżuterii.

W pobliżu znajduje się jeden z najstarszych budynków w osadzie, dom wybudowany przed 450 laty dla słynnego konkwistadora Pedro de Valdivii

Po krótkim odpoczynku, chroniąc się przed bezlitosnym słońcem, zwiedzamy funkcjonujące tu od ponad 40 lat regionalne muzeum założone przez belgijskiego księdza – archeologa Gustavo de Paige. Znajduje się ono w jedynym nowoczesnym budynku osady. Prezentowane tu zbiory należą do jednych z najstarszych na świecie. Jeżeli prawdziwe są informacje, że tutejsze mumie liczą sobie ok. 10.000 lat, to są one starsze o 4000 lat od mumii egipskich. Ze względu na wyjątkowo sprzyjający suchy klimat mumie te zachowały się w doskonałym stanie.

Ślady dawnych kultur podziwiać można w pobliskiej Pukarze, gdzie na stromym zboczu górskim znajdują się ruiny XII –to wiecznej warowni indiańskiej położonej. Odrestaurowywane są obecnie stare akwedukty, które doprowadzały wodę z gór do miasta. Po drugiej stronie rzeki San Pedro znajdowało się inkaskie miasto Catarpe.

Pobyt na pustyni kończymy wizytą w naturalnym basenie z termalnymi wodami. Jest to obiekt dobrze zagospodarowany, jest m.in. zjeżdżalnia, a także kawiarnia i restauracja. Wielu globtroterów po trudach całodziennej eskapady odzyskuje tu nadwątlone siły. Nam pozostaje jeszcze powrót taksówkami do odległej Calamy.

Jarosław Fischbach

Zostaw Komentarz