Polacy w Chile

Dla wielu Polaków Chile stało się drugą ojczyzną, z którą nierozerwalnie związali swe życie. Pracując dla dobra nowej ojczyzny rozsławiali w niej dobre imię Polski, nawet wtedy , gdy nie było jej na mapie Europy- w czasie zaborów. Najsłynniejszym Polakiem, który swe losy związał z Chile był Ignacy Domeyko. Po upadku powstania listopadowego , w którym walczył w oddziale Chłapowskiego, opuścił Polskę razem z Adamem Mickiewiczem, przyjacielem z czasów studenckich. Wyemigrowali do Francji. Domeyko ukończył Akademię Górniczą w Paryżu i jako inżynier górnik otrzymał propozycję pracy w odległym Chile. Przyjechał do Chile w 1848 roku i rozpoczął pracę w Coquimbo na stanowisku profesora chemii i mineralogii. Założył tu Szkołę Górniczą. W 1848 roku w dowód uznania zasług otrzymał obywatelstwo chilijskie. Doceniając zdolności organizacyjne i naukowe Domeyki zaproponowano mu stanowisko profesora na Uniwersytecie w Santiago, w którym przez 16 lat pełnił funkcję rektora, aż do chwili wyjazdu z Chile. Wprawdzie przyjechał pod koniec życia do Polski , ale wrócił do Chile, po raz drugi wybierając je jako swoją ojczyznę , tu zmarł. Swoimi pracami z zakresu mineralogii, geologii zyskał światową sławę . Dla Chilijczyków stał się „ojcem górnictwa”. Pamięć o słynnym Polaku przetrwała po dzień dzisiejszy, jego nazwisko jest upamiętnione w wielu nazwach geograficznych w Chile: jedno z pasm górskich nazwano Cordillera Domeyco, miasto Puerto Domeyco, szczyt Cerro Domeyco, a jeden z minerałów domejkitem.

Dziś rodzina Domeyków jest dość liczna, wielu potomków Ignacego pełni ważne funkcje polityczne i gospodarcze. Najstarsza z rodu, pani Anita- wnuczka Ignacego Domeyki liczy 95 lat. Niestety nikt z rodu Domeyków nie zna języka polskiego, nie utrzymuje kontaktów z Polską.

Ocenia się, że obecnie w Chile żyje około 400 Polaków, połowa z tej liczby to potomkowie Domeyki. Pozostałe 200 osób, tj. ok. 90 rodzin, to ludzie którzy przybyli na stałe do Chile emigrując z Polski głównie po II wojnie światowej.

Polonia chilijska, w porównaniu z argentyńską czy brazylijską jest niewielka. Emigracja Polaków do Chile przypadła na znacznie późniejszy okres niż do Argentyny i Brazylii. Do Argentyny i Brazylii w XIX stuleciu i na początku XX wieku migrowali głównie chłopi. W tym okresie władze chilijskie nie były zainteresowane przyjmowaniem emigrantów. Niewielkie grupy Polaków zaczęły się osiedlać na stałe w Chile w okresie międzywojennym. Razem z nimi przyjeżdżają też polscy księża, Salezjanie- ks. Szymon Wójcicki, i ks. Bruno Rychłowski. Przez całe dziesięciolecia opiekowali się oni Polonią chilijską.

Ks.Bruno Rychłowski liczący dziś 86 lata, od 60 lat mieszka w Chile. Cały czas aktywnie działa na rzecz miejscowej Polonii. Podobnie jak wszyscy Polacy osiedleni na stałe w Chile ma obywatelstwo tego kraju. W dowód uznania został mu nadany tytuł honorowego obywatela Chile. Dzięki staraniom ks. Rychłowskiego w 1992 roku wybudowano niewielki, murowany kościół z plebanią. Na uroczyste poświęcenie nowego Kościoła Polskiego przyjechał specjalnie z Rzymu Ks.Biskup Szczepan Wesoły- opiekun polskiej emigracji. W kościele co dwa tygodnie odbywają się msze święte dla Polaków, nie brakuje w nim polskich akcentów, m.in. w bocznym ołtarzu widnieje obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Przy głównym ołtarzu obok zawsze obecnej w każdym kościele flagi chilijskiej znajduje się flaga biało-czerwona. Ks .Bruno Rychłowski pełni obecnie funkcję rektora Polskiej Misji Katolickiej, czyli jest duchowym opiekunem Polonii w tym odległym kraju.

Mam możliwość uczestniczyć w jednej z mszy celebrowanej przez dwóch polskich księży, msza odprawiona jest oczywiście po polsku. Uczestniczy w niej kilkanaście rodzin polonijnych. Msza zaczyna się punktualnie o 10.30. Podczas mszy ks. Rychłowski wielokrotnie odwołuje się do zbliżających się rocznic narodowych: wybuchu Powstania Listopadowego, odzyskania niepodległości w 1918, śmierci gen .Małachowskiego. Pieśni wykonywane podczas mszy odbiegają od czysto religijnego kanonu – Polonez Ogińskiego, Czerwone maki pod Monte Cassino, Boże coś Polskę. Nastrój jest bardzo podniosły, uroczysty, patriotyczny. Odległa geograficznie Polska staje się bardzo bliska. Dla wszystkich mieszkających w Chile Polaków. Msze są dużym wydarzeniem, udowadniają że tak odległa i w czasie i w przestrzeni Ojczyzna jest przez nich głęboko ukochana. Mimo, że czują się oni pełnowartościowymi obywatelami Chile, to zawsze podkreślają swoje pochodzenie. Są z niego dumni, pochodzą przecież z tego samego kraju co Papież i Wałęsa, którzy cieszą się tu wyjątkową estymą. Dzięki tym postaciom Polska jest w Chile bardziej znana, niż niejeden większy kraj.

Szczególnie ważnym wydarzeniem dla miejscowej Polonii była wizyta Jana Pawła II w 1987 roku.

Postawa i osiągnięcia zawodowe Polaków w Chile wpływają pozytywnie na wizerunek naszego kraju. Większość Polaków osiągnęła dzięki wytrwałej pracy znaczne sukcesy zawodowe. Piastują oni ważne kierownicze funkcje w dużych zakładach przemysłowych i instytucjach, są właścicielami firm.

Są wśród nich także znani artyści jak Raul Nałęcz-Małachowski – artysta malarz.

***********************

Większość Polaków mieszkających dziś w Chile, przybyła do tego kraju w końcu lat 40-tych, po zakończeniu działań wojennych. Byli to zazwyczaj ludzie walczący o wolność Polski na różnych frontach II wojny światowej. Po jej zakończeniu, w nowej rzeczywistości politycznej nie wyobrażali sobie życia w nowej Polsce, z bólem serca wybierali sobie nowy kraj do dalszego życia.

Najbardziej znanym polskim żołnierzem osiadłym na stałe w Chile był gen. Stanisław Nałęcz-Małachowski - dowódca okręgu Korpusu Łódź, obrońca Modlina. Wielu innych walczyło w szeregach II Korpusu Wojska Polskiego, m.in. Major Stefan Wojciechowski, rotmistrz ósmego pułku ułanów Mirosław Dziekoński, Jan Nadzieja – uczestnik walk pod Tobrukiem, Jerzy Tyczyński, Kazimierz Malewski, Irena Zochowska – zesłana po wojnie na Sybir. Jerzy Janasz był jednym z polskich pilotów w RAF-ie. Wojciech i Hanna Pszczółkowscy i Norbert Obuch – Woszczatyński walczyli w Postaniu Warszawskim.

Jednymi z pierwszych Polaków, którzy po wojnie osiedlili się w Chile są Marian i Nina Kwiatkowscy. Przybyli oni do swojej nowej ojczyzny w maju 1947 roku, zachęceni listownie przez siostrę p. Mariana, która już wcześniej przybyła do tego kraju. Roztaczała przed nimi wspaniałe perspektywy doskonałego startu w życie zawodowe- możliwości założenia własnej fabryki chemicznej. Rzeczywistość nie była jednak tak łaskawa jak obietnice, początki życia na obczyźnie były bardzo trudne. Państwo Kwiatkowscy tylko dzięki wytrwałej i ciężkiej pracy osiągnęli jak większość mieszkających w Chile Polaków sukces. Pan Marian rozpoczynał pracę w fabryce chemicznej od stanowiska robotnika, by po latach pracy zostać dyrektorem naczelnym zakładu. Jest też założycielem i współwłaścicielem czterech fabryk. Przez lata był Prezydentem Chilijskiego Związku Przemysłu Gumowego. Jest cenionym obywatelem swojej nowej Ojczyzny. Nie zapomina też o swoich korzeniach, przez kilkanaście lat pełni funkcję prezesa Koła Polskiego im. Jana Pawła II. Był organizatorem spotkania Polonii Chilijskiej z Papieżem w 1987 roku. Cały czas współpracuje z polskimi placówkami konsularnymi i handlowymi. Był także przedstawicielem Polskiego Komitetu Olimpijskiego w Chile. Wielokrotnie odwiedzał Polskę, jest mile zaskoczony zmianami jakie zaszły w kraju oraz w Łodzi, rodzinnym mieście, którego fizjonomia, zdaniem p. Kwiatkowskiego zmienia się z roku na rok. Polonijni seniorzy rozważają możliwość powrotu u schyłku życia do ukochanej Polski.

Wielką satysfakcją dla Polonii chilijskiej było przyznanie najwybitniejszym ich przedstawicielom Krzyży Komandorskich Orderu Odrodzenia Polski- Polonia Restituta. 30 kwietnia 1992 roku odznaczeni zostali: Anita Domeyko, Marian Kwiatkowski, Raul Nałęcz-Małachowski, Wojciech Pszczółkowski, ks. Michał Poradowski, ks. Bruno Rychłowski, **************************

Uwieńczeniem mego krótkiego pobytu w Santiago de Chile jest spotkanie w siedzibie Koła Polskiego im. Jana Pawła II. Spotkania takie organizowane są w każdą pierwszą niedzielę miesiąca. Do tej pory odbyło się ich ponad 140, każdorazowo uczestniczy w nich około 40-50 osób. Maja one na celu utrzymywanie kontaktów między Polakami mieszkającymi w Chile, a przede wszystkim kultywowanie tradycji i kultury polskiej. Spotkania przebiegają w rodzinnej atmosferze.

Mam okazję się o tym przekonać uczestnicząc w zebraniu poświęconym Powstaniu Listopadowemu. Prezes Kwiatkowski w krótkim, skondensowanym wystąpieniu przypomina przyczyny, które doprowadziły do zrywu narodowowyzwoleńczego, jego przebieg i skutki. Forma i treść tej wypowiedzi były tak perfekcyjnie przygotowane, że chciałoby się przedstawić ją w Polsce.

Po ciekawej części wprowadzającej nastąpiła nieoficjalna część spotkania. Nasza niewielka grupka turystów z Polski została uroczyście powitana. Jeden z rodaków, chcąc sprawić nam przyjemność deklamuje wiersz Tuwima o Łodzi. Jesteśmy bardzo ciekawi siebie nawzajem, atmosfera jest bardzo serdeczna. Rodacy wypytują nas o zmiany w kraju, perspektywy. Nie ukrywają, że są szczęśliwi, że znowu mogą odwiedzać Polskę, że pracuje Ambasada Polska w Santiago. Z kolei naszą ciekawość budzą warunki życia w Chile, przyczyny dla których migrowali do tak odległego kraju. Zaskakuje nas fakt, że wielu Polaków osiedliło się w Chile w ostatnich kilkunastu latach. Ta młoda Polonia już się zadomowiła, już znalazła swoje miejsce w nowym kraju. Ciekawe były motywy ich osiedlenia w Chile. Dla jednych emigracja do Chile stała się naturalną koleją losu po zawarciu związku małżeńskiego z obywatelem chilijskim. Zaskoczyły nas przypadki wielu emigrantów, którzy po opuszczeniu Polski na początku lat 80-tych nie znaleźli przystani na Zachodzie, zdecydowali się na dalszą migrację i dzisiaj dziękują losowi, że wybrali Chile. We Francji, Niemczech czy USA byli traktowani jak obywatele drugiej kategorii, tutaj , w Chile jest inaczej. Liczą się przede wszystkim: kwalifikacje i uczciwość w pracy zawodowej oraz znajomość języka hiszpańskiego. Chile to kraj, w którym Polacy czują się bezpiecznie. Państwo gwarantuje im stabilność i jasność przepisów prawnych, skarbowych, otacza ich życzliwość współmieszkańców, podkreślali, że żyją tu godnie. Wielu zaznacza, że zarobki może nie są „amerykańskie”, ale zabezpieczają spokojny byt, a stosunki międzyludzkie są dużo bliższe sercom rodaków niż w USA czy Europie Zachodniej.

Jarosław Fischbach

Zostaw Komentarz