Bezdroża Madagaskaru

Od wielu lat fascynował mnie Madagaskar, myślałem aby zobaczyć ten egzotyczny i odległy kraj. Pociągała mnie szczególnie dziewicza przyroda wyspy. Madagaskar jest jedynym miejscem na świecie, gdzie świat roślinny i zwierzęcy jest tak oryginalny, około 90 % z występujących tu 7300 gatunków roślin to endemity, czyli gatunki nie występujące w innych miejscach kuli ziemskiej.

lemur symbol MadagaskaruSpecyficzna jest też fauna wyspy. Najbardziej rozpowszechnione zwierzęta to lemury i kameleony, dziś można je spotkać w wielu różnych miejscach wyspy. Na Madagaskarze występuje połowa wszystkich żyjących na świecie gatunków lemurów. Należą one do prymitywnych ssaków z rodziny naczelnych. Najmniejsze z nich są wielkości myszy, największe zaś osiągają rozmiary małpy. Prowadzą zróżnicowany tryb życia, niektóre aktywne są nocą, inne zaś w dzień. Część gatunków lemurów żyje w stadach, inne są samotnikami.

Pragnąc zobaczyć dziewiczy fragment Madagaskaru wraz z grupą znajomych wybraliśmy się na północny kraniec wyspy. Dotarcie do niewielkiej osady Ambilobe nie należało do najłatwiejszych zadań.

Udało się nam tu dotrzeć samochodem z Ambanja, odległość ponad 100 km dzielącą obie miejscowości przebyliśmy w ciągu niespełna 4 godzin. Wcześniej podróżowaliśmy samochodem ze stołecznego Antananarivo do Mahajanga oraz samolotem z Mahajanga na wyspę Nosy Be i łodzią z wyspy w okolice Ambanja. Podróże nie sprawiły nam większego kłopotu wszystko przebiegało zgodnie z naszymi wcześniejszymi założeniami.jedna z wiosek na północy Madagaskaru

Wiemy już że komfort tych podróży, poza lotami samolotem jest niewielki. W kraju jest zaledwie kilka dróg o nawierzchni asfaltowej, duże odcinki trzeba pokonywać jadąc drogami gruntowymi. Nie sprzyja nam też pora roku, marzec na północy Madagaskaru, to koniec pory deszczowej. Intensywne deszcze padały tu przez kilka ostatnich miesięcy.

Chcemy dostać się z Ambilobe na wschodnie wybrzeże do Vohemar, jest to odległość zaledwie 160 km. Jest godzina 16 00 i nikt nie chce z nami rozmawiać o popołudniowej podróży, właściciele samochodów nawet tych z napędem na 4 koła mówią o ewentualnym jutrzejszym wyjeździe. Nie mając innego wyjścia godzimy się na przerwę w podróży i nocleg w Ambilobe. Następnego dnia jedziemy jeszcze w góry, zwiedzamy rezerwat Ankarana podziwiając wspaniałe, wielkie jaskinie oraz kilka wodospadów , fragment pierwotnej dżungli, widzimy również skaczące po gałęziach drzew stada lemurów.

Do opieki nad naszą grupą dostajemy dwóch przewodników, jeden z nich zna tylko miejscowe narzecze, a drugi jest … niemową.

najbardziej okazały budynek w miasteczku, siedziba władzNastępnego dnia rano jesteśmy umówieni z kierowcą, że podjedzie po nas do hotelu o 8 00 rano. Znając już miejscowe zwyczaje jesteśmy mocno zdziwieni gdy zjawia się przed czasem. Zaskoczenie nasze potęguje jeszcze wygląd samochodu, jest to duży ciężarowy Mercedes przystosowany do jazdy terenowej, z metalowa “budą”, w której po bokach zamontowane są małe drewniane ławki. W samochodzie niewyobrażalny tłok , na ławkach, które mogą pomieścić około 10 osób jest już nadkomplet. Każdy z pasażerów ma olbrzymie bagaże, zazwyczaj wielkie worki, kosze. Bagaże ułożone są w środku samochodu pomiędzy ławkami, a część z nich załadowana jest także na bagażniku nad szoferką. W środku w niesamowitym ścisku siedzi już około 30 osób, potworny tłok, harmider i smród. Zapachami jesteśmy mocno zdziwieni, gdyż do tej pory Malgasze kojarzyli się nam jako ludzie czyści , przestrzegający higienę, dbający o swój wygląd. Zagadka nieprzyjemnych zapachów wyjaśni się nam następnego dnia. Z obawami i przerażeniem patrzymy jak mamy się zmieścić w siódemką z dużymi bagażami do środka samochodu.

Co się wydaje niewykonalne, udało się nam zrealizować prawie w 100 % poza jednym drobiazgiem, jeden z naszych kolegów nie mieści się już w samochodzie, siedzi w otwartych jego drzwiach. Z jednej strony mu zazdrościmy, nie czuje wszystkich tych zapachów, na które my jesteśmy narażeni, ale podróż na dłuższą metę w takich warunkach przy wyboistych drogach jest nie możliwa. Przenosi się więc on szybko na dach szoferki, podróż staje się więc dla niego mocno ryzykowana przy licznych podskokach samochodu nie ma się czego przytrzymać, ale ma za to wyjątkową możliwość robienia ciekawych zdjęć. Trochę gorzej, gdy zaczyna padać deszcz, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić.początkowy fragment naszej drogi

My z tyłu samochodu jedziemy początkowo w milczeniu, każdy z nas zastanawia się czy wytrzymamy w tych warunkach te 160 kilometrów. Ile możemy jechać, najwięksi pesymiści mówią o 8 godz. to daje przeciętną 20 km/godz., tyle co na rowerze. Zaciskamy mocno zęby, co 5 – 10 min. patrzymy na zegarek, ile zostało jeszcze do końca podróży.

Po przejechaniu kilku kilometrów droga staje się coraz trudniejsza do pokonania. Koleiny początkowo kilkunastocentymetrowe, stają się głębsze niż koła samochodu. Kałuże i rozlewiska są coraz trudniejsze do pokonania. Na poboczach stoją pierwsze samochody, które ugrzęzły na drodze. Dookoła pełno młodych chłopców z łopatami, którzy pomagają przy wykopywaniu samochodów. Nasz Mercedes 91l z napędem na wszystkie koła dzielnie walczy, jednak kilka razy mocno go zarzuca. Tubylcy wychodzą z samochodu, dalej idą pieszo. Nam zaś zupełnie niespieszno do wodno – błotnych kąpieli, zrezygnowani siedzimy w środku czekając aż kierowca kolejny raz upora się z coraz większą przeszkodą. W końcu upał w rozgrzanej blaszanej “budzie” i nas zmusza do opuszczenia samochodu. Dalej brniemy w czerwonym błocku ostro kontrastującym z otaczającą nas zielenią. Przez kilka najbliższych godzin tak na zmianę 1 – 2 km idziemy piechotą, by kolejne kilkaset metrów przejechać samochodem i znów udać się dalej na pieszą wędrówkę. W końcu samochód nasz tak zarzuca, że staje on w poprzek drogi, a jego “buda” wpada w przydrożne krzaki. Po kilkudziesięciu minutach uporczywej walki kierowcy udaje się ponownie wyjść z opresji. Jedziemy dalej. Z przeciwnej strony mijają nas inne wolno poruszające się samochody. Najczęściej formują się konwoje po 3 – 4 samochody połączone łańcuchami, wzajemnie sobie pomagają, inaczej droga byłaby nie do przejechania.

przejazd tą drogą był uciążliwyPo 4 godzinach tej naprzemiennej jazdy i “spacerów” stwierdzamy, że pokonaliśmy około 8 – 10 km. Zastanawiamy się jak tu wrócić do Ambilobe, lecz odwrotu już nie ma. Kiedy dotrzemy do celu, ile potrzeba na to czasu? Jak się okazuje jesteśmy zupełnie nie przygotowani do tej podróży, brakuje nam wszystkiego: jedzenia, pitnej wody, właściwego ubioru, a przede wszystkim nie jesteśmy do niej przygotowani psychicznie.

Rozglądamy się z ciekawością i patrzymy na naszych współtowarzyszy podróży. Oni z równą ciekawością i sympatią obserwują nas. Nie widzieli jeszcze aby biali turyści podróżowali , kiedykolwiek w takich warunkach. Wyraźnie nawiązuje się między nami nić sympatii. Widząc nasze nie przygotowanie do tej podróży starają się nam pomóc, m.in. od młodej Malgaszki – Catherine dostaję pomarańczę.

Zaczyna do nas docierać, że spora część naszych współtowarzyszy podróży jedzie do Vohemar w celach handlowych, wiozą dużą ilość towarów na sprzedaż. Jeden z młodych tubylców ma ze sobą 2 garnki zrobione z puszek po konserwach i 8 sitek tj. małych puszek po konserwach z podziurawionym gwoździami dnem – to cały jego dobytek. Catherine wiezie na targ dwa duże kosze żywych krabów. Na kolejnych postojach wyjmuje kraby, obmywa je wodą i ponownie pakuje do kosza. Te które nie wytrzymały trudów podróży trafiają prosto do garnków i stanowią pożywienie dla pozostałych malgaskich współtowarzyszy podróży.

przydriożna kuchniaOkoło 22 00, czyli po 14 godzinach jazdy docieramy do niewielkiej osady Dariana, przejechaliśmy około 90 km, zatrzymujemy się tu na posiłek. Po tym co zobaczyliśmy w kuchni, pomimo głodu większość z nas rezygnuje z posiłku. Czekamy na dalszą nocną jazdę, a okazuje się, że spędzimy w Dariana noc. Pytamy kierowcę o miejsce na nocleg. Mamy dwie możliwości; możemy przesiedzieć noc na krześle przy stole bądź przespać się na podłodze. Po długich namysłach wybieramy ten drugi wariant, nie mamy śpiworów, są one schowane głęboko w naszych niedostępnych bagażach.

Nasi współtowarzysze podróży rozbiegają się na nocleg po okolicznych domostwach. Na następny dzień są dobrze przygotowani do podróży, czyści, umyci, zmienili ubrania, zupełnie odmiennie od nas.

W drugim dniu podróży czekają nas kolejne nieprzewidziane przygody. Ze względu na wyjątkowo trudne warunki przejazdu, kierowcy naszemu kończy się nagle paliwo. Nigdzie w pobliżu nie ma stacji benzynowej. Wszyscy autochtoni szybko wybiegają z samochodu szukając miejsca w cieniu, odpoczywają, szykują posiłek, znów tylko my się denerwujemy. Do celu podróży niby już niedaleko, a ile czasu spędzimy tu zupełnie bezczynnie. Na co czekamy? Okazuje się, że na przejeżdżające pojazdy, może któryś z nich będzie miał nadmiar paliwa. Samochody jeżdżą tu z częstotliwością mniej więcej co 2 godziny jeden pojazd. Udaje się nam, gdyż trzeci z nich ma trochę paliwa na zbyciu. Brakuje tylko lejka, więc Malgasze robią go z … gazety. Po 6 godzinach bezczynności jedziemy dalej.samochód nasz stanął w poprzek drogi

Później z naszego dużego samochodu zostajemy przeniesieni do dwa razy mniejszego, okazuje się, że też możemy się wszyscy zmieścić. Po pół godzinie jazdy kierowca zatrzymuje samochód i każe nam wysiadać, okazuje się, że zapomniał prawa jazdy i musi po nie wrócić do domu. Po godzinie oczekiwania pojawia się znów, ale samochód jest wypełniony nowymi pasażerami. Tym razem już naprawdę wszyscy się nie zmieścimy. Trwają długie dyskusje, kto pojedzie dalej. Nam się udaje, jesteśmy wybrańcami i ruszamy w dalszą drogę, aby po kolejnej półgodzinie jazdy usłyszeć rozpaczliwy płacz kobiety. Okazuje się, że z poprzedniego postoju zapomniała zabrać swoją trzyletnią pociechę, choć podróżują wspólnie z mężem i tylko z jednym dzieckiem. Znów wysiadamy, kierowca wraca z zrozpaczoną kobietą szukać dziecka. Poszukiwania okazują się bezskuteczne.

Dalszą nocną podróż urozmaicają nam wspaniałe śpiewy kobiet. Przez dwie doby wspólnej podróży wszyscy jej uczestnicy zaprzyjaźnili się i teraz na zakończenie wspólnej eskapady serdecznie się ze sobą żegnamy, życząc sobie wiele szczęścia w dalszych odcinkach podróży. Po tych doświadczeniach wiemy, że kolejne etapy naszej podróży odbędziemy samolotem.Malgaska miss

 

Jarosław Fischbach

Zostaw Komentarz