<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>PolskimSzlakiem.pl &#187; Na Wodzie</title>
	<atom:link href="/category/moje-podroze/tematy/na-wodzie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://polskimszlakiem.pl</link>
	<description>PolskimSzlakiem.pl</description>
	<lastBuildDate>Fri, 25 Sep 2015 13:15:18 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.5.1</generator>
		<item>
		<title>Tak blisko, tak ciekawie. W kapciach na spływ kajakowy Lewą Skrwą</title>
		<link>http://polskimszlakiem.pl/tak-blisko-tak-ciekawie-w-kapciach-na-splyw-kajakowy-lewa-skrwa/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=tak-blisko-tak-ciekawie-w-kapciach-na-splyw-kajakowy-lewa-skrwa</link>
		<comments>http://polskimszlakiem.pl/tak-blisko-tak-ciekawie-w-kapciach-na-splyw-kajakowy-lewa-skrwa/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 16 Aug 2011 18:55:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarek Fischbach</dc:creator>
				<category><![CDATA[Moje Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Na Wodzie]]></category>
		<category><![CDATA[Okolice Domu]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Tematy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polskimszlakiem.pl/?p=826</guid>
		<description><![CDATA[Prawie wszyscy, którzy myślą o penetracji turystycznej Polski wybierają się w regiony najbardziej znane, turystyczne. Zwiedzają Tatry, Jurę Krakowsko-Częstochowską, Bieszczady, Sudety, wypoczywają nad Bałtykiem lub na Mazurach. A w centralnej Polsce, nieopodal stolicy, jest miejsce, gdzie w sposób wyjątkowo atrakcyjny spędzić można kilka dni. Wystarczy wyjechać niewiele ponad 100 kilometrów od Warszawy, aby znaleźć się [...]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><b>    </b>Prawie wszyscy, którzy myślą o penetracji turystycznej Polski wybierają się w regiony najbardziej znane, turystyczne. Zwiedzają Tatry, Jurę Krakowsko-Częstochowską, Bieszczady, Sudety, wypoczywają nad Bałtykiem lub na Mazurach. A w centralnej Polsce, nieopodal stolicy, jest miejsce, gdzie w sposób wyjątkowo atrakcyjny spędzić można kilka dni. Wystarczy wyjechać niewiele ponad 100 kilometrów od Warszawy, aby znaleźć się na Pojezierzu Gostynińskim.   Ja mam to szczęście, że od kilku  lat tu mieszkam i praktycznie na co dzień mogę przeżywać opisywane poniżej przygody. Zapraszam do wspólnej wędrówki, najpierw wirtualnej, a jak się Wam spodoba, to zapraszam w to urocze miejsce. Zaproszenie moje jest serdeczne, ale mam nadzieję, że dotrą tu tylko prawdziwi miłośnicy dziewiczej przyrody, że miejsce to pozostanie nadal odludne.                  <a href="/wp-content/uploads/2013/07/dom-i-maki.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-845" alt="siedlisko &quot;Pod Lipą&quot; nad jeziorem Lucieńskim" src="/wp-content/uploads/2013/07/dom-i-maki-300x101.jpg" width="300" height="101" /></a></p>
<p>Miałem satysfakcję, gdy zapraszałem do siebie Gości, z którymi później ruszałem na podbój Skrwy. Wszyscy oni powracali ze wspólnej eskapady wyczerpani, ale pełni wrażeń. Każdy z nich podkreślał, że spływ ten zapamięta do końca życia. Okazuje się, aby przeżyć tak fascynującą przygodę nie trzeba wyjeżdżać na „koniec świata”, na inne kontynenty. Ci co mają szczęście, że mieszkają praktycznie na szlaku mogą na taką przygodę wyruszyć w przysłowiowych „kapciach”. Pamiętajmy o tym i rozglądajmy się po najbliższej okolicy, może uda się nam znaleźć coś dla siebie, rodziny, przyjaciół i wspólnie przeżyć niezapomniane chwile. Wspólnie pokonywane trudy pozwolą nam na lepsze poznanie siebie i współtowarzyszy turystycznej „niedoli”.<a href="/wp-content/uploads/2013/07/WSCHÓD-BUDY.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-844" alt="wschód słońca nad jeziorem Lucieńskim" src="/wp-content/uploads/2013/07/WSCHÓD-BUDY-300x200.jpg" width="300" height="200" /></a></p>
<p>Pojezierze Gostynińsko – Włocławskie, to miejsce rzadko odwiedzane przez turystów, choć położone blisko dużych aglomeracji miejskich.  Z Łodzi, czy z Warszawy podróż nie zajmie wiele czasu. Można tu dotrzeć samochodem w niespełna dwie godziny. Poza nielicznymi ośrodkami wypoczynkowymi, jest to nadal dziewiczy teren. Możliwości ciekawego, atrakcyjnego spędzenia czasu dla miłośników przyrody jest bez liku.   Mając trochę inwencji nie trudno zaplanować wiele ciekawych tras turystycznych, a w trakcie wędrówek mieć bezpośredni kontakt z dziewiczą przyrodą Można się tu wybrać na całodzienną wycieczkę pieszą, rowerową lub popłynąć kajakiem i nie spotkać innych turystów.</p>
<p><a href="/wp-content/uploads/2013/07/mapa-Skrwy.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-843" alt="mapa Skrwy Lewej" src="/wp-content/uploads/2013/07/mapa-Skrwy-300x213.jpg" width="300" height="213" /></a>Dla mnie jedną z ciekawszych i wyjątkowo atrakcyjnych tras kajakowych jest dolny odcinek Skrwy Lewej. Jest to niewielka rzeka, mająca źródła na południe od wsi Łanięta, na wysokości 128 m n.p.m. Po pokonaniu odległości 42, 8 km wody tej rzeki uchodzą do Wisły, a właściwie do Zbiornika Włocławskiego utworzonego na  królowej polskich rzek. Ujście znajduje się w okolicach wsi Soczewka, na wysokości około 60 m n.p.m. Średni spadek rzeki jest dość duży i wynosi więc 1,12%. Na niektórych odcinkach Skrwa ma charakter rzeki górskiej, aby na innych płynąć leniwie, spokojnie. Jest rzeką graniczną, rozdziela dwie ważne krainy historyczne Mazowsze i Kujawy. Rzeźba terenu w dorzeczu Skrwy Lewej jest urozmaicona, ukształtowana została ona przez potężny lądolód, w trakcie zlodowacenia środkowopolskiego. Stąd duże deniwelacje terenu i zróżnicowana jego rzeźba. W trakcie penetracji tego terenu często napotykamy na liczne wzgórza i pagórki wydm, kemów bądź ozów. To tutaj znajduje się największy w Polsce oz, czyli długi, wąski, pofałdowany i stromy piaszczysty wał uformowany przez wody wypływające spod lądolód. Oz Gostyniński, popularnie zwany „Dybanką”, tworzy kręty, wijący się wał o długości ponad 14 km. Kulminacja jego sięga 121,3 m n.p.m. Ciągnie się on od okolic Gostynina na północny – wschód, wzdłuż doliny Skrwy Lewej. U jego podnóża w rynnie polodowcowej powstały jeziora: Czarne, Kocioł, Bratoszewo .   Z kolei wydmy tworzą ciągi wzgórz np. Góry Krucze lub pojedyncze pagórki jak Kobyla i Patrolowa Góra. Pomimo, że jesteśmy na płaskim i równinnym Mazowszu, w wielu miejscach poczuć możemy się jak w niezbyt wysokich górach.</p>
<p>Działalność lądolodu przyczyniła się do powstania licznych jezior. Na tym niewielkim obszarze, niezbyt popularnego pojezierza jest ich ponad 60. Jedno z największych to Jezioro Lucieńskie, położone jest na północ od Gostynina w głębokiej rynnie polodowcowej. Powierzchnia jego wynosi 208 ha, rozciąga się na linii południowy – wschód północny – zachód i jest to nietypowy układ dla jezior rynnowych w Polsce. Zazwyczaj rozciągają się one z północy na południe, zgodnie z kierunkiem poruszania się lądolodu. Akwen ten ma prawie 4 km długości. Wypożyczając kajaki w jednym z położonych nad Jeziorem Lucieńskim gospodarstwie agroturystycznym można rozpocząć spływ do ujścia Skrwy do Wisły. Pływanie po jeziorze Lucieńskim ma swoje niewątpliwe zalety. Jest tu strefa ciszy i na wodzie nie wolno używać silników spalinowych. Poza kajakarzami, z uroków jeziora od czasu do czasu korzystają też żeglarze i windsurfingowcy. Często wieją tu sprzyjające dla nich zachodnie wiatry.<a href="/wp-content/uploads/2013/07/Skrwa-Splyw-14.05.2011-003.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-833" alt="za chwilę czeka nas kolejna przenoska" src="/wp-content/uploads/2013/07/Skrwa-Splyw-14.05.2011-003-300x224.jpg" width="300" height="224" /></a></p>
<p>Bardzo nieliczni, co odważniejsi kajakarze decydują się na piękny, ale bardzo wyczerpujący całodzienny spływ Skrwą. Trasa nie jest długa, ale wybitnie uciążliwa. Spływ dostarcza jednak niezapomnianych wrażeń i emocji. Bez wątpienia tym, którym udało się pokonać rzekę na długo, a może i na zawsze, pozostanie w pamięci. Jej pokonanie daje uczestnikom spływu, każdorazowo, bardzo wiele satysfakcji i radości.  Dopóki rzeka będzie nieuregulowana i nieuporządkowana uczestnicy spływu napotykać będą na liczne przeszkody. Skrwą pływałem kilkukrotnie, ostatni raz w maju 2011 roku, trasa spływu to zaledwie około 20 km. Na odcinku po wypłynięciu z jeziora Lucieńskiego zaliczyliśmy ostatnio 82 przenoski kajaka !!! Wysiłek fizyczny wielki, zmęczenie ogromne, lecz piękno rzeki wynagradza wszystkie trudy. Absolutnie każdy z uczestników spływu stwierdził, że warto było pokonać te trudy i poznać z poziomu rzeki te piękne, dziewicze tereny.</p>
<p>Dla mnie Skrwa Lewa to jedna z najpiękniej meandrujących rzek w Polsce. Bywały miejsca, w których przez ponad pół godziny solidnie wiosłowaliśmy i dość szybko płynęliśmy, a wydawało się nam , że znów jesteśmy w niedawno mijanym miejscu. Okazywało się, że nie myliliśmy się, to wody rzeki ostro zakręcając, zmieniają kierunek, zrobiliśmy zwrot o prawie 180<sup>o</sup> i ponownie znajdowaliśmy się w znanym już nam wcześniej miejscu.</p>
<p>Ale zanim spotkały nas te przygody musieliśmy wypłynąć z jeziora Lucieńskiego na Skrwę i tu czekała nas już pierwsza przenoska. Akwen ten należy do zlewiska Skrwy Lewej, podobnie jak położone w pobliżu jeziora: Białe, Sumino, czy Drzesno, ale nie ma bezpośredniego połączenia z rzeką. Połączenie takowe możliwe jest tylko przy wyjątkowo wysokich stanach wód, co zdarza się raz na kilka lat. Z pierwszej przenoski byłem wyjątkowo zadowolony. Zdałem sobie sprawę, że gdyby wody Skrwy bezpośrednio wpadały do jezior Lucieńskiego byłoby ono dużo bardziej zanieczyszczone. W rzece niestety płyną duże ilości zanieczyszczeń przemysłowych i komunalnych z Gostynina, a także z Lucienia. A tak zbiornik ten pozostaje w miarę czystym akwenem wodnym, z uroków którego bez obaw mogą korzystać wędkarze, turyści i wczasowicze.</p>
<p><a href="/wp-content/uploads/2013/07/spływ.png"><img class="alignleft size-medium wp-image-842" alt="kilkaset metrów ciągneliśmy kajaki przez łakę pełną pokrzyw" src="/wp-content/uploads/2013/07/spływ-300x225.png" width="300" height="225" /></a>Stan wody w rzece jest bardzo zmienny, w wielu miejscach Skrwa jest zbyt płytka by nią płynąć, wtedy pozostaje holowanie brzegiem kajaków lub uciążliwe przenoski. Zazwyczaj spływam Skrwą w maju lub w czerwcu, kiedy opady są największe, a przez to stan wody w rzece jest stosunkowo wysoki. Jednak nie zawsze ratuje to przed przenoskami, bywa tak, że kajaki trzeba przenieść kilkaset metrów, często po łące. Niby miło i przyjemnie, ale gdy łąka porośnięta jest bujnymi pokrzywami to radości jest trochę mniej. Na pokonanie takich przeszkód niewielu kajakarzy się decyduje, więc wybierając się na spływ możemy być pewni, że nie spotkamy innych miłośników spływów.</p>
<p>W trakcie wyprawy mamy nieustający ptasi koncert, cały czas słyszymy ptasie trele. Ptakom towarzyszą uciążliwe komary i muchy. W tych dzikich ostępach, odludnych miejscach spotkać można dziki, sarny, jelenie, a czasami przy dużym szczęściu uda się zobaczyć potężnego łosia. Nad głowami przelatują bociany, żurawie, czaple siwe, łabędzie, a na odkrytej przestrzeni nad śródleśnymi łąkami widać na niebie sylwetki krążących i czujnie spoglądających w dół drapieżników: bielików, jastrzębi i myszołowów.</p>
<p>W wodach Skrwy można dostrzec wiele gatunków ryb. Natomiast bardzo rzadko spotyka się wędkarzy. Niestety w pobliżu siedzib ludzkich są też miejsca, w których miejscowi chłopi rozciągają w poprzek koryta rzecznego sieci. Jeszcze niedawno spotkanie w wodach Skrwy raków nie było rzadkością, lecz od kilku lat już ich tu nie widziałem.</p>
<p>Przy odrobinie szczęścia i zachowaniu ciszy zobaczyć można wydry lub bobry. Tych ostatnich jest tu naprawdę dużo. Jeżeli w trakcie spływu nie spotkamy tych zwierząt to na pewno zobaczymy efekty ich działalności. Natkniemy się na bobrze żeremia, ścięte przez nie wielkie pnie drzew, tamy postawione w poprzek cieku oraz charakterystyczne zgryzy.<a href="/wp-content/uploads/2013/07/Skrwa-Splyw-14.05.2011-036.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-836" alt="charakterystyczne zgryzy bobrów" src="/wp-content/uploads/2013/07/Skrwa-Splyw-14.05.2011-036-300x224.jpg" width="300" height="224" /></a></p>
<p>Po minięciu ostatnich zabudowań w Klusku wpływamy na najbardziej malowniczy odcinek rzeki. Tu zaczynają się prawdziwie dzikie krajobrazy. Nie docierają tu żadne odgłosy cywilizacji, słychać jedynie przyrodę. Mamy odczucie, że wpływamy na tereny, w które zupełnie nie ingeruje człowiek. Jesteśmy cały czas w sercu Gostynińsko – Włocławskiego Parku Krajobrazowego. Podziwiamy wspaniały krajobraz polodowcowy, wysokie piaszczyste wydmy porośnięte są starym lasem. Dolina Skrwy mocno wcina się w otaczające ją wzgórza, urzekają nas ich strome zbocza o wysokości dochodzącej do 10 – 15 metrów.</p>
<p>Wystarcza chwila nieuwagi, wpływamy w bystry nurt rzeki, kajak zawadza o schowany pod wodą pień i wywrotka staje się faktem dokonanym. Po niespodziewanej kąpieli suszymy się w promieniach słońca.</p>
<p>Od czasu do czasu wpływamy na śródleśne polany i łąki. Brzegi rzeki porośnięte są tu roślinnością szuwarową, podziwiamy: pałki szerokolistne, mozgę trzcinową i strzałkę wodną. Wzdłuż doliny Skrwy wiedzie jeden z najciekawszych szlaków turystycznych, prowadzący z Gostynina poprzez: Helenów, Lucień, Klusek Biały i Krzywy Kołek do Soczewki. Jest on równie rzadko uczęszczany jak trasa kajakowa. Jesienią, gdy w lasach pojawiają się grzyby można tu ich nazbierać wielkie ilości. Rzadko kto zapuszcza się w te odległe od siedzib ludzkich rejony. Trasę szlaku pieszego można przejechać na rowerze. Taka przejażdżka dostarcza bardzo wiele emocji i adrenaliny, bowiem ścieżki są wyjątkowo wąskie, kręte, często zatarasowane przez powalone drzewa, a skarpy wydm stromo opadają do dna doliny. Cały czas trzeba oganiać się przed wyjątkowo natrętnymi i spragnionymi krwi komarami.</p>
<p>Ponownie wpływamy w ogromne zielone tunele, korony wielkich drzew zasłaniają cały nieboskłon. Z trzech stron od góry i po bokach otacza nas tylko zieleń bujnej przyrody: drzew, krzewów, traw i porostów. Zauroczeni jesteśmy tą nierzeczywistą, wyjątkową, filmową scenerią. Nie chce się jej opuszczać, lecz niestety czas nagli. Przed nami jeszcze kilka godzin solidnego wiosłowania. Jedyne ślady człowieka na jakie natrafiamy to widoczne gdzieniegdzie  puste o tej porze roku karmniki dla dzikich zwierząt. W wodzie rzeki przemyka płynący zygzakiem zaskroniec. Ma uniesioną nad wodą głowę, a na niej charakterystyczne dwie żółte plamki. Znów pojawiają się malownicze meandry, mocno podcięte brzegi koryta rzecznego. W wodzie widoczne są potężne korzenie drzew, trzeba na nie uważać, aby ponownie nie wywrócić kajaka. Czeka nas teraz solidna porcja gimnastyki. Konary zwalonych drzew zwisają nisko nad rzeką, nie chcąc robić kolejnych przenosek nisko schlamy głowy i grzbiety, aby nie zawadzić o wystające drzewa<a href="/wp-content/uploads/2013/07/Skrwa-Splyw-14.05.2011-026.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-835" alt="udaje się pokonać przeszkodę bez wysiadania z kajaka" src="/wp-content/uploads/2013/07/Skrwa-Splyw-14.05.2011-026-300x224.jpg" width="300" height="224" /></a>. W ten sposób pokonujemy kolejne tego typu przeszkody. Czasami takie przepłyniecie pod przeszkodą bywa bolesne, gdy głową lub plecami zawadzimy o gałęzie.  Nie zawsze  udaje się pokonać ją w ten sposób, czasami trzeba usiąść okrakiem na powalonym konarze i przepchnąć pod nim pusty kajak. Przy niektórych przeszkodach wskakujemy w ubraniach do wody i przeciągamy przez nie nasze kajaki.</p>
<p>Dopływamy do kolejnego charakterystycznego punktu spływu, jesteśmy przy niewielkim rozlewisku, w tym miejscu znajdował się przed laty młyn wodny, położony w pobliżu Krzywego Kołka.  Dziś nie pozostały po młynie już żadne ślady. Mamy tu jedną z niewielu chwil przeznaczonych na zasłużony odpoczynek. Na moment zaglądamy do oddalonego o 100 m słynnego rancha „Krzywy Kołek”. Znajdowała się tu kiedyś kultowa baza studencka należąca do Akademickiego Klubu Jeździeckiego z Łodzi działającego przy BPiT „Almatur”. Baza lata świetności ma dawno za sobą. Dziś zobaczyć tu można pozamykane i zabezpieczone dawne budynki mieszkalne, gospodarcze oraz stajnię. Do końca lat 80. XX stulecia, w okresie studenckich wakacji tj. od lipca do września organizowane tu były studenckie obozy jeździeckie. Dziś pozostały tylko wspomnienia.</p>
<p>Czas nas coraz bardziej naglił, zrobiło się już późne popołudnie, więc najwyższa pora ruszyć na ostatni odcinek naszego spływu. Zaraz po starcie czekają nas kolejne przeszkody, znów wchodzimy do wody, aby przeciągnąć kajaki przez zwalone pnie drzew, znów pochylamy mocno karki, aby wcisnąć się pod powalone drzewa.<a href="/wp-content/uploads/2013/07/Skrwa-Splyw-14.05.2011-044.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-837" alt="dobrze, że w maju wodą w rzece była już ciepła" src="/wp-content/uploads/2013/07/Skrwa-Splyw-14.05.2011-044-300x224.jpg" width="300" height="224" /></a> Częstotliwość tych przeszkód zwiększa się, a siły już mocno nadwątlone. Odwrotu nie ma, płyniemy dzielnie dalej. Słońce na nieboskłonie pomału już kończy swoją dzisiejszą wędrówkę, a my wpływamy na koleją dużą łąkę. Brzegi Skrwy porośnięte są wysokimi szuwarami, w których kryją się przed nami perkozy i łabędzie. Na horyzoncie widać ambony myśliwskie, wszak są to doskonałe tereny łowieckie. W końcu jest wypatrywany od dawna niewielki, nowy mostek, to znak, że za chwilę wpłyniemy na wody jeziora Soczewka. Nad naszymi głowami mewy i rybitwy zwiastują większy akwen wodny. Jezioro ma ponad 2 km długości. Jest to jeden z najstarszych sztucznych zbiorników wodnych w Polsce. Został on wybudowany ponad 150 lat temu, w latach 1848 – 1853. Wcześniej pracowały tu 4 młyny wodne w : Moźdrzierzu, Sapie, Soczewce i Sosze.</p>
<p>W 1842 roku warszawski bankier Jan Epstein zakupił stare, wybudowane kilkaset lat wcześniej młyny i po utworzeniu sztucznego zbiornika o powierzchni 33,50 ha stworzył duży zakład papierniczy. W owym czasie była to największa papiernia w Królestwie Polskim. Surowiec do produkcji papieru stanowiły stare szmaty, które dostarczane były tu barkami płynącymi Wisłą. Wszystkie działające w fabryce maszyny poruszane były turbinami napędzanymi przez wodę. W wybudowanej hydroelektrowni działały początkowo 3 turbiny, w 1872 roku ich łączna moc wynosiła 116 KM, później uruchomiono czwartą turbinę i moc elektrowni wzrosła do 235 KM.</p>
<p>Jezioro Soczewka jest wąskie, jego maksymalna szerokość nie przekracza 300 m. Zachodni brzeg jest wyższy, ulokowano na nim ośrodki wypoczynkowe. Na obu brzegach jeziora widzimy licznych wędkarzy. Po kilku godzinach samotności i obcowania z przyrodą powróciliśmy do cywilizacji. Płyniemy na północny koniec jeziora, aby stąd dopłynąć do Wisły, do Zbiornika Włocławskiego trzeba przepłynąć  jeszcze 1,5 km i pokonać jeszcze jedną przeszkodę jaką stanowi tama spiętrzająca wody Skrwy Lewej. Woda w Skrze rozlewa się do dwóch oddzielnych koryt i uchodzi dwoma oddzielnymi kanałami: wschodnim i zachodnim. Przy zachodniej odnodze w latach 90. XX wieku wybudowano Małą Elektrownię Wodną.</p>
<p><a href="/wp-content/uploads/2013/07/Skrwa-Splyw-14.05.2011-133.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-841" alt="spokojne wody jeziora Soczewka" src="/wp-content/uploads/2013/07/Skrwa-Splyw-14.05.2011-133-300x224.jpg" width="300" height="224" /></a>  Ujściowe kanały obu odnóg którymi Lewa Skrwa uchodziła do Wisły zostały bardzo poważnie zmienione, po wybudowaniu Zbiornika Włocławskiego na Wiśle. Ten największy powierzchniowo ( 75 km<sup>2</sup> ) i drugi pod względem objętości sztuczny zbiornik wodny w Polsce budowano w latach 1963 – 1970. Ma on około 45 km długości i rozciąga się od Włocławka, gdzie wybudowano tamę i hydroelektrownię, po Płock. Szerokość zbiornika waha się od 500 do 1210 m. Zbiornik pełni różnorodne funkcje: retencyjną, energetyczną, rekreacyjną.</p>
<p><a href="/wp-content/uploads/2013/07/Skrwa-Splyw-14.05.2011-005.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-834" alt="do pokonania kolejna przeszkoda na szlaku kajakowym na Lewej Skwrze" src="/wp-content/uploads/2013/07/Skrwa-Splyw-14.05.2011-005-224x300.jpg" width="224" height="300" /></a>  Zmęczenie fizyczne daje o sobie mocno znać. Teraz dopiero przyglądamy się odniesionym kontuzjom. Mamy zerwane paznokcie u nóg, poranione stopy i piszczele, mocno poobcierane plecy, rozcięte głowy, liczne siniaki, pęcherze na nogach i dłoniach, bąble po ukąszeniach komarów i much. W trakcie wywrotki  kajaka zamoczyliśmy i bezpowrotnie uszkodziliśmy telefony komórkowe i aparat fotograficzny. Dla większości uczestników spływu najbliższa noc była bezsenna, spędziliśmy ją na przysłowiowym „lizaniu ran”. Jednak żaden z uczestników imprezy nie miał najmniejszej wątpliwości, czy warto było przeżyć tę przygodę. Wszyscy byliśmy szczęśliwi, usatysfakcjonowani i zadowoleni z przeżytej przygody. W głowach pojawiały już plany kolejnych spływów, wycieczek rowerowych i innych eskapad, które pozwolą poznać kolejne piękne i w dużym stopniu nadal dziewicze Pojezierze Gostynińskie.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Tekst i zdjęcia:  Jarosław Fischbach</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polskimszlakiem.pl/tak-blisko-tak-ciekawie-w-kapciach-na-splyw-kajakowy-lewa-skrwa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Polacy odkrywcami najgłebszego kanionu na świecie</title>
		<link>http://polskimszlakiem.pl/polacy-odkrywcami-najglebszego-kanionu-na-swiecie/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=polacy-odkrywcami-najglebszego-kanionu-na-swiecie</link>
		<comments>http://polskimszlakiem.pl/polacy-odkrywcami-najglebszego-kanionu-na-swiecie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 21 Mar 1997 18:42:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Na Wodzie]]></category>
		<category><![CDATA[W Górach]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polskimszlakiem.pl/?p=282</guid>
		<description><![CDATA[Najgłębszy na świecie kanion Colca położony jest w południowej części Peru w pobliżu Arequipy. Jest on ciągle mało znany, w powszechnej świadomości wielu osób do dziś najgłębszym kanionem pozostaje Colorado, którego pionowe ściany opadają 1600 m. w dół. Tym czasem największa różnica poziomów w kanionie Colca wynosi aż 4200 m. !!! Przypuszczenia, że kanion ten [...]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-size: medium;">   Najgłębszy na świecie kanion Colca położony jest w południowej części Peru w pobliżu Arequipy. Jest on ciągle mało znany, w powszechnej świadomości wielu osób do dziś najgłębszym kanionem pozostaje Colorado, którego pionowe ściany opadają 1600 m. w dół. Tym czasem największa różnica poziomów w kanionie Colca wynosi aż 4200 m. !!!</span></p>
<p><span style="font-size: medium;">Przypuszczenia, że kanion ten jest najgłębszy na świecie potwierdzały się w 1981 roku kiedy to polska wyprawa “Canoandes” dotarła w głąb doliny rio Colca. Polacy jako pierwsi zeszli na jego dno, przepłynęli duży odcinek tej górskiej, wyjątkowo niebezpiecznej rzeki i dokonali pomiarów kanionu. Jako odkrywcy Rio Colca nadali polskie nazwy, m.in. największy wodospad nazwali Cascadas del Papa Juan Pablo II. Wodospad ten odkryli w połowie maja 1981 r. w kilka dni po zamachu na Papieża.</span></p>
<p><span style="font-size: medium;">   Osiągnięcia Polaków zostały docenione przez prezydenta Peru, który podjął ich na prywatnej audiencji, a władze Arequipy nadały im Honorowe Obywatelstwo Miasta. Osiągnięcie to zyskało uznanie u Księdza Guinnessa, w 1984 wizerunek kanionu umieszczony został na stronie tytułowej, a on został oficjalnie uznany za najgłębszy na świecie.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-size: medium;">      Dotarcie do Wąwozu Colca możliwe jest od strony Arequipy, podróż rozklekotanym autobusem trwa około 6 godz. Większość turystów kończy swoją podróż już Chivay,my jedziemy dalej do Cabanaconde. Podróż niesie za sobą duże atrakcje, co chwilę można podziwiać przepaściste ściany wąwozu Colca, w niektórych miejscach szutrowa droga jest trudna do przejechania. Przecinają ją liczne spękania, pozostałości po ostatnich trzęsieniach ziemi. Dookoła wysokie szczyty sięgające ponad 6000 m. npm., na najwyższym z nich Ahpato widać pokrywę śnieżną. Nieopodal znajduje się słynna Dolina Wulkanów, jedno z nielicznych miejsc na świecie, gdzie na niewielkiej powierzchni znajdują się aż 62 stożki wulkaniczne.</span></p>
<p><span style="font-size: medium;">Cabanaconde jest niewielką zagubioną wśród andyjskich szczytów wioską, leży ona na wysokości ok. 3200 m. n.p.m. i liczy około 5 tys. mieszkańców. Większość z nich utrzymuje się z pracy na roli. Mimo nienajlepszych górskich gleb uprawniają oni fasolę, proso, kukurydzę, ziemniaki oraz wiele odmian owoców. Do tej pory wykorzystywane są w Cabanaconde stare wybudowane jeszcze przez Inków systemu nawadniające. Wszystkie budynki mieszkalne są do siebie podobne, wznoszone są one z suszonej na słońcu cegły. Najbardziej okazałą budowlę w mieście jest kościół wzniesiony przez konkwistadorów. Energia elektryczna dostarczona jest mieszkańcom Cabanaconde tylko przez 4 godz., w ciągu doby między godz. 19 a 23.</span></p>
<p><span style="font-size: medium;"> </span></p>
<p><span style="font-size: medium;">W Cabanaconde jako jedyni przybyli tu na nocleg turyści, jesteśmy rozchwytywani przez miejscowych właścicieli hoteli. To ostatnie słowo nie pasuje do Cabanaconde jest zdecydowanie zbyt eleganckie. Wybieramy optymalny wariant noclegu, jego najwyższy standard. Udajemy się do obiektu o wdzięcznej nazwie “Velle del Fuego” czyli “Dolina Ogni” do dyspozycji dostajemy pomieszczenia bez okien, bez oświetlenia, zamiast łóżek drewniane prycze z siennikami, brak jakichkolwiek innych mebli. Za to w rogu podwórka wspaniałe bano, czyli łazienka. Muszla sedesowa “podłączona” jest bezpośrednio do potoku. Na długo w pamięci pozostanie wieczorna kąpiel pod natryskiem, nad nami rozgwieżdżone niebo, z charakterystycznym Krzyżem Południa, gdyż nasze bano nie jest wyposażone w zadaszenie. </span></p>
<p><span style="font-size: medium;">Po upalnym, słonecznym dniu, szybko zapada zimna andyjska noc. Przenosimy się więc do “hotelowej restauracji” o wdzięcznej nazwie Rancho del Colca, gospodarze przygotowali dla nas ryż z warzywami i jajkiem, cynamonową herbatę oraz pisco tradycyjną peruwiańską wódkę &#8211; produkowana z winogrona.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-size: medium;">Następnego dnia wstajemy o świcie i po lekkim śniadaniu wyruszamy w towarzystwie naszego gospodarza Pabla do słynnego Krzyża Kondorów, pomnika ustawionego na krawędzi kanionu. Podziwiamy w dole wąską wstęgę rzeki Colca i oczekujemy na przylot kondorów. Zazwyczaj pojawiają się one wcześnie rano bądź przed zachodem słońca. Nasza cierpliwość zostaje nagrodzona i w końcu na niebie ukazują się nam te olbrzymie ptaki.</span></p>
<p><span style="font-size: medium;">Rozpiętość ich skrzydeł dochodzi nawet do 3 m.. Nam dane było zobaczyć dużo mniejsze kondory, ale i tak możemy zaliczyć się do szczęśliwców którzy oglądali je we wspaniałym podniebnym locie.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polskimszlakiem.pl/polacy-odkrywcami-najglebszego-kanionu-na-swiecie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Polowałem na krokodyle</title>
		<link>http://polskimszlakiem.pl/polowalem-na-krokodyle/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=polowalem-na-krokodyle</link>
		<comments>http://polskimszlakiem.pl/polowalem-na-krokodyle/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Mar 1992 18:45:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Na Wodzie]]></category>
		<category><![CDATA[Tematy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polskimszlakiem.pl/?p=291</guid>
		<description><![CDATA[W trakcie swojej długiej wędrówki po Brazylii, zamierzam choć kilka dni spędzić w Pantanalu, stanowiącym jeden z największych na świecie rezerwat dzikich zwierząt. Docieram do niewielkiej miejscowości Coxim leżącej nad jedną z większych rzek stanu Mato Grosso do Sul nad rzeką Taquari. Jedyną możliwością penetracji Pantanalu jest wynajęcie łodzi i spływ w dół rzeką, w [...]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i>   W trakcie swojej długiej wędrówki po Brazylii, zamierzam choć kilka dni spędzić w Pantanalu, stanowiącym jeden z największych na świecie rezerwat dzikich zwierząt. Docieram do niewielkiej miejscowości Coxim leżącej nad jedną z większych rzek stanu Mato Grosso do Sul nad rzeką Taquari. Jedyną możliwością penetracji Pantanalu jest wynajęcie łodzi i spływ w dół rzeką, w stronę miasta Corumba położonego na pograniczu Brazylii i Boliwii. Niestety, w Coxim nikt zawodowo nie para się organizacją rejsów &#8211; wypraw dla turystów. Mocno zniechęceni po kilkugodzinnych nieudanych próbach zdobycia łodzi, trafiamy do jednej z niewielkich resteuracyjek. Obsługuje nas miły właściciel, z pochodzenia Rumun, zarażamy go naszym zwariowanym pomysłem. Chce nam pomóc i doskonale wie do kogo musimy się wspólnie udać. Na wyprawę z nami po Taquari decyduje się Joao Bosco właściciel przedsiębiorstwa zajmującego się połowem i przetwórstwem ryb. Tym razem mamy szczęście, gdyż czas w którym jesteśmy w Pantanalu to okres ochronny, w którym nie wolno łowić ryb, więc przedsiębiorstwo Joao Bosco pracuje na mocno zwolnionych obrotach.</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i>  <a href="/wp-content/uploads/2013/06/27-2.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-598" alt="nasza barka na woadach Taquari" src="/wp-content/uploads/2013/06/27-2-300x198.jpg" width="300" height="198" /></a> Ustalamy, że nasi nowi znajomi zorganizują dla nas 7-dniowy rejs w dół rzeki. Rozpoczyna się błyskawiczne kompletowanie załogi. Kucharzem zostaje nasz znajomy Ernesto. W krótkim czasie dokoptowano dalszych 6 członków załogi. W rejs wyruszamy następnego dnia. Musimy jeszcze dokonać niezbędnych zakupów, głównie artykułów spożywczych. Kupujemy wiele wiktuałów &#8211; poza mięsem praktycznie wszystko &#8211; o nie będziemy się starać sami w trakcie wyprawy. Wieczorem siadamy przed restauracją przy stolikach wystawionych bezpośrednio na ulicę. Poznajemy pozostałych członków załogi i rozkoszujemy się wspaniałą, olbrzymią &#8211; ważącą ponad 10 kg rybą &#8211; pintado złowioną w Taquari. Z naszej biesiady robi się festyn, w którym uczestniczy wielu mieszkańców Coxim. Cóż za różnorodność ras i typów, wszystkie barwy i odcienie kolorów skóry. Pantanal od kilku stuleci przyciągał liczne rzesze migrantów. Na tereny zamieszkiwane początkowo przez plemiona indiańskie w XVII wieku zaczęli przybywać biali osadnicy w celu pojmania Indian jako taniej siły roboczej. Zaczeli zakładać tu swoje olbrzymie posiadłości rolnicze &#8211; fazendy. Do pracy na roli przywozili ze sobą murzyńskich niewolników. W późniejszym okresie przybywali tu licznie poszukiwacze diamentów i złota. Nasz miły wieczór przy dźwiękach gitary i licznych piosenkach brazylijskich i polskich przeciągnął się do późnych godzin nocnych.</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i><a href="/wp-content/uploads/2013/06/26.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-597" alt="bajecznie kolorowy wschody słońca nad Taquari" src="/wp-content/uploads/2013/06/26-300x209.jpg" width="300" height="209" /></a>Następnego dnia już od rana trwa załadunek barki. Jak się okazuje jest to stara  20-letnia, rozklekotana drewniana łajba, ale za to jak wyposażona. Jest tu nawet duża czteropalnikowa kuchnia gazowa z olbrzymią butlą gazową. Do dyspozycji dostajemy też dwie znacznie mniejsze i szybsze łodzie wyposażone w silniki Yamaha. Po wypłynięciu szybko opuszczamy ostatnie zabudowania Coxim. Przed nami wysokopienny busz, zwany tu mato, porastający oba brzegi Taquari. Woda w rzece wydaje się mętna, jest koloru rdzawo &#8211; brązowego, niesie duże ilości zawiesiny. Z każdym przepłyniętym kilometrem rozlewiska Taquari stają się coraz rozleglejsze, pojawiają się liczne wyspy, duże kempy szuwarów. Pod koniec dnia widzimy liczne stada dużych krokodyli wygrzewających się na łachach piasku w ostatnich promieniach słońca. Na nocleg zatrzymujemy się na jednej z olbrzymich fazend &#8211; Ilha Grande. Robi ona na nas niesamowite wrażenie. Położona jest w samym środku niedostępnych rozlewisk, nie można dostać się do niej żadną drogą kołową. Jedynymi środkami transportu są tu łodzie bądź helikopter. Wielkości fazendy nie potrafi nikt dokładnie określić, ciągnie się ona po kilkadziesiąt kilometrów w każdą stronę. Jedynymi mieszkańcami są tu dwaj mężczyźni &#8211; stary zarządca Murzyn wraz ze swym 11-letnim synem. Na nocleg udajemy się do specjalnie przygotowanego w tym celu pawilonu z dwoma sypialniami i łazienkami. Dookoła dżungla, odgłosy bardzo licznych ptaków, wspaniały wieczorny koncert.</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i> <a href="/wp-content/uploads/2013/06/33.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-599" alt="na barce nie było łóżek, spaliśmy w hamakach" src="/wp-content/uploads/2013/06/33-300x202.jpg" width="300" height="202" /></a>  Dociera do naszej świadomości, że wiele przedmiotów, które służą nam do codziennego użytku jest tu zbytecznych, np. zegarki. Od dziś rytm dnia wyznaczać nam będzie wędrówka słońca po nieboskłonie. Nie chcemy przegapić żadnego z niezapomnianych wschodów i zachodów słońca. Dlatego następnego dnia wstajemy przed świtem i obserwujemy jak budzi się cała przyroda, jak o wschodzie słońca rozpoczyna się nowy ptasi koncert, jak z buszu wyfruwają różnorodne gatunki papug. Po kilku minutach pojawiają się przedstawiciele odmiany miejscowych bocianów &#8211; tuiuiu &#8211; duże ptaki z czerwonymi dziobami, czarną długą szyją i białym upierzeniem tułowia. Bajecznie kolorowo wyglądają też tukany z wielkimi czerwonymi dziobami. Około południa rozpoczynamy polowanie na jacares, czyli na brazylijskie aligatory. W jedno z rozlewisk rzecznych wpływamy na małej motorowej łodzi. Na piaszczystym brzegu w słońcu wyleguje się z krokodyl. Jeden z członków załogi, Orlando strzela do niego, raniąc go w łapę. <a href="/wp-content/uploads/2013/06/23.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-595" alt="upolowany krokodyl trafił na naszą barkę" src="/wp-content/uploads/2013/06/23-300x200.jpg" width="300" height="200" /></a>Zwierzę w popłochu, szybko ucieka i ginie w nurtach rzeki, aby po kilkunastu minutach, gdy już straciliśmy wszelką nadzieję ponownie się pokazać na powierzchni wody. Drugi strzał trafia gada w okolice oka, jest on częściowo sparaliżowany i daje się łatwo złapać na lasso. Po dobiciu krokodyla i jego przetransportowaniu na barkę swoim kunsztem wykazuje się kucharz. Sprawnie ściąga skórę z krokodyla, odcina ogon, z którego mięso jest najsmaczniejsze. Tułów wyrzuca do rzeki. W tym momencie mamy możliwość zobaczenia z jaką szybkością stado piranii rozprawia się ze swoją ofiarą. Do skonsumowania kilkudziesięciu kilogramów mięsa potrzeba im zaledwie kilkadziesiąt sekund. Mięsem z ogona krokodyla rozkoszujemy się długo, wystarcza nam na kilka solidnych posiłków. Mięso jest białe, bardzo delikatne, kruche i smaczne.</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i>  <a href="/wp-content/uploads/1992/03/42.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-767" alt="Początek polowania" src="/wp-content/uploads/1992/03/42-300x200.jpg" width="300" height="200" /></a>Kolejne dni spędzamy ponownie na polowaniu i dalszym obżarstwie. Łupem naszym padają m.in. dzikie świnie, sarna, liczne gatunki ptaków m.in. mutum &#8211; rodzaj głuszca, duży tuiuiu o rozpiętości skrzydeł ok. 2 m. Mięso z nich już nam nie smakuje tak jak z krokodyla, jest dużo bardziej żylaste i twarde. Udaje się nam także złowić wiele ryb, w wodach Taquari jest to wyjątkowo łatwe. Niepotrzebna jest nawet wędka, wystarczy kawałek żyłki z haczykiem nawiniętej na plastikową butelkę po wodzie mineralnej. Najczęściej wyciągamy kilkunastocentymetrowe piranie. Musimy się nauczyć zdejmowania ich z haczyka. Piranie są wyjątkowo żywotne usiłują przegryźć haczyk, wystarczy jeden nieostrożny ruch i można pożegnać się z palcem. Znacznie rzadziej łowimy inne gatunki ryb. Kilka razy wyciągnęliśmy pacu, mięso tej ryby w odróżnieniu od piranii jest jadalne i smaczne, jest ono tłuste, delikatne i bez ości. Udało się nam także złowić feroę, rybę która przy pysku ma długie wąsy, po bokach duże ostre kolce, płetwy także zakończone są ostrą ością &#8211; kolcem.<a href="/wp-content/uploads/1992/03/05.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-771" alt="autor ze złowioną piranią" src="/wp-content/uploads/1992/03/05-200x300.jpg" width="200" height="300" /></a></i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i>  Wieczorami po upalnych, gorących dniach nie możemy sobie odmówić przyjemności kąpieli w Taquari. Wchodząc do wody odczuwamy duży niepokój, może tu na nas czekać wiele niebezpieczeństw : krokodyle, piranie, a także araje duże ryby &#8211; płaszczki z kolcem zaopatrzonym w substancje trujące. Mamy szczęście i nie spotykamy się bezpośrednio z żadnym z tych stworzeń.</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i>Tekst i zdjęcia :</i></span><span style="font-size: medium;"> Jarosław Fischbach</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polskimszlakiem.pl/polowalem-na-krokodyle/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
