„AZJA’ 78″ – wyprawa naukowo – poznawcza geografów Uniwersytetu łódzkiego

Egzotyczne wyprawy studenckie – czy są tylko już historią?

Dziś w dobie, kiedy cały świat stoi dla nas otworem, nie zawsze pamiętamy, że o wyjazdy zagranicę kilkanaście lat temu było bardzo trudno. Na przeszkodzie stały czynniki polityczne i co się z tym bezpośrednio wiązało finanse. Warto więc przypomnieć, jak przed dwudziestu laty organizowano wyprawy studenckie.

W grudniu 1978 roku kończyliśmy właśnie naszą uniwersytecką eskapadę, nazwaną “Azja ‘78”. Organizatorami jej i uczestnikami byli studenci i pracownicy nauki Instytutu Geografii Uniwersytetu Łódzkiego. Opiekunami naukowymi byli prof. Marek Koter i dr Jerzy Chrzanowski, uczestnicy to: Jerzy Barylak, Jacek Hillebrand, Piotr Kolasa, Jan Kamiński, Andrzej Wójtowicz, Marek Załoba, kierowcą – mechanikiem był Krzysztof Markowski, lekarzem Olaf Czerniawski, a kierownikiem organizacyjnym Jarosław Fischbach.

W tych czasach wyjazd na wyprawę był jedną z nielicznych możliwości poznania świata, a my jako młodzi ludzie, zamiłowani geografowie, byliśmy go bardzo ciekawi. Wspólnie z naszymi opiekunami ustaliliśmy cele poznawcze i naukowe. Mieliśmy zająć się problematyką badań geomorfologicznych na kilku pustyniach znajdujących się na trasie wyprawy, m.in. Wielką Pustynię Słoną, Pustynię Lota i Registan, odwiedzić bardzo liczne w tym czasie polskie budowy i inwestycje na Bliskim Wschodzie, nawiązać kontakty z instytutami geograficznymi w Ankarze, Basrze, Kabulu, przygotować film oraz publikacje naukowe i popularnonaukowe. Większość tych założeń udało się nam zrealizować. Trasa ekspedycji miała prowadzić przez: Czechosłowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię, Turcję, Iran, Afganistan, Pakistan do Indii.

Paszport w tych czasach nie był naszą prywatna własnością, lecz jak było w nim wydrukowane należał on do PRL-u. Każdorazowo starając się o wyjazd zagraniczny należało uzyskać zgodę władz na taki wyjazd. Paszport pobierało się na krótko przed wyjazdem, tak aby zdążyć załatwić sprawy wizowe i należało go oddać do Urzędu Paszportowego niezwłocznie po powrocie do kraju. Pierwszą przeszkodą było więc zdobycie paszportów dla wszystkich uczestników wyprawy, a to nie było takie łatwe. Część z nas nie należała do Socjalistycznego Związku Studentów Polskich i tu zaczęły się przeszkody. Wykazaliśmy jednak dużą solidarność, dzięki której udało się przeforsować wszystkie nasze kandydatury. Wyprawa miała trwać około 3 – 4 miesięcy, długość jej była uzależniona od wielkości zebranych przez nas środków finansowych. Jako młodzi ludzie – studenci, nie dysponowaliśmy własnymi pieniędzmi, za które można byłoby urzeczywistnić taki wyjazd.

Uczelnia udzieliła nam szerokiego poparcia. Pieniądze musieliśmy jednak zdobywać sami. Ruszyliśmy w Polskę, aby podpisać jak najwięcej umów na reklamę zakładów przemysłowych i ich wyrobów. Z dużym wysiłkiem zabezpieczyliśmy pewne, stosunkowo niewielkie zasoby finansowe. Za uzyskane złotówki nie mogliśmy jednak kupić dewiz w banku. Kantorów w owych czasach też nie było. Części z nas udało się dostać przydział tzw. promes dewizowych, czyli mieliśmy możliwość zakupu 110 USD po niskim państwowym kursie. Uzyskane w ten sposób pieniądze przekazane zostały do wspólnej wyprawowej kasy. Dzięki poparciu Textilimpexu (jednej z łódzkich central handlu zagranicznego), dostaliśmy od 4 firm japońskich po 150 USD. Firmy te, podobnie jak polskie zakłady pracy reklamowaliśmy w specjalnie wydawanym folderze wyprawy lub malując własnoręcznie ich logo na plandece samochodu.

Równolegle ze staraniami o pozyskanie funduszy na wyprawę podjęliśmy działania mające na celu zdobycie samochodu. W tym czasie wyprawa taka mogła wyruszyć jedynie samochodem ciężarowym. Fabryki w Starachowicach i w Jelczu odmówiły nam przydzielenia samochodu do testowania. Udało się nam uzyskać w łódzkim PKS-ie Stara – 28, który przeznaczony był do kasacji. Samochód przekazaliśmy bezpłatnie do Uniwersytetu, który zabezpieczył nam fundusze na jego generalny remont. Był on przeprowadzony w wojskowych zakładach naprawczych w Głownie. Nadzorował go nasz kierowca – mechanik, który wiedział jak przygotować tzw. “pakę”, abyśmy mogli tam wygodnie zmieścić wszystkie nasze bagaże, urządzić sobie miejsca do spania oraz miejsca do siedzenia. Chcąc zaoszczędzić w przyszłości pieniądze na paliwie dobudowaliśmy
w samochodzie dodatkowe zbiorniki, tak że jednorazowo mogliśmy tankować około 1.000 l benzyny. Jest to ilość paliwa, jaką tankują niewielkie samoloty. Ta nasza oszczędność mogła zakończyć się tragicznie już w początkowej fazie wyprawy, gdyż w Rumuni w wyniku niedokładnego dokręcenia tylnego koła po prostu je zgubiliśmy. Brakowało tylko kilku centymetrów abyśmy pełnymi paliwa zbiornikami zarysowali asfalt.

Z wielkimi trudnościami spotkaliśmy się także przygotowując prowiant na wyjazd. Ze względu na szczupłość naszych zasobów dewizowych zamierzaliśmy zabrać z Polski wszystkie artykuły spożywcze, łącznie z pieczywem. Był to okres, kiedy półki sklepowe zaczynały świecić pustkami, a na zakup wielu artykułów spożywczych potrzebne były kartki. Musieliśmy więc dostawać zezwolenia na zakup konserw i cukru. Najczęściej kupowaliśmy je bezpośrednio u producentów. Część konserw oraz cały zapas pieczywa w puszkach uzyskaliśmy z wojska. Kupiony przez nas chleb liczył sobie już 3 lata, aby był smaczny, należało tylko całą metalową puszkę zanurzyć na kilkanaście minut we wrzącej wodzie. Takie wojskowe puszki z chlebem miały 20 letnią gwarancję.

Kłopoty mieliśmy też z uzyskaniem wiz. Trasa naszej wyprawy wiodła przez 6 krajów azjatyckich i do wszystkich z nich musieliśmy uzyskać wizy, niekiedy dwukrotnego wjazdu.
W okresie kiedy wyruszaliśmy na wyprawę rozpoczęły się wielkie niepokoje na Bliskim Wschodzie. Zaczynała się właśnie rewolucja w Iranie, były to ostatnie tygodnie władzy szacha Reza Pahlavi. Afganistan był w przeddzień wkroczenia wojsk radzieckich. W całym regionie wyczuwało się wielki niepokój. Gdyby nasz wyjazd został opóźniony o kilka dni mógłby on w ogóle nie dojść do skutku. Kilka godzin po naszym wyjeździe przyszła informacja z MSZ do Uniwersytetu aby wstrzymać nasz start.

Sami na własnej skórze odczuliśmy te niepokoje. Po raz pierwszy dały one o sobie znać w tureckim Kurdystanie gdzie niezmiennie od lat Kurdowie walczą o swoją niezależność. Jednak duże zamieszki i atmosferę fundamentalizmu islamskiego poczuliśmy w Iranie. W kraju tym mieliśmy dużego pecha, pod koła naszego samochodu wpadł młody Pers, była to jego ewidentna wina. Zostaliśmy jednak zatrzymani w Iranie, zabrano nam paszporty, zastosowano wobec nas areszt domowy w Ambasadzie Polski. Stawaliśmy przed sądem wojskowym, na szczęście wyrok był ułaskawiający dla nas. Sytuacja ta spowodowała zmianę naszych planów. Zamiast do Indii dojechaliśmy tylko a raczej aż do pakistańskiego Beludżystanu. W trakcie trzy i półmiesięcznej wyprawy odwiedziliśmy 12 krajów i przejechaliśmy około 20.000 km, czyli pół długości równika. Po latach okazało, się że dzień naszego wyjazdu z Polski, 31 sierpnia, a potem i powrotu do kraju, 13 grudnia, stały się datami ważnymi w naszej historii. Wielkim i niespodziewanym przeżyciem była dla nas chwila, gdy w odległym Iranie dowiedzieliśmy się o wyborze Karola Wojtyły na Papieża.

W trakcie wyprawy zyskaliśmy olbrzymie życiowe doświadczenie, które procentuje do dziś. Udało się nam jako grupie zrealizować cel, który wtedy był trudny do osiągnięcia, pokonaliśmy wiele barier, nauczyliśmy się sztuki negocjacji przy zachowaniu własnych wartości, własnej godności. Dzięki wyjazdowi zobaczyliśmy i zrozumieliśmy jak odmienny może być świat, jak różne są w nim wartości. Nauczyliśmy się szacunku dla innych ludzi, dla innych poglądów, chociaż część tych prawd zrozumieliśmy po latach. Staliśmy się wszyscy ludźmi ciekawymi świata, szukającymi możliwości nowych wyjazdów, poznania nowych terenów, nowych ludzi, nowych kultur. Procentuje to dziś w naszym życiu zawodowym i osobistym. Praktycznie każdy z nas piastował lub dziś piastuje ważne stanowisko, są wśród nas pracownicy naukowi, przedstawiciele władzy – prezydent miasta, kierownik Urzędu Rejonowego, ordynator oddziału szpitalnego, redaktor naczelny jednej z łódzkich gazet, prywatni przedsiębiorcy.

Jesteśmy dumni, że pomimo różnych przeżyć w trakcie wyprawy i po jej zakończeniu, od lat spotykamy się wszyscy razem, siedząc przy wspólnym stole wspominamy te ważne i kształtujące nas chwile. Jak jest to cenne mogą ocenić koledzy, którzy uczestniczyli w innych wyjazdach tego typu. Nie znam drugiego takiego przypadku, aby po zakończeniu długo trwającej wyprawy dość często spotykali się wszyscy jej uczestnicy.

Czy dziś mimo wszelkich pozytywnych zmian jakie zaszły w naszym kraju i możliwości dotarcia do każdego zakątka świata nie warto byłoby wskrzesić idei wypraw studenckich. Sądzę, że poza poznaniem świta może to przynieść cały szereg innych korzyści jej uczestnikom.

 

Jarosław Fischbach

Zostaw Komentarz