<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>PolskimSzlakiem.pl &#187; W Puszczy</title>
	<atom:link href="/category/moje-podroze/tematy/w-puszczy/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://polskimszlakiem.pl</link>
	<description>PolskimSzlakiem.pl</description>
	<lastBuildDate>Fri, 25 Sep 2015 13:15:18 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.5.1</generator>
		<item>
		<title>PRZEZ BEZDROŻA W KRAJU KWITNĄCYCH PŁOTÓW</title>
		<link>http://polskimszlakiem.pl/przez-bezdroza-w-kraju-kwitnacych-plotow/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=przez-bezdroza-w-kraju-kwitnacych-plotow</link>
		<comments>http://polskimszlakiem.pl/przez-bezdroza-w-kraju-kwitnacych-plotow/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 22 Nov 2013 12:08:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarek Fischbach</dc:creator>
				<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[W Puszczy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polskimszlakiem.pl/?p=1478</guid>
		<description><![CDATA[&#160; Madagaskar czwarta pod względem wielkości wyspa świata, po Grenlandii, Nowej Gwinei i Borneo, nie została jeszcze odkryta przez rzesze turystów. Takich dziewiczych i odludnych miejsc na globie pozostało już niewiele. O znikomej penetracji turystycznej decyduje  też znaczna odległość od Europy i Azji skąd rekrutuje się większość obieżyświatów, którzy docierają na wyspę. Nie ma tu [...]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p>Madagaskar czwarta pod względem wielkości wyspa świata, po Grenlandii, Nowej Gwinei i Borneo, nie została jeszcze odkryta przez rzesze turystów. Takich dziewiczych i odludnych miejsc na globie pozostało już niewiele. O znikomej penetracji turystycznej decyduje  też znaczna odległość od Europy i Azji skąd rekrutuje się większość obieżyświatów, którzy docierają na wyspę. Nie ma tu starych zabytków, ale znaleźć można dziewiczą, niespotykaną nigdzie indziej, mało przeobrażoną przez człowieka przyrodę. Jest to jedyne miejsce gdzie gatunki endemiczne, czyli takie które nie występują w żadnym innym miejscu na kuli ziemskiej stanowią 90 % całej flory. Jest to efektem izolacji wyspy położonej na Oceanie Indyjskim. Madagaskar około 150 mln lat temu oderwał się od kontynentu afrykańskiego. Pomimo bliskości, od kontynentalnej Afryki oddziela wyspę Kanał Mozambicki, który w najwęższym miejscu ma szerokość 392 km, nie ma ona większych związków z Czarnym Lądem. Ludzie, języki, flora, fauna, a nawet budowa geologiczna są zupełnie odmienne. Znacznie im bliżej do odległych o 6.000 mil morskich: Polinezji, Oceanii, wysp Azji Południowo-Wschodniej niż Afryki. Język malgaski używany na wyspie należy do grupy języków malajsko-polinezyjskich. Malgasze są potomkami przybyszów z wysp polinezyjskich i malajskich. Większość mieszkańców wyspy ma ciemny kolor skóry lecz brak u nich cech typowych dla rasy negroidalnej. Rysy ich twarzy zbliżone są do polinezyjskich a nawet europejskich. Również dzisiejsze powiązania gospodarcze są znacznie silniejsze z krajami azjatyckimi i europejskimi niż z sąsiadami z Afryki.</p>
<p>Wyspa ma też swój osobliwy świat zwierzęcy. Żyje tu ponad połowa ze wszystkich znanych gatunków lemurów. Często spotkać można kameleony, te wielkie zmieniające barwę jaszczurki dorastają nawet do 50 cm. Mają długi chwytny ogon i mocno wyłupiaste oczy.</p>
<p>Pragnąc zobaczyć dziewiczy fragment Madagaskaru wybraliśmy się na północny kraniec wyspy. Dotarcie do niewielkiej osady Ambilobe nie należało do najłatwiejszych zadań. Udało nam się tu dotrzeć samochodem  z Ambanja. Odległość ponad 100 km dzielącą obie miejscowości przebyliśmy w niespełna 4 godzin. Wcześniej podróżowaliśmy samochodem ze stołecznego Antananarivo do Mahajanga oraz samolotem z Mahajanga na wyspę Nosy Be i łodzią z wyspy w okolice Ambanja. Podróże nie sprawiały większego kłopotu wszystko przebiegało  zgodnie z wcześniejszymi założeniami.</p>
<p>Zdawaliśmy sobie sprawę, że komfort tych podróży, poza lotami samolotem jest niewielki. W kraju jest zaledwie kilka dróg o nawierzchni asfaltowej, duże odcinki trzeba pokonywać drogami  gruntowymi. Nie sprzyja nam też pora roku, marzec na północy Madagaskaru, to  koniec pory deszczowej. Intensywne deszcze  padały przez kilka ostatnich miesięcy.</p>
<p>Pragniemy dostać się z Ambilobe na wschodnie wybrzeże do Vohemar. To odległość zaledwie 160 km. Według mapy to jedna z głównych dróg w kraju, oznaczona jest symbolem 5a.  Jest późne popołudnie i nikt nie chce z nami rozmawiać o ewentualnej dzisiejszej podróży. Właściciele samochodów nawet tych z napędem na 4 koła wspominają o  wyjeździe nazajutrz. Nie mając innego wyjścia  godzimy się na niespodziewaną przerwę w podróży i nocleg w Ambilobe. Następnego dnia zmiana planów. Idziemy w góry, zwiedzić  rezerwat  Ankarana. To obszar chroniony, od 1990 roku wpisany jest na światową listę dziedzictwa UNESCO, a kilkanaście miesięcy przed naszą wizytą utworzono tu park narodowy. Znany jest z fantastycznych form skalnych oraz wyjątkowo intensywnych procesów krasowych. Zauroczyły nas wysokie, szpiczaste iglice, kamienne kolce o wysokości dochodzącej nawet do 50m, nazywane przez Malgaszy tsingami. Jest ich tu tyle, że czujemy się jakbyśmy weszli do gęstego kamiennego lasu, do tajemniczego skalnego labiryntu. Podziwiamy również wspaniałe, wielkie jaskinie w których gniazdują olbrzymie nietoperze. W innych jaskiniach, do których nie dotarliśmy, ponoć spotkać można krokodyle. Podziwiamy kilka wodospadów i fragment pierwotnej dżungli, z wysokimi drzewami oraz roślinnością mangrową. Po raz kolejny mamy możliwość obserwacji skaczących po gałęziach drzew lemurów. To najbardziej charakterystyczne i najczęściej spotykane na wyspie zwierzęta. Mają wielkie oczy, długi ogon oraz łapki zakończone jednym ostrym pazurem. Żyją w stadach, w których przywódczą rolę spełnia zawsze samica. Jest ich tu kilkadziesiąt gatunków, część z nich wykazuje się aktywnością w nocy, inne zaś w ciągu dnia. Niektóre są małe wielkości myszy, większe wielkością dorównują małpom.</p>
<p>Tak duże tereny zielone robią na mnie wrażenie, gdyż większość wyspy pozbawiona jest lasów. To efekt długoletniej działalności węglarzy i  wyrębu drzew. Przetwarza się je na podstawowy surowiec energetyczny, czyli węgiel drzewny, który od dawna stanowi główne źródło opału. Równie wielkim problemem jest wypalanie lasów. Czyni się to w celu pozyskania nowych pól uprawnych. Ten niekontrolowany wyręb i wypalanie lasów powoduje olbrzymią erozję gleb. Zerodowane gleby wyglądają przygnębiająco. W ziemi o barwie czerwonej tworzą się głębokie parowy, żleby. Przypominają mi wielkie krwawiące rany.   Gdy nadchodzi pora deszczowa opady wypłukują z nich kolejne drobne cząstki gleby. W ten sposób rany pogłębiają się.</p>
<p>Po tym dziewiczym terenie poruszamy się w towarzystwie aż dwóch przewodników. Po raz pierwszy mam do czynienia z takimi fachowcami, jeden z nich zna tylko miejscowe narzecze, a drugi jest  &#8230; niemową. Kolejne nasze zdziwienie nasze budzi fakt, że przez kilka godzin spędzonych na szlaku nie spotkaliśmy żadnych innych globtroterów.</p>
<p>Następnego dnia rano umówieni jesteśmy z kierowcą, że podjedzie do hotelu o 8 00 rano. Znając miejscowe zwyczaje zdziwieni jesteśmy, gdy zjawia się przed czasem. Wcześniej na wyspie nigdy nas to nie spotkało. Tu żyje się powoli, bez pośpiechu. Wszyscy mieszkańcy wyspy powtarzają „<i>mura, mura</i>”, czyli powoli, powoli. Tu nie ma się gdzie spieszyć, poza tym jeśli jesteś ważnym człowiekiem to i tak będą na ciebie czekać.</p>
<p>Zaskoczenie nasze potęguje fakt, że w szoferce obok kierowcy jest jeszcze trzech pomocników. Zdumiewa również wygląd samochodu. Jest to duży ciężarowy Mercedes przystosowany do jazdy terenowej, z metalową “budą”, w której po bokach zamontowano małe drewniane ławki. ”Buda” jest mała i niska.  Jest potwornie duszno i niewygodnie. W samochodzie niewyobrażalny tłok, na ławkach, które mogą pomieścić około 10 osób jest już nadkomplet. Każdy z pasażerów ma olbrzymie bagaże, wielkie worki, kosze, pudła. Bagaże ułożone są w środku samochodu pomiędzy ławkami, a część   załadowana jest także na bagażniku nad szoferką. W środku w niesamowitym ścisku siedzi już około 30 osób. Potworny tłok, harmider i smród. Zapachami jesteśmy mocno zdziwieni, gdyż do tej pory Malgasze kojarzyli się nam, jako ludzie czyści, przestrzegający higieny, dbający o  swój wygląd. Zagadka nieprzyjemnych zapachów wyjaśni się następnego dnia. Z obawami i przerażeniem patrzymy, jak nasza siedmioosobowa grupa z dużą ilościom bagaży ma się zmieścić do środka samochodu. Wydaje się to niewykonalne, ale nam udało się  prawie w 100 %, poza  jednym drobiazgiem. Jeden z kolegów  nie mieści się już w samochodzie, początkowo siedzi w otwartych drzwiach „budy”. Z jednej strony zazdroszczę mu, nie czuje wszystkich zapachów, na które w środku pojazdu jesteśmy narażeni, ale jazda w takich warunkach na dłuższą metę jest nie możliwa. Przenosi się szybko na dach szoferki. Podróż staje się dla niego mocno ryzykowana przy licznych podskokach samochodu nie ma się czego przytrzymać, ale ma za to wyjątkową możliwość robienia ciekawych zdjęć. Trochę gorzej, gdy zaczyna padać  deszcz, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić. Coraz bardziej urzeka nas koloryt wyspy. Ostro kontrastują ze sobą kolory, błękit nieba, czerwień ziemi i zieleń roślinności.</p>
<p>My z tyłu samochodu początkowo jedziemy w milczeniu. Każdy z nas zastanawia się czy wytrzymamy w tych warunkach te 160 kilometrów. Jak długo możemy jechać? Najwięksi pesymiści mówią o 8 godz. to daje przeciętną 20 km/godz., tyle co na rowerze. Zaciskam mocno zęby, co 5 &#8211; 10 min. patrzę na zegarek, ile zostało do końca podróży.</p>
<p>Po przejechaniu kilku kilometrów droga staje się coraz trudniejsza do pokonania. Koleiny początkowo kilkunastocentymetrowe, stają się głębsze niż koła samochodu. Kałuże i  rozlewiska są coraz większe, trudniejsze do pokonania. Na poboczach stoją samochody, które ugrzęzły w błocie. Młodzi mężczyźni z łopatami pomagają wykopywać pojazdy z błota.  Nasz Mercedes 91l z napędem na wszystkie koła dzielnie walczy, jednak kilka razy mocno go  zarzuca. Niewyobrażalne, ale tempo jazdy jeszcze spada. Tubylcy  wychodzą   z samochodu, dalej idą pieszo. Są do tego odpowiednio przygotowani, z nóg zdejmują japonki i dalej brną boso. Mnie zupełnie niespieszno do wodno-błotnych kąpieli, zrezygnowany siedzę w środku czekając aż kierowca kolejny raz upora się z coraz większą przeszkodą. Raduję się, bo w końcu jest tyle miejsca, że mogę wyprostować choć jedną nogę. Co za ulga. Coraz większy upał w rozgrzanej blaszanej “budzie” i mnie zmusza do opuszczenia samochodu. Dalej krok za krokiem brnę w czerwonym wszech otaczającym błocie. Przez kilka najbliższych  godzin na zmianę, niewielki odcinek idę piechotą, by kolejne  kilkaset metrów przejechać samochodem. A potem znów udać się  na kolejną pieszą wędrówkę. W końcu samochodem  tak zarzuca, że staje w poprzek drogi, a jego “buda” wpada w rosnące przy drodze zarośla. Po kilkudziesięciu minutach  uporczywej walki kierowcy udaje się ponownie wyjść z opresji. Pomagają mu w tym młodzi pomocnicy. Jedziemy dalej. Z przeciwnej strony mijają nas wolno poruszające się samochody. Najwięcej wśród nich jeepów, oczywiście z napędem na cztery koła. W oknach tych pojazdów widzimy samych „białasów”. Większe pojazdy formują konwoje po 3 &#8211; 4 samochody połączone łańcuchami. Wzajemnie sobie pomagają, inaczej trasa byłaby nie do przejechania.</p>
<p>Po 4 godzinach naprzemiennej jazdy i “spacerów” stwierdzam, że pokonaliśmy około<br />
8 &#8211; 10 km. Zastanawiamy się jak wrócić do Ambilobe, lecz odwrotu  już nie ma. Kiedy dotrzemy do celu, ile potrzeba na to czasu? Jak się okazuje, jesteśmy zupełnie nieprzygotowani do tej   podróży. Brakuje nam wszystkiego: jedzenia, picia, właściwego ubioru, a przede wszystkim  nie jesteśmy do niej przygotowany psychicznie.</p>
<p>Rozglądam  się i patrzę na współtowarzyszy podróży. Oni z równą ciekawością i sympatią  obserwują naszą grupę. Nie widzieli jeszcze aby biali turyści  podróżowali  w takich warunkach. Wyraźnie nawiązuje się między nami nić sympatii. Widząc nasze nieprzygotowanie do  tej podróży starają się nam pomóc. Od młodej Malgaszki &#8211; Catherine dostaję pomarańczę i miły uśmiech.</p>
<p>Zaczyna do mnie docierać, że część naszych współtowarzyszy podróży jedzie do Vohemar w celach handlowych. Wiozą dużą ilość towarów na sprzedaż. Jeden z młodych tubylców ma ze sobą 2 ”garnki” zrobione z puszek po konserwach i 8 sitek tj. małych puszek  po konserwach z podziurawionym gwoździami dnem. To cały jego dobytek, który zamierza sprzedać na targu w Vohemar. Catherine wiezie na sprzedaż trzy duże kosze żywych krabów. Na kolejnych postojach wyjmuje je obmywa je wodą i ponownie pakuje do kosza. W ten sposób przedłuża im żywot, a sobie nadzieję na sprzedaż na targu żywych krabów. Otrzyma wtedy za nie wyższą cenę. Te kraby, które nie wytrzymały trudów podróży trafiają prosto do garnków i stanowią pożywienie dla pozostałych towarzyszy podróży. Z każdym postojem, z każdą kolejną godziną jazdy opłacalność takiego wyjazdu maleje. Krabów ubywa. Catherine w Ambilobe za trzy kosze krabów zapłaciła 20.000F, liczyła, że w Vohemar otrzyma za nie 30.000 F. Zarobek niewielki, a do tego dochodzą jeszcze koszty biletów w obie strony i opłaty za duży bagaż. Całe przedsięwzięcie zajmie jej około tygodnia, ale to najmniej istotne. Czas na Madagaskarze ma wyjątkowo małą wartość. Zastanawia mnie dlaczego tak wielu Malgaszy zajmuje się handlem. Uświadamiam sobie, że inne formy działalności wymagają większych inwestycji. Aby zostać krawcem trzeba mieć swoją maszynę do szycia, aby otworzyć warsztat rowerowy najpierw należy zainwestować w zakup kluczy rowerowych, a mało kogo na to stać.</p>
<p>Około 22 00, czyli po 14 godzinach jazdy docieramy do niewielkiej osady Dariana. Przejechaliśmy około 90 km. Spoglądam na pięknie rozgwieżdżone niebo. Takiej ilości gwiazd do tej pory nie widziałem nawet w planetarium. Nadszedł w końcu czas na upragniony  wieczorny posiłek. Cieszymy się z tego, bo głód już od kilku godzin daje o sobie znać.  Lecz po tym co zobaczyliśmy i poczuliśmy w kuchni większość z nas rezygnuje z kolacji. Po kilkunastu godzinach podróży mamy też nadzieję na wieczorną toaletę, ale nie ma nawet gdzie umyć rąk. Czekamy na dalszą nocną jazdę, lecz  okazuje się, że noc spędzimy w Dariana. Pytamy kierowcę o miejsce na nocleg. Jak się okazuje mamy dwie możliwości; możemy przesiedzieć noc na krześle przy stole bądź przespać się na podłodze. Po długich namysłach wybieramy ten drugi wariant. Nie mamy śpiworów, koców ani nawet karimaty, są one schowane w naszych niedostępnych bagażach ulokowanych na dachu samochodu. W nocy jest zimno i dają o sobie znać moskity. Nie jest ich dużo, są małe, ale wyjątkowo uciążliwe. Niestety nie dysponujemy też moskitierą. Czy poza swędzącymi bąblami będą jakieś konsekwencje tego nocnego spotkania ? Po kilku miesiącach okazało się, że tak. Pomimo regularnego brania środków antymalarycznych nie ustrzegłem się choroby. Na szczęście malaria była szybko zdiagnozowana, właściwie leczona więc jej przebieg był stosunkowo łagodny.</p>
<p>Nasi współtowarzysze podróży rozbiegają się na nocleg po okolicznych domostwach. Na następny dzień są wypoczęci i dobrze przygotowani do podróży. Są czyści, umyci, zmienili ubrania, w przeciwieństwie do nas. Kobiety, jak wszędzie na świecie, dbają o wygląd. Na głowach zawiązane nowe, czyste chustki, na palcach dłoni, rękach i szyjach biżuteria. Dookoła pustka, malutkie wiejskie domostwa, a tu taka elegancja. My nieumyci, w starych, brudnych ubraniach czujemy się mało komfortowo. Nasza obecność we wsi zostaje zauważona, zbiegają się dzieci. Pilne nas obserwują, co odważniejsze dotykają. Wszyscy radośnie i głośno witają nas okrzykami <i>sali vazaha, </i>czyli witaj, bądź pozdrowiony biały człowieku.</p>
<p>W drugim dniu podróży czekają nas kolejne nieprzewidziane przygody. Ze względu na wyjątkowo trudne warunki przejazdu, spalanie paliwa jest znacznie większe, ponad normatywne. Kierowcy nagle kończy się paliwo. Nigdzie w pobliżu nie ma stacji benzynowej. Koniec jazdy. Jest południe, słońce grzeje coraz mocniej, robi się gorąco, duszno, a do tego jeszcze wyjątkowa wilgotność. Wszyscy autochtoni wybiegają z samochodu szukając miejsca w cieniu. Sadowią się pod dużą rozłożystą palmą z postrzępionymi liśćmi przypominającymi liście bananowca. To słynna ravenala, symbol wyspy. Popularnie nazywana jest drzewem podróżników lub pielgrzymem madagaskarskim. Jak się później dowiaduję ravenala nie jest palmą, a krzewem. Jest na tyle charakterystyczną rośliną, że występuje w godle państwa, a także w logo linii lotniczych Air Madagaskar. To tu w jej cieniu współtowarzysze podróży odpoczywają, szykują posiłek, a my znów niepotrzebnie denerwujemy się. Do celu podróży niby już niedaleko, a ile czasu spędzimy tu zupełnie bezczynnie. Na co czekamy? Okazuje się, że na przejeżdżające pojazdy, może któryś z nich będzie miał nadmiar paliwa i zechce nam je odstąpić. Samochody jeżdżą tu z częstotliwością mniej więcej co 2 godziny jeden pojazd. W końcu udaje się nam, gdy trzeci z nich ma trochę paliwa na zbyciu. Brakuje tylko lejka, więc Malgasze robią go z &#8230; gazety. Znów się udaje. Po 6 godzinach bezczynności ruszamy dalej. Mijamy kolejne wioski.    Dostrzegamy, że Madagaskar to faktycznie jeden z najuboższych krajów świata, ale ludzie są to uśmiechnięci, radośni, potrafiący cieszyć się z prostego życia. W odróżnieniu od innych krajów afrykańskich pozostawał on bardzo długo poza zainteresowaniem europejskich kolonizatorów. Podbity został przez Francuzów dopiero w 1885 roku i był pod ich panowaniem do 1960 roku. Po odzyskaniu niepodległości przez pewien czas dostał się pod orbitę wpływów radzieckich. Mimo ubóstwa nie widać głodu, to zasługa klimatu, jest ciepło i wilgotno. Do tego urodzajne, powulkaniczne gleby zapewniają częste i dobre plony. Zbiorów można dokonywać 2 &#8211; 3 razy w roku. Symbolem urodzaju są dla mnie kwitnące płoty. Po raz kolejny zauważam, że wetknięta w ogrodzenie drewniana żerdź, po kilku tygodniach zakorzenia się i wypuszcza liście. Jest to możliwe chyba tylko na Madagaskarze.</p>
<p>Kolejne zaskoczenie, z naszego dużego samochodu musimy się przesiąść do dwa razy mniejszego busa. Dlaczego tak się dzieje nikt nie potrafi wytłumaczyć. To co wydaje się, w pierwszej chwili, zupełnie niemożliwe udaje się jednak zrealizować. Wszyscy w busie się mieszczą. To jest możliwe tylko w Afryce. Po pół godzinie jazdy kierowca zatrzymuje samochód i każe wszystkim wysiadać. Okazuje się, że zapomniał prawa jazdy i musi po nie wrócić do domu. Dopiero po chwili dociera do mnie, że pojechał ze wszystkimi naszymi bagażami, ale to na szczęście Madagaskar, a nie Europa. Tu nic nie ginie. Po godzinie oczekiwania pojawia się znów. Kolejna niespodzianka samochód jest wypełniony nowymi pasażerami. Tym razem już naprawdę wszyscy się nie zmieścimy. Trwają długie dyskusje, kto pojedzie dalej, a kto zostanie w buszu. Nam, jako cudzoziemcom, udaje się. Jesteśmy wybrańcami i ruszamy w dalszą drogę, aby po półgodzinnej  jeździe usłyszeć rozpaczliwy płacz kobiety. Okazuje się, że z poprzedniego postoju małżeństwo zapomniało zabrać swoją trzyletnią pociechę. Znowu wysiadamy, kierowca wraca z zrozpaczoną kobietą szukać dziecka. Wracają, nie wiem po jakim czasie, tracę już rachubę. Poszukiwania okazują się nieskuteczne. Kierowca pozostawia zdesperowaną kobietę na miejscowym posterunku policji. Rodzice wraz z policjantami dalej  poszukują zaginionego dziecka. Zastanawiam się, jak to możliwe, aby podróżujące wspólnie małżeństwo z jednym małym dzieckiem mogło o nim zapomnieć. No cóż, to uroki i magia  Afryki.</p>
<p>Dalszą nocną podróż urozmaicają nam wspaniałe śpiewy kobiet. Zauroczeni, oczarowani muzyką i pięknymi głosami chłoniemy specyfikę Madagaskaru. Przez dwie doby wspólnej podróży wszyscy jej uczestnicy zaprzyjaźnili się i teraz na zakończenie wspólnej eskapady serdecznie się ze sobą żegnamy, życząc sobie wiele szczęścia w dalszych etapach podróży. Po dwóch dobach podróży udaje się nam w końcu dotrzeć do celu. Jesteśmy w Vohemar.</p>
<p>Po tych doświadczeniach wiem, że kolejne etapy naszej wędrówki po Madagaskarze odbędę samolotem. Przede mną daleka droga do stołecznej Antananarivy, do polskich misjonarzy. Oblaci przybyli tu w latach 70. XX stulecia, założyli tu dom formacyjny. Ich siedziba znajduje się w dzielnicy Soavimbahoaka, położonej na jednym z 14 stołecznych wzgórz wulkanicznych. Polscy misjonarze pracujący w wielu rozrzuconych po wyspie parafiach przybliżają autochtonom wiarę katolicką oraz pomagają w rozwiązywaniu codziennych problemów. Często niosą im pomoc medyczną i dostarczają lekarstwa. Wśród tubylców cieszą się szacunkiem i sympatią. Praca duszpasterska jest trudna, gdyż katolicy stanowią niespełna ¼ populacji. Wśród Malgaszy nadal najbardziej popularny jest animizm.</p>
<p>Dziś wszelkiego rodzaju kontakty pomiędzy Polską, a Madagaskarem są minimalne. Nie ma tu polskiej placówki konsularnej. Kontakty handlowe praktycznie nie istnieją, polscy turyści i globtroterzy pojawiają się sporadycznie. Jedynymi przedstawicielami naszego kraju są misjonarze, którzy zawsze chętnie wspomagają będących w potrzebie rodaków. Dzięki nim udaje się nam odszukać Polaków, którzy wybrali wyspę jako swoje nowe miejsce do życia.</p>
<p>Jest ich bardzo niewielu. Poznajemy Leszka Borakiewicza i jego rodzinę. Przybył on na wyspę przed 5 laty. Jeszcze w Polsce ożenił się z Malgaszką Ania, która studiowała w naszym kraju. Tu urodziła się ich pierwsza córka, druga przyszła na świat już na Madagaskarze. Młodzi Borakiewiczowie chcieli ułożyć sobie życie nad Wisłą, niestety ze względu na rasizm zdecydowali się wyjechać z Polski. Leszek jest dziś cenionym na wyspie specjalistą w zakresie usług internetowych, zajmuje się wdrażaniem internetu. Dużą pomoc rodzina otrzymała od polskich misjonarzy ze stołecznej Antananariwy. Inny z naszych rodaków, mieszkający na zachodnim wybrzeżu w okolicy Mahajangi najbardziej upalnego miasta wyspy, położonego w delcie rzeki Betsiboka,  ma duże przedsiębiorstwa zajmujące się połowem ryb i owoców morza.</p>
<p>Warto wspomnieć, iż oddalony od Polski o tysiące kilometrów Madagaskar od dawna wzbudzał nasze zainteresowanie. To tu pod koniec XVIII stulecia dotarł Maurycy Beniowski żołnierz, podróżnik, konfederata barski. Trudno jednoznacznie określić jego narodowość. Raz podaje się, że był Polakiem, innym razem Węgrem, a przyznaję się do niego także Słowacy. Przybył tu w charakterze najeźdźcy, a później przekształcił się w przyjaciela Malgaszy, zyskał ich uznanie, zdobył autorytet. Na Madagaskar przypłynął w 1773 roku jako wysłannik króla Ludwika XV, który miał dokonać próby kolonizacji wyspy. Nie wypełnił swojego zadania, zaprzyjaźnił się z Malgaszami z czasem podporządkował sobie miejscowe plemiona i 10 października 1776 roku został wybrany ich królem.  Za żonę pojął Malgaszkę.  Spłodził wiele pięknych dzieci. Ponoć do dziś wśród mieszkańców tego regionu znaleźć można ciemnoskórych Malgaszy o błękitnych oczach. Po latach, w 1785 roku ponownie wrócił na Madagaskar i tu rok później 23 maja 1786 roku zginał w czasie potyczki z wojskami francuskimi. Pamięć o Beniowski przetrwała do dziś, w stolicy jedna z ulic nosi jego imię.</p>
<p>W okresie międzywojennym Polska zainteresowana była kolonizacją tej wielkiej wyspy. W lecie 1937 roku rząd wysyłał do północnej części Madagaskaru, w dolinę rzeki Maeverano, swoich przedstawicieli, aby rozeznali sytuację, dokonali penetracji terenu. Jako dwaj niezależni eksperci tej  egzotycznej misji podjęli się Arkady Fiedler oraz Mieczysław Lepecki. Napisali oni dwie zupełnie odmienne sprawozdania. Lepecki, jako kierownik komisji oraz znawca i ekspert do spraw kolonizacji, wcześniej był przedstawicielem rządu w krajach Ameryki Południowej, odniósł się akcji kolonizacji pozytywnie, widział możliwość przysłania tu kilkudziesięciu tysięcy polskich osadników, głównie rolników pochodzenia żydowskiego. Arkady Fiedler, który przebywał na wyspie znacznie dłużej, półtora roku, do propozycji tej odniósł się krytycznie. Życie zweryfikowało te plany i wybuch II wojny światowej  przerwał wszelkie dyskusje.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polskimszlakiem.pl/przez-bezdroza-w-kraju-kwitnacych-plotow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bezdroża Madagaskaru</title>
		<link>http://polskimszlakiem.pl/bezdroza-madagaskaru/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=bezdroza-madagaskaru</link>
		<comments>http://polskimszlakiem.pl/bezdroza-madagaskaru/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Aug 1999 20:39:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarek Fischbach</dc:creator>
				<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Tematy]]></category>
		<category><![CDATA[W Puszczy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polskimszlakiem.pl/?p=663</guid>
		<description><![CDATA[Od wielu lat fascynował mnie Madagaskar, myślałem aby zobaczyć ten egzotyczny i odległy kraj. Pociągała mnie szczególnie dziewicza przyroda wyspy. Madagaskar jest jedynym miejscem na świecie, gdzie świat roślinny i zwierzęcy jest tak oryginalny, około 90 % z występujących tu 7300 gatunków roślin to endemity, czyli gatunki nie występujące w innych miejscach kuli ziemskiej. Specyficzna [...]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Od wielu lat fascynował mnie Madagaskar, myślałem aby zobaczyć ten egzotyczny i odległy kraj. Pociągała mnie szczególnie dziewicza przyroda wyspy. Madagaskar jest jedynym miejscem na świecie, gdzie świat roślinny i zwierzęcy jest tak oryginalny, około 90 % z występujących tu 7300 gatunków roślin to  endemity, czyli gatunki nie występujące  w innych miejscach kuli ziemskiej.</p>
<p><a href="/wp-content/uploads/2013/07/31750001.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-698" alt="lemur symbol Madagaskaru" src="/wp-content/uploads/2013/07/31750001-198x300.jpg" width="198" height="300" /></a>Specyficzna jest też fauna wyspy. Najbardziej rozpowszechnione zwierzęta to lemury i kameleony, dziś można je spotkać w wielu różnych miejscach wyspy. Na Madagaskarze występuje połowa wszystkich  żyjących na świecie gatunków lemurów. Należą one do prymitywnych ssaków z rodziny  naczelnych. Najmniejsze z nich są wielkości myszy, największe zaś osiągają rozmiary małpy. Prowadzą zróżnicowany tryb życia, niektóre aktywne są nocą, inne zaś w dzień. Część gatunków lemurów żyje w stadach,  inne są samotnikami.</p>
<p>Pragnąc zobaczyć dziewiczy fragment Madagaskaru wraz z grupą znajomych wybraliśmy się na północny kraniec wyspy. Dotarcie do niewielkiej osady Ambilobe nie należało do najłatwiejszych zadań.</p>
<p>Udało się nam tu dotrzeć samochodem  z Ambanja,  odległość ponad 100 km dzielącą obie miejscowości przebyliśmy w ciągu niespełna 4 godzin. Wcześniej podróżowaliśmy samochodem ze stołecznego Antananarivo do Mahajanga oraz samolotem z Mahajanga na wyspę Nosy Be i łodzią z wyspy w okolice Ambanja. Podróże nie sprawiły nam większego kłopotu wszystko przebiegało  zgodnie z naszymi wcześniejszymi założeniami.<a href="/wp-content/uploads/2013/07/31750026.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-683" alt="jedna z wiosek na północy Madagaskaru" src="/wp-content/uploads/2013/07/31750026-300x198.jpg" width="300" height="198" /></a></p>
<p>Wiemy już że komfort tych podróży, poza lotami samolotem jest niewielki. W kraju jest zaledwie kilka dróg o nawierzchni asfaltowej, duże odcinki trzeba pokonywać jadąc drogami  gruntowymi. Nie sprzyja nam też pora roku, marzec na północy Madagaskaru, to  koniec pory deszczowej. Intensywne deszcze  padały tu przez kilka ostatnich miesięcy.</p>
<p>Chcemy dostać się z Ambilobe na wschodnie wybrzeże do Vohemar, jest to odległość zaledwie 160 km. Jest godzina 16 00 i nikt nie chce z nami rozmawiać o popołudniowej podróży, właściciele samochodów nawet tych z napędem na 4 koła mówią o  ewentualnym jutrzejszym wyjeździe. Nie mając innego wyjścia  godzimy się na przerwę w podróży i nocleg w Ambilobe. Następnego dnia jedziemy jeszcze w góry, zwiedzamy  rezerwat  Ankarana podziwiając wspaniałe, wielkie jaskinie oraz kilka wodospadów , fragment pierwotnej dżungli, widzimy również skaczące po gałęziach drzew stada lemurów.</p>
<p>Do opieki nad naszą grupą dostajemy dwóch przewodników, jeden z nich zna tylko miejscowe narzecze, a drugi jest  &#8230; niemową.</p>
<p><a href="/wp-content/uploads/2013/07/31750022.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-679" alt="najbardziej okazały budynek w miasteczku, siedziba władz" src="/wp-content/uploads/2013/07/31750022-300x198.jpg" width="300" height="198" /></a>Następnego dnia rano jesteśmy umówieni z kierowcą, że podjedzie po nas do hotelu o 8 00 rano. Znając już miejscowe zwyczaje jesteśmy mocno zdziwieni gdy zjawia się przed czasem. Zaskoczenie nasze potęguje jeszcze wygląd samochodu, jest to duży ciężarowy Mercedes przystosowany do jazdy terenowej, z metalowa “budą”, w której po bokach zamontowane są małe drewniane ławki. W samochodzie niewyobrażalny tłok , na ławkach, które mogą pomieścić około 10 osób jest już nadkomplet. Każdy z pasażerów ma olbrzymie bagaże, zazwyczaj  wielkie worki, kosze. Bagaże ułożone są w środku samochodu pomiędzy ławkami, a część z nich  załadowana jest także na bagażniku nad szoferką. W środku w niesamowitym ścisku siedzi już około 30 osób, potworny  tłok, harmider i smród. Zapachami jesteśmy mocno zdziwieni, gdyż do tej pory Malgasze  kojarzyli się nam jako ludzie czyści , przestrzegający  higienę, dbający o  swój wygląd. Zagadka nieprzyjemnych zapachów wyjaśni się nam następnego dnia. Z obawami i przerażeniem patrzymy jak mamy się zmieścić  w siódemką z dużymi bagażami do środka samochodu.</p>
<p>Co się wydaje niewykonalne,  udało się nam zrealizować prawie w 100 % poza  jednym drobiazgiem, jeden z naszych kolegów  nie mieści się już w samochodzie, siedzi w otwartych jego drzwiach. Z jednej strony mu zazdrościmy, nie czuje wszystkich tych zapachów, na które my jesteśmy narażeni, ale podróż na dłuższą metę w takich warunkach przy wyboistych drogach  jest nie możliwa. Przenosi się więc on szybko na dach szoferki, podróż staje się więc dla niego mocno ryzykowana przy licznych podskokach samochodu nie ma się czego przytrzymać, ale ma za to wyjątkową możliwość robienia ciekawych zdjęć. Trochę gorzej, gdy zaczyna padać  deszcz, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić.<a href="/wp-content/uploads/2013/07/31750011.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-668" alt="początkowy fragment naszej drogi" src="/wp-content/uploads/2013/07/31750011-198x300.jpg" width="198" height="300" /></a></p>
<p>My z tyłu samochodu jedziemy początkowo w milczeniu, każdy z nas zastanawia się czy wytrzymamy w tych warunkach te 160 kilometrów. Ile możemy jechać, najwięksi pesymiści mówią o 8 godz. to daje przeciętną 20 km/godz., tyle co na rowerze. Zaciskamy mocno zęby, co 5 &#8211; 10 min. patrzymy na zegarek, ile zostało jeszcze do końca podróży.</p>
<p>Po przejechaniu kilku kilometrów droga staje się coraz trudniejsza do pokonania. Koleiny początkowo kilkunastocentymetrowe, stają się głębsze niż koła samochodu. Kałuże i  rozlewiska są coraz  trudniejsze do pokonania. Na poboczach stoją pierwsze samochody, które ugrzęzły na drodze. Dookoła pełno młodych chłopców  z łopatami, którzy pomagają przy wykopywaniu samochodów. Nasz Mercedes 91l z napędem na wszystkie koła dzielnie walczy, jednak kilka razy mocno go  zarzuca. Tubylcy  wychodzą   z samochodu, dalej idą pieszo. Nam zaś zupełnie niespieszno do wodno &#8211; błotnych kąpieli, zrezygnowani siedzimy w środku czekając aż kierowca kolejny raz upora się z coraz większą przeszkodą. W końcu upał w rozgrzanej blaszanej “budzie” i nas zmusza do opuszczenia samochodu. Dalej brniemy w czerwonym błocku ostro kontrastującym z otaczającą nas zielenią. Przez kilka najbliższych  godzin tak na zmianę 1 &#8211; 2 km idziemy piechotą, by kolejne  kilkaset metrów przejechać samochodem i znów udać się dalej na pieszą wędrówkę. W końcu samochód nasz tak zarzuca, że staje on w poprzek drogi, a jego “buda” wpada w przydrożne krzaki. Po kilkudziesięciu minutach  uporczywej walki kierowcy udaje się ponownie wyjść z opresji. Jedziemy dalej. Z przeciwnej strony mijają nas inne wolno poruszające się samochody. Najczęściej formują się konwoje po 3 &#8211; 4 samochody połączone łańcuchami, wzajemnie sobie pomagają, inaczej droga byłaby nie do przejechania.</p>
<p><a href="/wp-content/uploads/2013/07/31750009.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-666" alt="przejazd tą drogą był uciążliwy" src="/wp-content/uploads/2013/07/31750009-300x198.jpg" width="300" height="198" /></a>Po 4 godzinach tej naprzemiennej jazdy i “spacerów” stwierdzamy, że pokonaliśmy około 8 &#8211; 10 km. Zastanawiamy się jak tu wrócić do Ambilobe, lecz odwrotu  już nie ma. Kiedy dotrzemy do celu, ile potrzeba na to czasu? Jak się okazuje jesteśmy zupełnie nie przygotowani do tej   podróży, brakuje nam wszystkiego: jedzenia, pitnej wody, właściwego ubioru, a przede wszystkim  nie jesteśmy do niej przygotowani psychicznie.</p>
<p>Rozglądamy  się z ciekawością i patrzymy na naszych współtowarzyszy podróży. Oni z równą ciekawością i sympatią  obserwują nas. Nie widzieli jeszcze aby biali turyści  podróżowali , kiedykolwiek w takich warunkach. Wyraźnie nawiązuje się między nami nić sympatii. Widząc nasze nie przygotowanie do  tej podróży starają się nam pomóc, m.in. od młodej Malgaszki &#8211; Catherine dostaję pomarańczę.</p>
<p>Zaczyna do nas docierać, że spora część naszych współtowarzyszy podróży jedzie do Vohemar w celach handlowych, wiozą dużą ilość towarów na sprzedaż. Jeden z młodych tubylców ma ze sobą 2 garnki zrobione z puszek po konserwach i 8 sitek tj. małych puszek  po konserwach z podziurawionym gwoździami dnem &#8211; to cały jego dobytek. Catherine wiezie na targ dwa duże kosze żywych krabów. Na kolejnych postojach wyjmuje  kraby, obmywa je wodą i ponownie pakuje do kosza. Te które nie wytrzymały trudów podróży trafiają prosto do garnków i stanowią pożywienie dla pozostałych malgaskich współtowarzyszy podróży.</p>
<p><a href="/wp-content/uploads/2013/07/31750019.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-676" alt="przydriożna kuchnia" src="/wp-content/uploads/2013/07/31750019-198x300.jpg" width="198" height="300" /></a>Około 22 00, czyli po 14 godzinach jazdy docieramy do niewielkiej osady Dariana, przejechaliśmy około 90 km, zatrzymujemy się tu na posiłek. Po tym co zobaczyliśmy w kuchni,  pomimo głodu większość z nas rezygnuje z posiłku. Czekamy na dalszą nocną jazdę, a  okazuje się, że spędzimy w Dariana noc. Pytamy kierowcę o miejsce na nocleg. Mamy dwie możliwości; możemy przesiedzieć noc na krześle przy stole bądź przespać się na podłodze. Po długich namysłach wybieramy ten drugi wariant, nie mamy śpiworów, są one schowane głęboko w naszych niedostępnych bagażach.</p>
<p>Nasi współtowarzysze podróży rozbiegają się na nocleg po okolicznych domostwach. Na następny dzień są dobrze przygotowani do podróży, czyści, umyci, zmienili ubrania, zupełnie odmiennie od nas.</p>
<p>W drugim dniu podróży czekają  nas kolejne nieprzewidziane przygody. Ze względu na wyjątkowo trudne warunki przejazdu, kierowcy naszemu kończy się nagle paliwo. Nigdzie w pobliżu nie ma stacji benzynowej. Wszyscy autochtoni szybko wybiegają z samochodu szukając miejsca w cieniu, odpoczywają, szykują posiłek, znów tylko my się denerwujemy. Do celu podróży niby już niedaleko, a ile czasu spędzimy tu zupełnie bezczynnie. Na co czekamy? Okazuje się, że na przejeżdżające pojazdy, może któryś z nich będzie miał nadmiar paliwa. Samochody jeżdżą tu z częstotliwością mniej więcej co 2 godziny jeden pojazd. Udaje się nam, gdyż trzeci z nich ma trochę paliwa na zbyciu. Brakuje tylko lejka, więc Malgasze robią go z &#8230; gazety. Po 6 godzinach bezczynności jedziemy dalej.<a href="/wp-content/uploads/2013/07/31750008.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-665" alt="samochód nasz stanął w poprzek drogi" src="/wp-content/uploads/2013/07/31750008-300x198.jpg" width="300" height="198" /></a></p>
<p>Później z naszego dużego samochodu zostajemy przeniesieni do dwa razy mniejszego, okazuje się, że też możemy się wszyscy zmieścić. Po pół godzinie jazdy kierowca zatrzymuje samochód i każe nam wysiadać, okazuje się, że zapomniał prawa jazdy i musi po nie wrócić do domu. Po godzinie oczekiwania pojawia się znów, ale samochód jest wypełniony nowymi pasażerami. Tym razem już naprawdę wszyscy się nie zmieścimy. Trwają długie dyskusje, kto pojedzie dalej. Nam się udaje, jesteśmy wybrańcami i ruszamy w dalszą drogę, aby po kolejnej półgodzinie  jazdy usłyszeć rozpaczliwy płacz kobiety. Okazuje się, że z poprzedniego postoju zapomniała zabrać swoją trzyletnią pociechę, choć podróżują wspólnie z mężem i tylko z jednym dzieckiem. Znów wysiadamy, kierowca wraca z zrozpaczoną   kobietą szukać dziecka. Poszukiwania okazują się bezskuteczne.</p>
<p>Dalszą nocną podróż urozmaicają nam wspaniałe śpiewy kobiet. Przez dwie doby wspólnej podróży wszyscy jej uczestnicy zaprzyjaźnili się i teraz na zakończenie wspólnej eskapady serdecznie się ze sobą żegnamy, życząc sobie wiele szczęścia w dalszych odcinkach podróży. Po tych doświadczeniach wiemy, że kolejne etapy naszej podróży odbędziemy samolotem.<a href="/wp-content/uploads/2013/07/31750027.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-684" alt="Malgaska miss" src="/wp-content/uploads/2013/07/31750027-198x300.jpg" width="198" height="300" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<h1>Jarosław Fischbach</h1>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polskimszlakiem.pl/bezdroza-madagaskaru/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tanzania &#8211; safari, Kilimabdżaro i Zanzibar</title>
		<link>http://polskimszlakiem.pl/tanzania-safari-kilimandzaro-i-zanzibar/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=tanzania-safari-kilimandzaro-i-zanzibar</link>
		<comments>http://polskimszlakiem.pl/tanzania-safari-kilimandzaro-i-zanzibar/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 14 Nov 1998 15:15:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarek Fischbach</dc:creator>
				<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Tematy]]></category>
		<category><![CDATA[W Górach]]></category>
		<category><![CDATA[W Puszczy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polskimszlakiem.pl/?p=1183</guid>
		<description><![CDATA[Tanzania to kraj ciągle dla nas egzotyczny, niewielu Polaków go odwiedza. Należy przypuszczać, że ta sytuacja w najbliższych latach ulegnie zmianie. Jest to zakątek wyjątkowo atrakcyjny dla miłośników dziewiczej przyrody i atrakcyjnych przygód, a z drugiej strony nie brakuje tu również wspaniałych piaszczystych plaż położonych nad ciepłym i czystym Oceanem Indyjskim. Tanzania przez turystów postrzegana [...]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Tanzania to kraj ciągle dla nas egzotyczny, niewielu Polaków go odwiedza. Należy przypuszczać, że ta sytuacja w najbliższych latach ulegnie zmianie. Jest to zakątek wyjątkowo atrakcyjny dla miłośników dziewiczej przyrody i atrakcyjnych przygód, a z drugiej strony nie brakuje tu również wspaniałych piaszczystych plaż położonych nad ciepłym i czystym Oceanem Indyjskim. Tanzania przez turystów postrzegana jest głównie poprzez swoje olbrzymie parki narodowe pełne typowej dla tej strefy zwierzyny, najwyższą górę kontynentu &#8211; Kilimandżaro, a także wyspę Zanzibar.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>S  A F A R I     &#8211;     P A R K I    N A R O D O W E</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Tanzania posiada kilkanaście parków narodowych. Najbardziej znany z nich to olbrzymi Park Narodowy Serengeti leżący na pograniczu Tanzanii i Kenii. Jest to typowy wulkaniczny płaskowyż leżący na wysokości około 1500- 2000 m n.p.m. Na tej rozległej , porośniętej stepem równinie spotkać można stada wszystkich dzikich zwierząt żyjących w Afryce Wschodniej.</p>
<p>W związku z zaniechaniem polowań, stada te są niewyobrażalnie wielkie. Zwierzęta przemieszczają się bez najmniejszych przeszkód, nie ma tu farm, niewielkie osady afrykańskie należą do rzadkości, rozległe pastwiska porośnięte są drzewami sawanny. Trawy, zioła, a także akacje stanowią pożywienie dla milionów żyjących tu zwierząt roślinożernych: słoni, antylop gnu, zebr, gazeli, bawołów, żyraf. Nie brakuje tu również drapieżników : lwów, hien, gepardów, szakali , jak również drapieżnych i padlinożernych ptaków. Wody pełne są krokodyli, hipopotamów. Wzdłuż rzek spotkać można jedyne w tej części kontynentu lasy galeriowe.</p>
<p>W pobliżu Serengeti znajduje się jeden z najbardziej znanych kraterów świata Ngorongoro. Dno krateru leżącego na wysokości około 2500 m n.p.m. ma powierzchnię 260 km <sup>2</sup>, otoczone jest wysoką na 600 m krawędzią. Stanowi więc olbrzymi naturalny amfiteatr porośnięty sawanną. Jest siedliskiem podobnie jak Serengeti niezliczonej ilości gatunków fauny, zgrupowanej jednak na dużo mniejszej powierzchni, a więc łatwiejszej do obserwacji. Wiele biur i agencji turystycznych zajmuje się organizacją bezkrwawych safari wiodących przez różne parki narodowe w Tanzanii. Najlepszym punktem rozpoczęcia tych eskapad jest Arusha bądź Moshi. Turyści do dyspozycji dostają terenowe landrovery wraz z kierowcą, który pełni także funkcję przewodnika oraz kucharzem. Noclegi w zależności od zasobów finansowych i upodobań mogą być zagwarantowane w namiotach, bungalowach lub hotelach.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>K I L I M A D Ż A R O</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Drugą, niemniejszą atrakcją jest Kilimandżaro, najwyższy szczyt Afryki &#8211; 5895 m n.p.m. Jest to najwyższa, wolnostojąca góra na świecie. Masyw położony jest prawie na równiku, w strefie gorącego tropikalnego klimatu, a szczyt jego pokryty jest grubą czapą lodową. U jego podnóża żyją zaś wszystkie charakterystyczne dla Afryki stada zwierząt. Góra ta stanowi wyzwanie dla wielu turystów, szlaki turystyczne wiodące ku szczytowi nie są zbyt trudne. Wejście na szczyt wymaga dobrej kondycji oraz znajomości zasad turystyki wysokogórskiej, nie ma tu dużych trudności wspinaczkowych. Choć na szczyt wiedzie kilkanaście różnych tras, to turyści wybierają zazwyczaj najłatwiejszą z nich tzw. Colca -Cola Route, przy której zlokalizowane są schroniska. Wędrówka na szczyt zajmuje około 3-5 dni, w zależności od długości czasu przeznaczonego na aklimatyzację. Zejście z wierzchołka zajmuje kolejne dwa dni. Wędrówki rozpoczyna się we wsi Marango na wysokości 1830 m n.p.m. na szczyt potrzeba się wspinać ponad 4000 m wyżej. Codzienna porcja podejść wynosi więc około 1000 m. Odpoczynek turyści mogą znaleźć w trzech wysokogórskich schroniskach: Mandara Hut &#8211; 2700 m n.p.m., Horombo Hut 3700 m n.p.m. i Kibo &#8211; 4750 m n.p.m. Z tego ostatniego schroniska, po krótkim kilkugodzinnym odpoczynku o północy rozpoczyna się start do ostatniego etapu wspinaczki, aby o świcie osiągnąć krawędź wulkanu.</p>
<p>Każda grupa wybierająca się w stronę szczytu obligatoryjnie dostaje do dyspozycji przewodnika turystycznego, kucharza i tragarzy, którzy wnoszą plecaki o wadze do 20 kg. Poza bagażami turystów wnieść muszą na górę wszystkie wiktuały potrzebne do sporządzania posiłków, a na wyższych wysokościach także wodę pitną oraz drewno na opał.</p>
<p>Z A N Z I B A R</p>
<p align="center">Zanzibar jedna z większych wysp u wybrzeży Afryki, położona na Oceanie Indyjskim znana jest głównie z pięknych piaszczystych plaż, upraw wonnych korzeni oraz handlu niewolnikami. Dostać się na wyspę można drogą morską z portu zlokalizowanego w dawnej stolicy Tanzanii Dar &#8211; es &#8211; Salaam wodolotem lub statkiem, bądź drogą powietrzną -samolotem. Rejs szybkim wodolotem jest tani i trwa zaledwie 1,5 godz.</p>
<p>   Największe miasto wyspy o tej samej nazwie Zanzibar robi duże wrażenie, jest miastem o specyficznym klimacie. Wyczuwa się tu na każdym kroku skrzyżowanie wielu kultur : afrykańskiej, europejskiej, hinduskiej i arabskie</p>
<p>Często obok siebie zlokalizowane są chrześcijańskie kościoły różnych wyznań, świątynia hinduistyczna i meczety.  Katedra wzniesiona została na miejscu starego targu niewolnikami. W ubiegłych stuleciach głównym towarem eksportowym wyspy byli czarni niewolnicy, rocznie sprzedawano ich około 50 tysięcy. Trafiali oni w różne miejsca, najczęściej w rejon Zatoki Perskiej i Morza Czerwonego, a także na plantacje w Ameryce Południowej oraz do Europy. Handel ten kwitł aż do początku XX stulecia.</p>
<p>Turyści odwiedzający miasto oczarowani są labiryntem wąskich, krętych uliczek, przy których stoją domy z pięknymi, masywnymi, drewnianymi drzwiami. Wszystkie bez wyjątku są ozdobione rzeźbami i mosiężnymi ćwiekami. Dzisiaj są jedynie ozdobami, ale przed laty stanowiły zabezpieczenia przed stadami bojowych słoni , wędrujących ulicami Zanzibaru. Patrząc na motywy rzeźb można zorientować się kto mieszka w danym domu. Muzułmanie mają wrota ozdobione motywami przyrodniczymi i geometrycznymi , wzory na drzwiach Hindusów są skromniejsze, mniej wyszukane.</p>
<p>Wyspa jest największym producentem wszelkiego rodzaju przypraw. Można je nabyć praktycznie w każdym sklepie, od ulicznych handlarzy, ale najprzyjemniej jest dokonać zakupów bezpośrednio na plantacjach. Wiele biur turystycznych organizuje specjalistyczne wycieczki, tzw. “Spice tour” w celu zwiedzenia plantacji.</p>
<p>Po zwiedzeniu wyspy dobrze jest udać się na kilkudniowy wypoczynek, najlepiej na wschodnie wybrzeże, gdzie zlokalizowane są najpiękniejsze plaże. Są one piaszczyste , szerokie , bezpośrednio przy linii brzegowej rosną okazałe palmy. Hoteli i ośrodków jest tu na szczęście jeszcze niewiele, można więc wypocząć w ciszy , kojącej atmosferze, bez tłumu ludzi , za stosunkowo małe pieniądze. W celu uatrakcyjnienia tego pobytu tubylcy organizują wycieczki w głąb oceanu, w celu zobaczenia raf koralowych, popływania wśród delfinów bądź w głąb wyspy , do rezerwatu małp.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polskimszlakiem.pl/tanzania-safari-kilimandzaro-i-zanzibar/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Piękne kobiety z plemienia Tatoga</title>
		<link>http://polskimszlakiem.pl/piekne-kobiety-z-plemienia-tatoga/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=piekne-kobiety-z-plemienia-tatoga</link>
		<comments>http://polskimszlakiem.pl/piekne-kobiety-z-plemienia-tatoga/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 25 May 1998 15:01:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarek Fischbach</dc:creator>
				<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Tematy]]></category>
		<category><![CDATA[W Puszczy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polskimszlakiem.pl/?p=1179</guid>
		<description><![CDATA[Osady zamieszkiwane przez ludność plemienia Tatoga są niewielkie. Każda z takich osad zajmowana jest przez jedną dużą rodzinę. Wśród Tatoga rozpowszechnione jest wielożeństwo. Osada do której dotarliśmy to siedziba mężczyzny &#8211; szefa wioski, jego 9 żon, bardzo dużej ilości dzieci i innych najbliższych członków rodziny. Gdy wszyscy są w osadzie daje to liczbę kilkudziesięciu osób. [...]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Osady zamieszkiwane przez ludność plemienia Tatoga są niewielkie. Każda z takich osad zajmowana jest przez jedną dużą rodzinę. Wśród Tatoga rozpowszechnione jest wielożeństwo. Osada do której dotarliśmy to siedziba mężczyzny &#8211; szefa wioski, jego 9 żon, bardzo dużej ilości dzieci i innych najbliższych członków rodziny. Gdy wszyscy są w osadzie daje to liczbę kilkudziesięciu osób. W trakcie naszej wizyty wioska jest mocno przetrzebiona jest w niej tylko kilkanaście osób. Mieszkańcy jej utrzymują się głównie z hodowli : bydła, kóz, owiec, osłów, w minimalnym stopniu zajmują się również uprawą roli. Okres, w którym jesteśmy podejmowani przez plemię Tatoga to koniec lutego, a w Tanzanii oznacza to końcówkę pory bezdeszczowej, suszy. Pastwiska wokół wsi są już w znacznym stopniu wypasione, wysuszone. Wypasają się na nich tylko bardzo nieliczne stada. Gospodarz osady wraz z większością dorosłych synów, a także z 7 żonami udał się na dalej położone pastwiska. Na miejscu są pozostałe dwie żony, z większością dorastających córek, młodszymi synami oraz seniorzy rodu.<a href="/wp-content/uploads/2013/07/32250019.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1002" alt="Jarosław Fischbach w drodze do plemienia Tatoga" src="/wp-content/uploads/2013/07/32250019-300x198.jpg" width="300" height="198" /></a></p>
<p>Dzięki temu, że nasz przewodnik Momoya pochodzi też z plemienia Tatoga, jesteśmy bardzo sympatycznie witani i podejmowani przez tubylców. Od razu widać wzajemną ciekawość wobec siebie, jesteśmy przedstawicielami dwóch zupełnie różnych światów. Gości nie można podejmować przed domem na podwórku, w związku z tym szybko zostajemy zaproszeni do jednego z budynków.</p>
<p>Konstrukcja jego jest wyjątkowo prosta, główny szkielet powstał z twardych gałęzi drzew, które wzmocnione są wysuszoną na słońcu gliną. Brak w nim jakichkolwiek okien, jedyny otwór stanowią drzwi wejściowe. Wchodzimy bezpośrednio do największej izby, w której koncentruje się całe domowe życie, jako honorowi goście posadzeni zostajemy na drewnianych ławkach, które stanowią jedyny mebel w tym pomieszczeniu. Podejmują nas obie żony szefa osady, za chwilę z innych pomieszczeń i budynków nadciągają ciekawe egzotycznych przybyszów dzieci.</p>
<p>W izbie znajduje się wiele użytecznych sprzętów, na ścianach wiszą duże 5 &#8211; 6 litrowe tykwy z piwem robionym z wody, miodu i miejscowych owoców, obok garnki i cały szereg pomocy kuchennych wykonanych także z tykwy.<a href="/wp-content/uploads/2013/07/322500431.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-1022" alt="w &quot;sypialni&quot; u Tatoga" src="/wp-content/uploads/2013/07/322500431-300x198.jpg" width="300" height="198" /></a> Budynek ten zajmowany jest na stałe przez dwie żony wraz z gromadką swoich dzieci. Każda z nich ma do dyspozycji po dwa pomieszczenia: jedną bardzo niewielką izbę z paleniskiem, w którym ogień utrzymywany jest przez całą dobę, jest to kuchnia z całym zapleczem gospodarczym. Dalej za nią znajduje się sypialnia z ogromnym łożem skleconym z gałęzi i dykty. Śpi na nim matka wraz z całą gromadą swoich dzieci. Synowie przebywają wraz z matką do 12 &#8211; 15 roku życia, później przenoszą się do wspólnej, specjalnie dla nich przygotowanej chaty. Przed opuszczeniem przez nich domu odbywa się wielka uroczystość podczas której zostają oni obrzezani. Święto to w którym poza najbliższą rodziną uczestniczą także ich rówieśnicy z najbliższych osad, trwa zawsze około 2 tygodni i organizowane na początku pory deszczowej. Zostajemy serdecznie zaproszeni, aby w tej wielkiej uroczystości wziąć udział. Drobnostka musielibyśmy poczekać około 4 tygodni do rozpoczęcia imprezy. Wszyscy żałujemy, że nie jesteśmy tu trochę później. Pytanie tylko czy w czasie pory deszczowej udałoby się nam tutaj dotrzeć. Znając już wyboiste, gruntowe drogi którymi jechaliśmy szczerze w to wątpię.</p>
<p>Po dokładnym obejrzeniu i sfilmowaniu domu, zaczynamy podziwiać nasze gospodynie. Ubrane są bardzo skromnie ale gustownie, strój ich bardzo pasuje do otoczenia. Przyodziane są w barwne, kolorowe kawałki materiału, na przegubach dłoni i nad stopami maja długie zwoje miedzianych bransolet &#8211; ozdób a na szyi zwoje barwnych korali. <a href="/wp-content/uploads/2013/07/322500441.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1023" alt="młoda mieszkanka wioski Tatoga" src="/wp-content/uploads/2013/07/322500441-198x300.jpg" width="198" height="300" /></a>Głowy ogolone na łyso, w małżowinach usznych bardzo duże ozdobne dziury, ciała ich są bardzo jędrne, gładkie, bez zmarszczek. Trudno określić ich wiek. Dyskretnie pytamy o to naszego przewodnika. Jest mocno zdziwiony, lecz nie naszą ciekawością, tylko tym, że tu nikt nie zna dokładnie swojego wieku. Dowiadujemy się tylko, że są to jedne ze starszych żon wodza. Widząc nasze duże zainteresowanie, młodsze panienki urządzają dla nas swoistą rewię mody. Szczególnie do gustu przypada nam młoda kobieta w wieku ok. 20 lat, całą twarz wokół oczu ma wytatuowaną w kształcie dużych okręgów.</p>
<p>Na szyi olbrzymi wielokrotnie zwinięty naszyjnik z metalu, obok niego duża ilość korali. Głowa podobnie jak u pozostałych mieszkanek wsi zupełnie wygolona. Na rękach powyżej łokci kolorowe i wykonane z różnych materiałów bransolety. Kolorytu postaci dodaje także duży kawał dobrze wyprawionej skóry przyozdobionej koralami i efektownie spiętej dużą metalową broszą &#8211; agrafką.<a href="/wp-content/uploads/2013/07/322500411.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-1020" alt="piękna kobieta z plemienia Tatoga" src="/wp-content/uploads/2013/07/322500411-198x300.jpg" width="198" height="300" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jarosław Fischbach</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polskimszlakiem.pl/piekne-kobiety-z-plemienia-tatoga/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W gościnie u Buszmenów</title>
		<link>http://polskimszlakiem.pl/w-goscinie-u-buszmenow/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=w-goscinie-u-buszmenow</link>
		<comments>http://polskimszlakiem.pl/w-goscinie-u-buszmenow/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 25 Jul 1997 21:03:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarek Fischbach</dc:creator>
				<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Tematy]]></category>
		<category><![CDATA[W Puszczy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polskimszlakiem.pl/?p=708</guid>
		<description><![CDATA[Wybierając się do Afryki równikowej nie spodziewałem się zupełnie spotkania z Buszmenami, ludźmi żyjącymi jakby w zupełnie innej odległej epoce. Nie znają oni stałych domostw, żyją w afrykańskim buszu przenosząc się co kilka miesięcy na nowe miejsca tymczasowego osiedlenia. Śpią bezpośrednio na ziemi w buszu przy płonących cały czas niewielkich ogniskach, w czasie zimnej nocy [...]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><strong>      </strong>Wybierając się do Afryki równikowej nie spodziewałem się zupełnie spotkania z Buszmenami, ludźmi żyjącymi jakby w zupełnie innej odległej epoce. Nie znają oni stałych domostw, żyją  w afrykańskim buszu przenosząc się co kilka miesięcy na nowe miejsca tymczasowego osiedlenia.</p>
<p><a href="/wp-content/uploads/2013/07/32250027.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-711" alt="autor z kobietami przy ognisku" src="/wp-content/uploads/2013/07/32250027-300x198.jpg" width="300" height="198" /></a>               Śpią bezpośrednio na ziemi w buszu przy płonących cały czas niewielkich ogniskach, w czasie zimnej nocy otulają się tylko kocami lub niewielkimi narzutami. Ich główne zajęcie to polowanie i zbieranie owoców leśnych. Po wyczerpaniu się miejscowych zasobów przenoszą oni swoje siedziby na nowe tereny.</p>
<p>W ostatnich dniach zobaczyliśmy wspaniałe parki narodowe Manyara i Serengeti oraz odwiedziliśmy także olbrzymi krater Ngorongoro. Mieliśmy możliwość obserwacji z bliska prawie wszystkich zwierząt żyjących w tej części Afryki.</p>
<p>Naprawdę były to wspaniałe, niezapomniane dni. W planach mieliśmy kolejny park narodowy Tarangire &#8211; królestwo słoni. Namawialiśmy jednak naszego  kierowcę &#8211; przewodnika Rolanda, aby zechciał pokazać nam inne atrakcje tego regionu. Po krótkim namyśle stwierdził, że zawiezie nas w okolice Jeziora Easi aby pokazać nam jak żyją niewielkie, mało znane plemiona tubylcze. Są one prawie  zupełnie izolowane od reszty mieszkańców tej części Tanzanii. Do tej pory, na szczęście  turyści nie byli zainteresowani wizytami u nich. Czujemy, że szykuje się nam duża gratka, wizyta u plemion żyjących w dziewiczych, naturalnych warunkach. Kto by nie akceptował  takiej propozycji.</p>
<p><a href="/wp-content/uploads/2013/07/32250024.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-709" alt="na targu" src="/wp-content/uploads/2013/07/32250024-300x198.jpg" width="300" height="198" /></a>Dojeżdżamy do dobrze nam już znanego Karatu, miejscowości o funkcji handlowo &#8211; usługowej. Odbywają się tu duże targi na których sprzedaje się głównie owoce i warzywa, ale nie brak tu również &#8222;wyrobów przemysłowych&#8221; np. sandałów wykonanych z opon samochodowych. Przed zjazdem na wyjątkowo wyboistą, gruntową drogę Roland robi dokładny przegląd naszej terenowej Toyoty, w jednym z  miejscowych warsztatów. Dalsza droga jest uciążliwa, zaczynają się wyboje, kończy się asfalt, a po niedawnych opadach deszczu utworzyły się gigantyczne kałuże. Czerwone powulkaniczne gleby są bardzo urodzajne, uprawia się tutaj pszenicę, kukurydzę i fasolę. Co kilkadziesiąt minut mijają nas stare duże ciężarówki wyładowane cebulą kupowaną z miejscowych plantacji.</p>
<p>Na nocleg zatrzymujemy się na pięknej zielonej polanie położonej nad niewielkim potokiem. Wieczorem odwiedza nas młody mieszkaniec okolicznej wioski &#8211; Momoya Hohidoyi, który będzie jutro naszym przewodnikiem. To dzięki niemu będziemy mogli dotrzeć do koczowisk Buszmenów. Momoya jest wyjątkowo uzdolnionym młodym człowiekiem, dzięki temu otrzymał rządowe stypendium i mógł się kształcić. Zna zarówno miejscowe zróżnicowane narzecza wielu żyjących tu plemion, a także język angielski. Długo w nocy siedzimy przy ognisku, aby dowiedzieć się czegoś o plemionach do których mamy dotrzeć już za kilka godzin. Zadajemy wiele pytań, jak się okaże na następny dzień bardzo naiwnych. Po prostu nie zdawaliśmy sobie sprawy, w jak odmiennych, dla nas prymitywnych warunkach żyją ci ludzie. Poza podróżą w przestrzeni, odkryliśmy wielką podróż w czasie.</p>
<p><a href="/wp-content/uploads/2013/07/32250028.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-712" alt="przy osobnym ognisku siedzieli mężczyzni i chłopcy" src="/wp-content/uploads/2013/07/32250028-300x198.jpg" width="300" height="198" /></a>Następnego dnia wstajemy bardzo wcześnie, znacznie przed nastaniem świtu. Jedziemy  bezdrożami przez busz, zastanawiamy się jak nasz przewodnik trafi do Buszmenów. Jak się później okazuje wypatruje on w buszu dymu z ognisk, które przez całą noc ogrzewają legowiska tutejszych plemion. O świcie trafiamy w końcu na dym z ognisk i docieramy do Buszmenów. Po przyjeździe na miejsce Momoya informuje wodza tutejszej grupy, że przywiózł ze sobą bardzo egzotycznych gości. Gospodarze chętnie godzą się na naszą wizytę. Wzajemnie jesteśmy siebie ciekawi. Prezentujemy jakże odmienne dla siebie światy. Światy, które bezpośrednio ze sobą się nie zetknęły. Możemy bez najmniejszych problemów filmować i fotografować wszelkie sceny i przy pomocy naszego przewodnika &#8211; tłumacza zadawać pytania.</p>
<p>Tubylcy wydają się zupełnie nieskrępowani naszą wizytą, to raczej my czujemy się nieswojo zaburzając ich normalny tryb dnia.</p>
<p><a href="/wp-content/uploads/2013/07/32250037.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-718" alt="porany głód zabijany jest fajką z miejscowych ziół" src="/wp-content/uploads/2013/07/32250037-300x216.jpg" width="300" height="216" /></a>Wraz z nastaniem dnia budzą się także nasi Buszmeni. Spali oni bezpośrednio na ziemi owinięci w koce i narzuty, obok nich paliły się przez całą noc niewielkie ogniska, które mają ich grzać w chłodną afrykańską noc, a także odstraszyć dzikie zwierzęta. Plemię rozlokowane jest przy trzech ogniskach. Przy pierwszym siedzi dość liczna grupa kobiet w różnym wieku, obok kilku z nich śpią szczelnie zawinięte w koce niemowlaki. Są one tak szczelnie osłonięte przed chłodem, że ich początkowo nie zauważamy. Pierwszą czynnością wykonywaną przez Buszmenów po przebudzeniu jest zapalenie fajki. Wśród kobiet krąży fajka podawana z rąk do rąk. Zrobiona jest ona z tykwy, a nabijana jest pewną odmianą tutejszego narkotyku. Każda z kobiet kilkakrotnie zaciąga się fajką, poczym, długo kaszle i przekazuje ją dalej sąsiadce. Dopiero później odwijają z betów swoje  maluteńkie pociechy i zaczynają je karmić piersią.</p>
<p>Przy drugim, osobnym ognisku obok siedzi grupa mężczyzn i chłopców. Dorośli mężczyźni również palą fajki głośno kaszląc.</p>
<p>Jeszcze dalej przy ostatnim ognisku siedzą zarówno kobiety,  mężczyźni i dzieci. Wyglądają na rodzinę. Jak się okazuje jest to szef plemienia ze swoimi najbliższymi. Mężczyźni wyraźnie szykują się do polowania. Sprawdzają swoje  łuki i strzały. Każda ze strzał jest dokładnie oglądana, jeżeli są na nich jakieś nierówności to są one od razu wyrównywane. Do wyrównywania i wygładzania strzał najlepiej służą zęby, toteż mężczyźni pocierają strzałami o zęby. Następnie odbywa się sprawdzenie właściwego  mocowania  lotek z ptasich piór. Niektóre strzały mają metalowe groty, a część jest tylko dobrze zaostrzona. Część grotów pokryta jest roślinną substancją trującą. Mężczyźni w odróżnieniu od kobiet noszą liczne ozdoby, zazwyczaj są to drobne, kolorowe koraliki zawieszone na szyi. Nasi gospodarze robią nam niespodziankę i proponują udział w polowaniu. Przed wyruszeniem na nie robimy sobie jeszcze wspólne zdjęcie.<a href="/wp-content/uploads/2013/07/32250038.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-719" alt="buszmańskie macierzyństwo" src="/wp-content/uploads/2013/07/32250038-198x300.jpg" width="198" height="300" /></a></p>
<p>Za chwilę z kolejnym Buszmenem dokonujemy wymiany towarowej, w zamian za oryginalną czapeczkę z Nepalu z napisem Kathmandu otrzymuję jedną ze strzał.</p>
<p>Na polowanie wyrusza razem z nami trzech Buszmenów, jeden z egzemplarzem polskiej gazety, a drugi w czapeczce  nepalskiej, a wszystko  to dzieje się w zupełnej dziczy afrykańskiego buszu. Oto do czego prowadzi niespodziewany kontakt ludzi różnych kultur, różnych cywilizacji.<a href="/wp-content/uploads/2013/07/32250034.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-715" alt="przygotowanie do zawodów strzeleckich" src="/wp-content/uploads/2013/07/32250034-300x198.jpg" width="300" height="198" /></a></p>
<p>Doskonale przeszkadzamy Buszmenom w polowaniu, oni poruszają się bezszelestnie z wielką gracją, my zaś powolnie i robimy dużo hałasu. Cała zwierzyna ucieka. Jedyną zdobyczą z polowania  jest niewielki ptak. Po kolejnym strzale z łuku jedna ze strzał uwięzła w gałęziach rozległego drzewa. Jest ona zbyt cenna by  ją tam pozostawić. To też przez najbliższych kilkanaście minut mieliśmy pokaz wytrawnej wspinaczki po drzewie wśród wyjątkowo ostrych, kolczastych gałęzi.</p>
<p>Po powrocie do obozu miny pozostałych współbiesiadników są nietęgie, pierwszy poranny posiłek będzie nader skromny. Upolowany ptak zostaje szybko oskubany z piór i &#8230;&#8230;. zjedzony na surowo.</p>
<p><a href="/wp-content/uploads/2013/07/32250033.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-714" alt="autor z wodzem Buszmanów" src="/wp-content/uploads/2013/07/32250033-216x300.jpg" width="216" height="300" /></a>Jeszcze na zakończenie pobytu wszyscy mężczyźni biorą udział w strzelaniu z łuku. Widać, że sprawia im to dużą radość a i niemałą satysfakcję gdy okazuje się, że w tych zawodach są znacznie lepsi niż ich biali goście.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jarosław Fischbach</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polskimszlakiem.pl/w-goscinie-u-buszmenow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
