<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>PolskimSzlakiem.pl &#187; Z wizytą u Polaków</title>
	<atom:link href="/category/moje-podroze/tematy/z-wizyta-u-polakow/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://polskimszlakiem.pl</link>
	<description>PolskimSzlakiem.pl</description>
	<lastBuildDate>Fri, 25 Sep 2015 13:15:18 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.5.1</generator>
		<item>
		<title>Osierocona  Polonia  brazylijska</title>
		<link>http://polskimszlakiem.pl/osierocona-polonia-brazylijska/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=osierocona-polonia-brazylijska</link>
		<comments>http://polskimszlakiem.pl/osierocona-polonia-brazylijska/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 18 Jun 2013 18:30:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Z wizytą u Polaków]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polskimszlakiem.pl/?p=248</guid>
		<description><![CDATA[W Środę Popielcową 13 lutego zmarł ks. Benedykt Grzymkowski ( TChr). Przez 47 lat był opiekunem Polonii w Brazylii. Niniejszy artykuł powstał na podstawie materiałów zebranych przez uczestników wyprawy „Nuevo Mundo” w trakcie wizyty w Kurytybie w dniach 1 – 5 marca 2012 roku. OSIEROCONA POLONIA BRAZYLIJSKA Ks. Benedykt Grzymkowski to dla mnie legendarna postać. [...]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>W Środę Popielcową 13 lutego zmarł ks. Benedykt Grzymkowski ( TChr). Przez 47 lat był opiekunem Polonii w Brazylii.<br />
Niniejszy artykuł powstał na podstawie materiałów zebranych przez uczestników wyprawy „Nuevo Mundo” w trakcie wizyty w Kurytybie w dniach 1 – 5 marca 2012 roku.<br />
OSIEROCONA   POLONIA    BRAZYLIJSKA</p>
<p>Ks. Benedykt Grzymkowski to dla mnie legendarna postać. Od kilkudziesięciu lat interesuję się Ameryką Południową i dziejami Polaków na tym kontynencie. Z dzieciństwa i lat młodości pamiętam nazwiska kilku rodaków, którzy zawsze kojarzyć  będą się z Ameryką Południową. Są to słynni podróżnicy – pisarze: Arkady Fiedler, Wiktor Ostrowski, Tony Halik, a także Ignacy Domeyko „ojciec górnictwa chilijskiego” oraz ksiądz Benedykt Grzymkowski. O czterech pierwszych postaciach  można było dowiedzieć się z książek, prasy, telewizji, radia. Były to osobowości ogólnie znane. Zaś o ks. Grzymkowskim wieści w latach: 60., 70. i 80. ubiegłego stulecia były wyjątkowo skąpe, przynajmniej dla przeciętnego obywatela. Dziś nie potrafię odtworzyć skąd brała się moja wiedza o księdzu opiekującym się Polonusami w Brazylii. Gdy myślałem o naszych rodakach w tym odległym kraju zawsze na myśl przychodziła mi osoba ks. Grzymkowskiego.<br />
Benedykt Grzymkowski przyszedł na świat 20. kwietnia 1936 roku w Chełmży. Ukończył Wyższe Seminarium Duchowne Towarzystwa Chrystusowego w Poznaniu. Święcenia kapłańskie odebrał w archikatedrze poznańskiej 23 maja 1959 roku. Kilka lat później uzyskał tytuł magistra romanistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jako Chrystusowiec związał swoje losy duszpasterskie z Polonią. Ks. Ignacy Posadzy założyciel męskiego zgromadzenia zakonnego – Towarzystwa Chrystusowego dla Wychodźców, potrafił zainteresować młodego księdza losami Polaków w Brazylii. Przypłynął on do tego kraju 23 maja 1966 roku, czyli dokładnie w 7. rocznicę święceń. Był to dla niego znak boży. Czuł, że Brazylia to jego przeznaczenie.<br />
Z opowieści ks. Grzymkowskiego, których mogłem wysłuchać w marcu 2012 roku, w Kurytybie, dowiedziałem się, że pierwsze 9 lat posługi duszpasterskiej spędził w Rio de Janeiro.  Od stycznia 1967 roku podjął pracę w kapelanii polskiej  tej wielkiej metropolii, dawnej stolicy Brazylii. Dzięki staraniom księdza, przy kościele Matki Boskiej Bolesnej,  powstała pierwsza w Rio de Janeiro polska parafia. Został jej proboszczem. Duchowny opowiadał o odmienności pracy duszpasterskiej w Ameryce Południowej. Była to zupełnie inna posługa niż w Europie. Tu poza zwykłą posługą duchową zajął się również opieką nad życiem rodzinnym i społecznym Polonii. Społeczeństwo polonijne było bardzo zróżnicowane zarówno pod względem: zawodowym, intelektualnym, wykształcenia i zamożności. W Rio de Janeiro,  wśród Polonii, która przybyła tu w większości po zakończeniu II wojny światowej, byli zarówno: robotnicy, żołnierze, ziemianie,  inteligenci oraz arystokraci.<br />
Dzięki umiejętnościom zjednywania ludzi ks. Benedyktowi udało się scalić tutejszą Polonię. Wszyscy wspólnie dbali o zachowanie ducha polskości, o kultywowanie tradycji. Przekazywali te wartości kolejnym pokoleniom Polonusów.  Po niedzielnych mszach odprawianych w języku polskim, wierni nie rozchodzili się do domów, ale wspólnie z duszpasterzem udawali się do pobliskiej kawiarni na kawę lub wino i prowadzili długie rozmowy i dysputy. Wszyscy stanowili wielką rodzinę, dużo o sobie wiedzieli, wzajemnie sobie pomagali.<br />
Ks. Grzymkowskiemu udało się utworzyć polski chór. Rodacy uroczyście świętowali wszystkie święta religijne i narodowe. Spotykali się zawsze 3 Maja, 15 Sierpnia, 11 Listopada. W uroczystościach tych nigdy nie uczestniczyli przedstawiciele PRL. Natomiast ks. Benedykt był dumny, że problemami Polonii potrafił zainteresować viceprezydenta Brazylii, który przybył na mszę świętą do polskiego kościoła.  Dzięki ks. Grzymkowskiemu powstały kursy i szkoły, w których dzieci oraz młodzież uczyły się języka swoich ojców, a starsze pokolenia pogłębiały wiedzę z zakresu kultury i historii Polski. Ksiądz Benedykt czynił starania, aby rodacy mieli możliwość oglądać filmy polskie, wypożyczał je i organizował  ich pokazy.<br />
Działania te były utrudnione, nie można było liczyć na wsparcie polskich konsulatów i ambasady. Wręcz przeciwnie, niektóre działania misjonarzy były torpedowane i dyskryminowane przez przedstawicieli reżimu. W większości Polonia brazylijska omijała placówki konsularne PRL.<br />
We wspomnieniach ks. Grzymkowskiego  okres jego pracy w Rio de Janeiro był owocny, przyniósł wiele dobra  Polakom. Jego posługa duszpasterska była bardzo pozytywnie przyjmowana przez Polonię, mógł się w niej realizować, spełniać, dawała mu dużo satysfakcji. Jak określił w rozmowie, była to praca ciężka, ale bardzo wdzięczna.<br />
Po 9 latach pracy w Rio de Janiero, w 1975 roku, powołany został na nowe stanowisko – prowincjała Towarzystwa Chrystusowego w Brazylii. Ten awans wiązał się z przeprowadzką do Kurytyby – centrum Polonii brazylijskiej. Działało tu wiele organizacji polonijnych:  Centralny Związek Polaków,  Uniao Juventus , Stowarzyszenia Polsko-Brazylijskie: im. Marszałka Józefa Piłsudskiego oraz im. Tadeusza Kościuszki. Charakter pracy wśród Polonii był zupełnie inny niż w Rio de Janiero. Spotkał tu innych Polonusów, byli to głównie ludzie prości, potomkowie pierwszych emigrantów, rolników. Ksiądz mocno podkreślał, że tu w Paranie żyje już  ich ósme pokolenie. Polonia nie była tu tak zjednoczona jak w Rio de Janeiro. Były organizacje wierne dawnym polskim tradycjom oraz takie, które współpracowały z reżimowymi przedstawicielami konsulatu PRL. Obchodził one organizowane przez placówki konsularne święta komunistyczne np. 22. Lipca.  Ks. Benedykt nigdy nie bał się nowych wyzwań. Zawsze starał się jednoczyć ludzi, a nie ich dzielić.<br />
Obowiązków ks. Grzymkowskiemu przybyło, gdy w 1976 roku został rektorem Polskiej Misji Katolickiej w Brazylii. Funkcję tę pełnił przez 33 lata, aż do 2009 roku. Odpowiadał za polskich duszpasterzy w całej Brazylii, a pracowało ich tam około 400. Organizował spotkania polskich misjonarzy, jednoczył ich. Wspólnie, mozolnie dzień po dniu budowali mocną pozycję  polskich księży i sióstr zakonnych w kościele brazylijskim. Zdobywali jego uznanie i szacunek.<br />
Twarz ks. Benedykta stawała się jeszcze bardziej radosna i uśmiechnięta, gdy zaczynał wspominać pierwszą wizytę Jana Pawła II w Brazylii. Ówczesny Rektor Polskiej Misji Katolickiej w Brazylii  był jednym z głównych organizatorów pobytu papieża w Kurytybie. Początkowo miasto nie znalazło się na trasie wizyty Ojca Świętego, ale zarówno papieżowi jaki i miejscowej Polonii bardzo zależało na spotkaniu w Kurytybie. Plan odwiedzin Brazylii, dzięki staraniom ks. Grzymkowskiego, uległ korekcie. Jan Paweł II przyjechał do stolicy Parany i spędził tu dwa dni. Pierwszy dzień przeznaczony był dla Polonii. Początkowo Episkopat Brazylii planował spotkanie Jana Pawła II z rodakami w polskim kościele p.w. świętego Stanisława, mogłoby na nie przyjść zaledwie 2 tysiące osób. Niestrudzony Ksiądz Benedykt dokonał kolejnej korekty w planach pielgrzymki. Ojciec Święty spotkał się z rodakami na stadionie, wszystkie miejsca były wypełnione. Papieska msza zgromadziła 70 tysięcy wiernych.   W drugim dniu pobytu w Kurytybie papież spotkał się z przedstawicielami innych mniejszości narodowych, było ich aż 16. Wśród nich największe wrażenie na Ojcu Świętym zrobili Ukraińcy. Papież zapamiętał ich stroje, tańce i bliską jego sercu muzykę.<br />
Według ks. Grzymkowskiego wizyta Jana Pawła II  spowodowała przełom i odrodzenie Polonii. Znów nasi rodacy zaczęli być dumni ze swojego pochodzenia. Ponownie zainteresowali się swoimi przodkami, językiem polskim, historią, kulturą.<br />
Lata 80. to przełom w najnowszych dziejach Polonii w Brazylii. Najpierw w 1980 roku  wizyta Jana Pawła II, później w 1984 roku przyjechał do Parany Prymas Polski Kardynał Józef Glemp, który ujął czekających na niego Polaków swoją bezpośredniością, aż w końcu, w 1989 roku nastąpiła długo oczekiwana zmiana systemu politycznego w Polsce. Od tego czasu zmieniła się sytuacja Polonii. Poza księżmi, w nurt  autentycznej współpracy  włączyli się  nowi dyplomaci wśród nich Konsul Marek Makowski.  Zyskali oni zaufanie Polonusów, ich kontakty stały się częstsze.   Ks. Grzymkowski podobnie jak Polonia zadowolony był z takiej zmiany, wielkie nadzieje pokładał w powrocie starego – nowego konsula, który budzi tu nadzieje na lepszą współpracę.<br />
Zdaniem polskiego misjonarza trzeba wysiłku, aby Polacy byli jednością, aby nic, ani nikt ich nie dzielił, by nie tworzyć  podziałów na Polonusów, z którymi można współpracować i na tych którzy „pobłądzili” i należy ich unikać. Było to tym bardziej przykre, że sygnały takie nadchodziły głównie z kraju. Ksiądz chciał, aby Polonia była niezależna, aby mogła dokonywać sama wyborów, nawet gdy nie zawsze będą rozsądne. Nigdy nie godził się na podział na lepszych i gorszych Polaków. To go zawsze bolało. Żałował, że polscy politycy tak rzadko pamiętają o Polakach rozrzuconych po świecie, że odwiedzają ich okazjonalnie. Jedynym prezydentem RP, który odwiedził Kurytybę był Lech Wałęsa, w 1975 roku.  Urzędnicy niższego szczebla przyjeżdżali i obiecywali „góry złota”, a po powrocie do kraju zapominali o brazylijskiej Polonii.<br />
W trakcie naszej rozmowy narzekania w ustach ks. Benedykta to był wyjątek, zresztą trochę sprowokowany przeze mnie. Ksiądz był człowiekiem wiekowym, schorowanym, trochę zmęczonym, ale  wyjątkowo pogodnym, dobrodusznym, zawsze chętnym do niesienia pomocy potrzebującym, uczynnym, oddanym ludziom i bardzo poważnie traktującymi swoje obowiązki. Usiłowałem księdza zapytać o jego osobiste osiągnięcia, sukcesy. Ale ten skromny człowiek stwierdził, że starał się cały czas dobrze służyć Bogu i bliźnim. Jeżeli oni byli z tej posługi zadowoleni, to życie miało sens. Niechętnie wspominał o przyznanym mu 7 maja 1996 roku krzyżu komandorskim Orderu Polonia Restituta, który wręczono mu w Ambasadzie RP w Brasilii. O swoich publikacjach i pomocy w wydawaniu polonijnej prasy i czasopism, jak chociażby „Polonicusa” mówił równie niewiele. Stwierdził, że to wszystko jest zasługa obecnego rektora Polskiej Misji Katolickiej ks. Zdzisława Malczewskiego. To on jest tytanem pracy, który potrafi tak dużo zdziałać pomimo braku wsparcia finansowego z kraju. Wypowiadając te słowa ks. Benedykt prosił, abyśmy wyłączyli mikrofony i nie nagrywali tego fragmentu wywiadu.<br />
Obaj księża udzielali się w Polskiej Misji Katolickiej, ks. Benedykt był kanclerzem, a ks. Zdzisław rektorem. Obaj sprawowali posługę duszpasterską w parafii p.w. świętego Jana Chrzciciela w Kurytybie. Byli różni, dwie inne osobowości, które się uzupełniały, ale cel mieli jeden i wspólnie do niego dążyli.<br />
Jestem szczęśliwy, że po wielu latach oczekiwań dane mi było poznać obu księży, że dzięki spotkaniu z nimi mogłem lepiej zrozumieć i poznać wiele problemów związanych z Polakami w Paranie. Mogłem przekonać się jakim poważaniem cieszą się u wiernych w swojej parafii, jak cenieni są przez Polonię. Z naszego spotkania w Kurytybie utkwiły mi w pamięci zwłaszcza dwa obrazy. Pierwszy, jak obaj księża stali w wejściu do kościoła witając wszystkich przychodzących na mszę. Każdemu ściskali prawicę i starali się zamienić choć kilka słów. Druga scena, to wywiad udzielany nam przez księdza Grzymkowskiego. Ten starszy, drobny, niski i przygarbiony mężczyzna, o arystokratycznej twarzy i uśmiechniętych, radosnych oczach siedział w pobliżu obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Obraz ten był dla niego wielkim skarbem i pamiątką podarowaną przez Jana Pawła II Polonii z Brazylii. Wisiał na plebani w widocznym miejscu, ale wcześniej peregrynował do wszystkich polskich parafii, do miast i wiosek w Paranie, w których mieszkali Polacy, a do których nie udało się dotrzeć Ojcu Świętemu.</p>
<p>Opracował: Jarosław Fischbach</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polskimszlakiem.pl/osierocona-polonia-brazylijska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Drugie narodziny RAULA NAŁĄCZA-MAŁACHOWSKIEGO</title>
		<link>http://polskimszlakiem.pl/drugie-narodziny-raula-nalacza-malachowskiego/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=drugie-narodziny-raula-nalacza-malachowskiego</link>
		<comments>http://polskimszlakiem.pl/drugie-narodziny-raula-nalacza-malachowskiego/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 12 Sep 2012 18:40:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Z wizytą u Polaków]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polskimszlakiem.pl/?p=278</guid>
		<description><![CDATA[Po zakończeniu II wojny światowej los rzuca Raula Nałęcza-Małachowskiego, podobnie jak wielu innych rodaków, do Belgii. Tu zajmuje się działalnością charytatywną, niesie pomoc prześladowanym w swoich krajach: Polakom, Węgrom, Czechom. Zagrożonym represjami, procesami i zesłaniami pomaga zbiec na Zachód. W ten sposób ściąga z Węgier kilku kolegów i znajomych, ludzi sztuki: baletmistrza, choreografa. Pomaga im [...]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Po zakończeniu II wojny światowej los rzuca Raula Nałęcza-Małachowskiego, podobnie jak wielu innych rodaków, do Belgii. Tu zajmuje się działalnością charytatywną, niesie pomoc prześladowanym w swoich krajach: Polakom, Węgrom, Czechom. Zagrożonym represjami, procesami i zesłaniami pomaga zbiec na Zachód. W ten sposób ściąga z Węgier kilku kolegów i znajomych,  ludzi sztuki: baletmistrza, choreografa. Pomaga im odnaleźć się zawodowo, zaczynają wspólnie pracować. Nawiązują  kontakt  z Królewską Operą Flamandzką. Raul realizuje się tu jako scenograf, kostiumolog. W wolnych chwilach maluje dla Wojska Polskiego rezydującego na Zachodzi obrazy m. in. portret papieża Piusa XII. Organizuje wystawy własnych obrazów i rysunków. <a href="/wp-content/uploads/2013/06/IMG_7223.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-563" alt="przyjęcie w amcasadzie RP w Santiago de Chile" src="/wp-content/uploads/2013/06/IMG_7223-300x216.jpg" width="300" height="216" /></a>Mimo tych drobnych sukcesów zawodowych, nie znajduje swojego miejsca w powojennej Europie. Obawia się o losy tego kontynentu, nie wierzy w jego stabilizację. Boi się podzielonej, dwubiegunowej Europy. Dochodzące ze wszystkich stron informacje o możliwości wybuchu nowego konfliktu zbrojnego działają na jego wyobraźnię. Podobnie jak wielu Europejczyków obawia się wybuchu III wojny światowej. Ten zły nastrój nieustannie mu towarzyszy. Toteż gdy spotyka się z ambasadorem Chile w Belgii, a ten zachęca go do wyjazdu do tego odległego, spokojnego kraju oferującego możliwość pracy, w głowie Raula zaczyna kiełkować nowa myśl. Wyjazd do oddalonego od wszelkich globalnych konfliktów kraju, oczekującego na twórców kultury, staje się  dla niego atrakcyjny. Ambasador uderza jeszcze w jeden czuły  punkt. Opowiada o Ignacym Domeyce, który w Chile przed 100 laty osiągnął wielki sukces zawodowy, stał się człowiekiem znanym i poważanym.  Raul, mimo zupełnie innej profesji, marzy by podążyć jego śladem. Ta myśl już nigdy nie opuści Nałęcza-Małachowskiego.<br />
Po kryjomu, jako przedstawiciel Królewskiej Opery Flamandzkiej, pisze list do Teatro Minicipal w Santiago de Chile, z propozycją tourne po tym kraju. Jak się okazuje jest to kolejny „strzał w dziesiątkę”. Nieoczekiwanie z Chile nadchodzi zaproszenie dla Opery. Raul wraz z całym zespołem wsiada na statek i wyrusza w długą drogę na drugą półkulę. Rejs trwa około miesiąca. Podczas jednego z postojów, w porcie w Limie, udaje się mu spotkać ze swoim krewnym, słynnym architektem Ryszardem Jaxą-Małachowskim.<br />
5. maja 1950 roku dociera do największego chilijskiego portu Valparaiso. Raul stawia pierwsze kroki na ziemi chilijskiej, która od tej chwili stanie się jego drugą ojczyzną. Po zakończeniu tourne nie wraca do Europy, pozostaje w Chile. Pierwsze miesiące pobytu w Nowym Świecie nie są dla niego łatwe. Musi się przyzwyczaić do zupełnie odmiennych warunków życia, do nowego języka, kultury, klimatu, ludzi, jedzenia…. Liczy, że wsparcie znajdzie wśród nielicznej tutejszej Polonii. Ta okazuje się wyjątkowo nieciekawa, skłócona, podzielona. Nowy emigrant nie chce wikłać się w intrygi i rozgrywki polityczne. Stawia na szybką integrację z Chilijczykami. Rozpoczyna swoją działalność zawodową związaną z tym co najbliższe jego sercu, zajmuje się szeroko rozumianą sztuką. Dostaje propozycję z YWCA, czyli Związku  Kobiet i Dziewcząt Chrześcijańskich , organizacji wystawy obrazów. Temat wystawy wyjątkowo specyficzny, mają to być obrazy przedstawiające sceny z obozów koncentracyjnych. Trzeba pamiętać, że po 1945 roku wielu hitlerowców szukających schronienia przed międzynarodowym wymiarem sprawiedliwości znalazło schronienie w Chile. Wystawa jest źle przyjęta przez Niemców, usiłują oni niszczyć dzieła namalowane przez Raula Nałęcza- Małachowskiego. Sprawą interesuje się prasa. Robi się z tego duży skandal, a popularność Raula w środowisku artystycznym Chile rośnie.<br />
Aby utrzymać się Raul musi wykonywać zajęcia przynoszące większe dochody niż malowanie obrazów. Oryginalnych pomysłów nigdy mu nie brakuje. Maluje dekoracje w restauracjach i hotelach. Doskonale wyczuwa lukę  na rynku i rozpoczyna  wytwarzanie ręcznie malowanych spódnic. Wiodącymi motywami na nich są ptaki i kwiaty. Co bardziej eleganckie i ekstrawaganckie kobiety w Santiago de Chile zaczynają nosić malowane ręcznie przez naszego rodaka spódnice.  Jego spódnice stają się prawdziwym hitem.<br />
Kolejny krok tego niepokornego, pełnego pomysłów i fantazji człowieka, to założenie teatru – kabaretu literackiego „Gato Negro”. „Czarny Kot” nawiązuje do międzywojennych tradycji polskich kabaretów i jest w Chile nową, nieznaną wcześniej formą sztuki.<br />
<a href="/wp-content/uploads/2013/06/IMG_7228.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-564" alt="przyjęcie na cześc Raula Nałęcza-Małachowskiego w ambasadzie RP w Santiago de Chile" src="/wp-content/uploads/2013/06/IMG_7228-300x216.jpg" width="300" height="216" /></a>Raul, mimo licznego grona znajomych i przyjaciół, czuje się w Chile samotny, pozbawiony korzeni. Toteż raduje się, gdy w 1951 roku dołącza do niego ojciec. Generał, który podobnie jak syn nie mógł i nie chciał wrócić do Polski, do śmierci mieszkał w Chile. Wiódł spokojne życie, nie udzielał się politycznie, stronił od kontaktów z przedstawicielami ambasady PRL.  Czas poświęcał na spisywanie wspomnień i spotkania z łódzkimi znajomymi m. in. z Marianem Kwiatkowskim, późniejszym szefem Koła Polskiego imienia Jana Pawła II. Odrzucał wszelkie intratne propozycje składane mu przez przedstawicieli władz PRL, zrezygnował z  generalskiej pensji.  Zmarł w 1971 roku. Zgodnie z ostatnią wolą jego prochy  popłynęły statkiem do ojczyzny. Został pochowany na Powązkach, na Cmentarzu Wojskowym. Niestety do Polski na pogrzeb ojca nie mógł jechać Raul. Była zbyt wielka obawa, że władze PRL nie wypuściłyby go już z kraju. Po wojnie władze PRL , podobnie jak innych naszych rodaków, którzy nie powrócili do Polski, pozbawiły go polskiego obywatelstwa. Raul, jako człowiek żelaznych zasad uważa, że obywatelstwo można mieć tylko jedno. Nigdy nie przyjął innego obywatelstwa, ani belgijskiego, ani chilijskiego. W wielu momentach utrudnia mu to życie, ale ważniejsze od tego są wartości, które wyniósł z domu.  Tradycja pokoleń do czegoś zobowiązuje, tak  wychowano go w rodzinnym, bardzo patriotycznym domu.<br />
Przez długie lata Raul jest w Chile przedstawicielem polskiego rządu na emigracji.  W Chile staje się osobą coraz bardziej popularną i cenioną. Rozwija się zawodowo, podejmuje  coraz to nowe wyzwania. Pracuje jako: asystent reżysera, samodzielny reżyser, aktor, scenograf, choreograf, kostiumolog. Współpracuje z twórcami:  sztuk teatralnych, filmów, przedstawień telewizyjnych,  telenowel – tak bardzo popularnego w Ameryce Południowej gatunku. Grywa charakterystyczne role w filmach. Otwiera teatry dramatyczne w Santiago de Chile, w Valparaiso.<br />
<a href="/wp-content/uploads/2013/06/DSCF5568.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-560" alt="portret Chopina autorstwa Raula Nałecza-Małachowskiego" src="/wp-content/uploads/2013/06/DSCF5568-225x300.jpg" width="225" height="300" /></a>W 1970 roku, gdy rządy obejmuje socjalista – Salwador Allende, opuszcza stołeczne Santiago i przenosi  się do portowego Vina del Mar. Gdy o tym opowiada śmieje się, że chciał mieć bliżej do portu morskiego, aby w razie zagrożenia mógł szybciej i łatwiej uciec z komunistycznego kraju. Równie ironicznie opowiada o czasach gdy do władzy doszedł Augusto Pinochet. Wtedy dla Raula – twórcy sztuki, skończyły się dobre czasy. Dyktator wprowadził godzinę policyjną, która uniemożliwiła normalne funkcjonowanie teatrów i kabaretów.<br />
Lepsze czasy dla Raula i całej Polonii chilijskiej nastają po 1989 roku. W Santiago de Chile ponownie zaczyna pracować ambasada Polski. Taka z którą już można było utrzymywać  kontakty. Zaczęły się również kontakty z tak bardzo dawno niewidzianym krajem. W 1990 roku Raul jedzie do Paryża, gdzie w polskiej ambasadzie otrzymuje paszport. Po tylu latach, ten wielki patriota odzyskuje  polskie obywatelstwo. To dla niego bardzo ważny i długo oczekiwany moment w życiu, to są jego ponowne, drugie narodziny. Korzysta z nowej sytuacji i po prawie 50 latach nieobecności wraca do ukochanej Polski, do ukochanej Łodzi.<br />
Od prezydenta  Lecha Wałęsy otrzymuje ważne odznaczenie &#8211; Komandorię Polonia Restituta. Ma już wiele, wcześniej przyznanych mu przez rząd londyński odznaczeń i medali.<br />
Polska go zadziwia i szokuje. Cieszy się, że tu jest, tak bardzo długo czekał na tę chwilę. Jest tu wiele pięknych rzeczy, wspaniałych ludzi, żyją jeszcze nieliczni przyjaciele i znajomi, na spotkanie z którymi czekał tyle lat. Dostrzega też jednak brzydotę i obskurantyzm kraju w którym przez 45 lat władze sprawowali komuniści. Próbuje odnaleźć ducha  przedwojennej  Polski. Wśród tych sprzeczności dominuje jednak wielka radość z powrotu do korzeni, zrealizowanie marzenia odwiedzenia Polski. Serce znów mocnej mu bije, w głowie rodzą się myśli, a może jednak tu wrócić.<br />
W kolejnych latach zapraszany jest na różne spotkania i uroczystości. Pojawia się bardzo chętnie w Łodzi. Przyjeżdża tu na zaproszenie ówczesnego prezydenta Łodzi – Grzegorza Palki na I Światowe Spotkanie Łodzian. Były prezydent miasta gdy słyszy o jego chęci powrotu do Łodzi oferuje mu mieszkanie.<br />
Raul mimo swoich lat jest pełen werwy, twórczego zapału, młodzieńczej energii. Myśli co może zrobić dla swojego miasta, bo tak zawsze wyraża się o Łodzi. Planuje wystawy swoich obrazów, wspomina o malowaniu pejzaży współczesnej Łodzi, mówi o współpracy z łódzką filmówką i łódzkimi teatrami.<br />
Umawia się na spotkanie z marszałkiem seniorem  Sejmu RP – Aleksandrem Małachowskim, w końcu obaj noszą to samo nazwisko. Spotyka swoją przedszkolną koleżankę z Łodzi – Basię Sieradzką, córkę pierwszego dowódcy garnizonu w Łodzi z 1918 roku. Oboje od czasu ostatniego spotkania mocno się zmienili. Basia miała wtedy 8 lat, a we włosach dużą kolorową kokardę.  Barbara Sieradzka, podobnie jak jej przedszkolny kolega od ponad półwiecza mieszka w Ameryce Południowej, lecz w Brazylii w Sao Paulo. Ona także zaczyna często odwiedzać Polskę.<br />
Raul do Polski i do Łodzi powraca jeszcze kilka razy. Nie może podjąć ostatecznej decyzji, gdzie dalej żyć. Gdy jest w Polsce bardzo tęskni za Chile, gdy udaje się za ocean chciałby zaraz wracać do starej ojczyzny. Oto dylematy polskiego emigranta, wielkiego patrioty, a jednocześnie człowieka, który na każdym kroku podkreśla, jak szczęśliwe i dobre życie zaoferowało mu Chile.<br />
<a href="/wp-content/uploads/2013/06/DSCF55621.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-557" alt="Raul Nałęcz-Małachowski i jego obrazy" src="/wp-content/uploads/2013/06/DSCF55621-216x300.jpg" width="216" height="300" /></a>Opis historii Raula jest wynikiem kilku spotkań z bohaterem, ostanie z nich miało miejsce w 2012 roku w Santiago de Chile. Rozmawialiśmy długo w ogrodzie i w salonie ambasady RP. Sceneria do rozmów była miła, bo ściany polskiej placówki  zdobią obrazy namalowane przez Raula Nałęcza- Małachowskiego. Przedstawia na nich królów Polski i najbardziej znane postaci rodaków: Mickiewicz, Kopernika, marszałka Piłsudskiego Mnie szczególnie przypadł do gustu portret Fryderyka Chopina. Spotkanie z Raulem to dla mnie wielkie wyróżnienie, radość, że mogę jeszcze raz z nim rozmawiać, poznać szczegóły jego bogatej, barwnej historii, uczyć się patriotyzmu. Nałęcz-Małachowski pomimo 96 lat i pewnej niesprawności fizycznej nadal jest człowiekiem bardzo aktywnym, pełnym pomysłów, wigoru, chęci życia.  Twarz jego jest pogodna, uśmiechnięta, stosunek do ludzi zawsze przyjazny.  Imponuje mi jego stosunek do młodych Polaków w Chile, odmienny od opinii znacznej części starej polskiej emigracji. Uważa, że są to już zupełnie inni ludzie niż wcześniejsze pokolenia emigrantów. Są oni dobrze wykształceni, znający języki, mający dużą wiedzę ogólną, obyci w świecie, bez kompleksów. Potrafią się poruszać po świecie, znaleźć w nim swoje miejsce.<br />
Raul cały czas pracuje, maluje nowe obrazy. Planuje, że zyski z ich sprzedaży przeznaczy na zakup kolejnego biletu lotniczego do Polski. Znów będzie mógł odwiedzić swoją ukochaną Łódź. Ponownie rzuci okiem na Pałac Bidermana, w którym spędził swoje młodzieńcze lata,  pospaceruje pięknymi alejami Kościuszki, pójdzie do Parku Poniatowskiego powspominać pierwsze randki.<a href="/wp-content/uploads/2013/06/IMG_7259.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-551" alt="uczestnicy wyprawy Nuevo Mundo z Raulem Nałęczem-Małachowskim w ambasadzie RP w Santiago de Chile" src="/wp-content/uploads/2013/06/IMG_7259-300x216.jpg" width="300" height="216" /></a><br />
Ale, gdy pomimo problemów ze wzrokiem, na jedno oko zupełnie już nie widzi, a w drugim ma bardzo ograniczone pole widzenia, namaluje kolejne obrazy i sprzeda je,  zarobione pieniądze przeznaczy na zakup nowych garniturów i modnych okularów. Raul zawsze musi być elegancki i zadbany, a bilet lotniczy… No cóż znów musi malować kolejne obrazy i dalej marzyć o Łodzi.</p>
<p>Tekst i zdjęcia: Jarosław Fischbach</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polskimszlakiem.pl/drugie-narodziny-raula-nalacza-malachowskiego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak Zabłocki na miedzi</title>
		<link>http://polskimszlakiem.pl/jak-zablocki-na-miedzi/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=jak-zablocki-na-miedzi</link>
		<comments>http://polskimszlakiem.pl/jak-zablocki-na-miedzi/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Apr 2012 18:40:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Tematy]]></category>
		<category><![CDATA[Z wizytą u Polaków]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polskimszlakiem.pl/?p=276</guid>
		<description><![CDATA[Chile, odległy kraj, do którego zawędrowało niewielu Polaków. Polonia w Chile nigdy nie była liczna. Jednym z pierwszych rodaków w tym odległym kraju był Ignacy Domeyko. Przypłynął do niego w 1838 roku i rozpoczął pracę w Coquimbo na stanowisku profesora chemii i mineralogii. Założył tu pierwszą w Chile Szkołę Górniczą. Dziesięć lat później za swoje [...]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Chile, o<a href="/wp-content/uploads/2013/06/DSCF6019-Kopia.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-498" alt="DSCF6019 - Kopia" src="/wp-content/uploads/2013/06/DSCF6019-Kopia-216x300.jpg" width="216" height="300" /></a>dległy kraj, do którego zawędrowało niewielu Polaków.  Polonia w Chile nigdy nie była liczna. Jednym z pierwszych rodaków w tym odległym kraju był Ignacy Domeyko.  Przypłynął do niego w 1838 roku i rozpoczął pracę w Coquimbo na stanowisku profesora chemii i mineralogii. Założył tu pierwszą w Chile Szkołę Górniczą. Dziesięć lat później za swoje zasługi otrzymał obywatelstwo chilijskie. Doceniając zdolności organizacyjne i naukowe Domeyki zaproponowano mu stworzenie nowej uczelni i stanowisko profesora. Tworzony przez niego uniwersytet w Santiago był nowoczesną na ówczesne czasy uczelnią, wzorowaną na Uniwersytecie Wileńskim. W placówce tej przez 16 lat pełnił funkcję rektora.<br />
Swoimi pracami z zakresu mineralogii i geologii zyskał światową sławę i wielką wdzięczność Chilijczyków. Domeyko odkrył w Chile bogate złoża węgla kamiennego, pokłady złota, a także nowy minerał arsenek miedzi, nazwany później na jego cześć domejkitem. Zasłużył sobie na miano „ojca górnictwa” chilijskiego. Pamięć o nim przetrwała po dzień dzisiejszy. Jego nazwisko jest upamiętnione w wielu nazwach geograficznych w Chile: jedno z pasm górskich nazwano Cordillera Domeyco, wioskę położoną nad jeziorem Llanquihne – Pueblo Domeyko, szczyt o wysokości ponad 5.000 m n.p.m. &#8211; Cerro Domeyco.  Jest też miasto o nazwie Puerto Domeyco, w pobliżu którego działa słynne obserwatorium astronomiczne Las Campanas. Z wielkimi sukcesami pracuje w nim światowej sławy polski astronom -Wojciech Krzemiński.<br />
Skamieniałości również noszą imię naszego rodaka: nautilus Domeykus i Ammonites Domeykanus, a jedną z roślin nazwano Viola Domykana. Również jedną z niedawno odkrytych planetoid nazwano jego imieniem. W związku z przypadającą w 2002 roku 200 rocznicą urodzin naszego rodaka, UNESCO ogłosiła ten rok rokiem Domeyki.<br />
Dziś, jako o drugim Domeyce w Chile mówi się o Andrzeju Zabłockim. Co łączy te dwie postaci ? Bez wątpienia kwestie zawodowe, a także bardzo silne przywiązanie do Polski i Chile.<br />
Andrzej Zabłocki z wykształcenia jest górnikiem. W 1967 roku ukończył studia na Politechnice Wrocławskiej, na Wydziale Górnictwa i uzyskał tytuł  inżyniera. Już w czasie studiów udało mu się uzyskać  kilkumiesięczne stypendium w Finlandii. Kraj ten na tyle go zafrapował, że po ukończeniu dyplomu wyjechał do niego powtórnie. Rozpoczął tam pracę jako górnik dołowy. Okres  ten nie należał do najłatwiejszych w  jego życiu, ciężka fizyczna praca pod ziemią, brak znajomości języka. Dzień zwłaszcza  w zimie w Finlandii był wyjątkowo krótki.  Rano, gdy szedł do pracy trwała jeszcze noc, ciemno w korytarzach kopani, ciemno po wyjściu z pracy.   Z biegiem lat życie zaczęło układać się lepiej. Założył rodzinę, ożenił się z Finką Ritvą Rihijarvi, pojawiło się pierwsze dziecko Natalia. Poznał trudny język fiński  i  w końcu zmienił pracę. Znalazł ją w znanej szwedzkiej firmie „Atlas-Copco”, zajmującej się produkcją maszyn górniczych.  Aktywnie działał w Fińskim Zjednoczeniu Polaków.<br />
Po kilku latach pracy w Atlas-Copco firma w 1982 roku zaproponowała mu trzyletni kontrakt w Chile. Nad tą zaskakującą i pociągającą propozy<a href="/wp-content/uploads/2013/06/Lamparas.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-508" alt="Lamparas" src="/wp-content/uploads/2013/06/Lamparas-199x300.jpg" width="199" height="331" /></a>cją państwo Zabłoccy długo się nie zastanawiali. Zawsze ciągnęło ich w świat. Szybko podjęli  decyzję o wyjeździe na drugą półkulę. Chile od pierwszych dni urzekło całą rodzinę, szybko opanowali nowy język i podjęli wyzwania zawodowe. Było tu ciepło, słonecznie, dni były długie i pogodne. Górnictwo w tym okresie rozwijało się wyjątkowo intensywnie, były to lata rządów Augusto Pinocheta, a gospodarka tego kraju była najszybciej rozwijającą się na kontynencie. Trzy lata kontraktu minęły bardzo szybko, nie wrócili jednak do Europy. Przedłużyli swój pobyt na końcu świata, aż w końcu podjęli  decyzję, że pozostaną tu na stałe.  Nigdy tego nie żałowali. Życie w Chile im odpowiada, mogą się tu realizować zawodowo, mają dużo przyjaciół, zasady życia są proste i jasno określone, do tego dobry klimat, świetne jedzenie. Nawet do życia pod wulkanem i w strefie o bardzo dużej aktywności sejsmicznej można się przyzwyczaić.<br />
<a href="/wp-content/uploads/2013/06/DSCF6009-Kopia.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-499" alt="DSCF6009 - Kopia" src="/wp-content/uploads/2013/06/DSCF6009-Kopia-300x216.jpg" width="300" height="216" /></a>Andrzej Zabłocki od początku swojej pracy zawodowej zyskał duże uznanie, jest cenionym specjalistą w zakresie górnictwa. A warto podkreślić, iż ta dziedzina życia jest podstawą gospodarki kraju. Wszak Chile to światowy potentat w wydobyciu i przetwórstwie miedzi. Szacuje się, że niespełna 30% zasobów miedzi znajduje się w tym andyjskim kraju. To tu znajduje się  8 z 20 największych kopalń tego surowca. Niedawno nasz rodak  otrzymał jedną z najważniejszych nagród przyznaną przez Stowarzyszenie Inżynierów Górnictwa, a w2008 roku przypadł mu w udziale zaszczytny tytuł „Górnika Roku” przyznawany co dwa lata przez Ministerstwo Górnictwa. Całą swoją karierę zawodową związał z firmą „Atlas-Copco” i zajmuje się sprowadzaniem  maszyn górniczych, głównie do głębinowego wydobycia rud miedzi i złota.  Cieszy się uznaniem w świecie, często bywa zapraszany na międzynarodowe konferencje i sympozja. Cały czas utrzymuje kontakt z Polską. W lipcu ubiegłego roku był jednym z referentów międzynarodowego kongresu górników miedzi  we Wrocławiu. Do miasta tego wraca bardzo chętnie, stara się przyjeżdżać często. Tu nadal mieszka jego matka, tu ma liczne grono przyjaciół jeszcze z czasów studenckich. Wrocław nie jest jego miastem rodzinnym. Przybył do niego w 1946 roku  wraz z rodzicami, jako mały chłopiec. Urodził się w Wilnie  w trakcie II wojny światowej. Jednak kilka lat później, po zakończeniu wojny został przesiedlony do Wrocławia.<br />
Równie aktywny jest na polu działalności polonijnej, od lat pełni funkcję prezesa Zjednoczenia Polskiego w Chile, aktywnie organizując życie tutejszej Polonii. Jest też vice prezesem Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polonijnych w Ameryce Łacińskiej.<br />
<a href="/wp-content/uploads/2013/06/DSCF5949-Kopia.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-507" alt="DSCF5949 - Kopia" src="/wp-content/uploads/2013/06/DSCF5949-Kopia-216x300.jpg" width="216" height="300" /></a>Andrzeja Zabłockiego poznałem już prawie 20 lat temu, w 1994 roku podczas mojej pierwszej wizyty w Chile. Spotkaliśmy się wtedy na uroczystym, comiesięcznym , spotkaniu Polonii chilijskiej. Było to spotkanie organizowane przez ówczesnego prezesa Koła Polskiego im. Jana Pawła II Mariana Kwiatkowskiego, poświęcone było rocznicom : 11.Listopada oraz Powstania Listopadowego. Działające od 1982 roku Koło skupiało zdecydowaną większość chilijskiej Polonii. Zaś Andrzej Zabłocki był chyba jedynym reprezentantem drugiej polonijnej organizacji Zjednoczenia Polskiego im. Ignacego Domeyki. Organizacji, która na początku lat. 90 została reaktywowana przy pomocy ówczesnego ambasadora RP w Chile Zdzisława Ryna. Andrzej Zabłocki był jednym z jego współzałożycieli. Obie organizacje połączyły się ponad 10 lat temu, przyjmując dawną, historyczną nazwę Zjednoczenie Polskie im. Ignacego Domeyki.<br />
Gdyby Ignacy Domeyko i Andrzej Zabłocki  żyli w tym samym czasie zapewne byli by przyjaciółmi, i bliskimi współpracownikami. Ale dzieli ich prawie dwieście lat. Andrzej Zabłocki pamięta o swoim wielkim Rodaku, pielęgnuje pamięć o nim. Jedną  z pierwszych wspólnie spędzonych chwil w Santiago de Chile przeznaczyliśmy na wizytę w dawnym domu rodziny Domeyków. Znajduje się on w starej części stolicy, w dzielnicy Yungay. Murowany parterowy budynek jest niezamieszkały. Na jego froncie znajdują się cztery  tablice pamiątkowe, wszystkie poświęcone naszemu wielkiemu Rodakowi.  Ostatnia z nich, bodajże z 1995 roku ufundowana przez Zjednoczenie Polskie z okazji wizyty prezydenta Lecha Wałęsy w Chile.  Jet też mocno bulwersująca mnie tablica z 1970, na której nazwisko Domeyko jest  napisane niewiele większą czcionką niż nazwisko Ignacego Logi Sowińskiego, fundatora tablicy pamiątkowej, ówczesnego dygnitarza partyjnego i państwowego.<br />
Miejscowa Polonia od lat czyni starania, aby w tym miejscu powstało muzeum poświęcone „Ojcu chilijskiego górnictwa”. Niestety od lat prace związane z tym tematem nie posuwają się do przodu. Na przeszkodzie stoją stosunki własnościowe, nie wszyscy spadkobiercy są zainteresowani przekazaniem obiektu na cele muzealne. Nie pozostaje nic innego, jak wierzyć w dalsze skuteczne działania podejmowane przez „drugiego Domeykę” wspieranego przez miejscową Polonię. Niedawno zorganizował  spotkanie z rodziną Domeyków, w którym uczestniczyli przedstawiciele Stowarzyszenia Inżynierów Górników, które również aktywnie wspiera pomysł utworzenia muzeum.  Być może tematem tym zainteresują się również przedstawiciele polskiego KGHM, którzy w ostatnim czasie mocno inwestują na chilijskim rynku górniczym.<br />
<a href="/wp-content/uploads/2013/06/DSCF5904-Kopia.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-501" alt="DSCF5904 - Kopia" src="/wp-content/uploads/2013/06/DSCF5904-Kopia-216x300.jpg" width="216" height="300" /></a>Wspólnie jedziemy do wytwornego angielskiego klubu – Club Prince of Walia, w którym Andrzej co tydzień intensywnie trenuje, dbając o sportową sylwetkę. Na wielkim, zadrzewionym, wspaniale utrzymanym  terenie znajdują się:  pola golfowe, baseny, boiska do krykieta, polo, piłki nożnej, siatkowej, korty tenisowe…. Ulubiony sport  Andrzeja Zabłockiego to tenis ziemny. Na korcie spotyka dużo przyjaciół, grą zaraził swego syna Patryka. Często grają w debla w jednej parze. W miarę możliwości przyjeżdżają do Polski, do Sopotu na Tenisowy Turniej Polonii. Najczęściej są oni jedynymi reprezentantami z całej Ameryki Południowej.<br />
<a href="/wp-content/uploads/2013/06/DSCF6116-Kopia.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-504" alt="DSCF6116 - Kopia" src="/wp-content/uploads/2013/06/DSCF6116-Kopia-300x216.jpg" width="300" height="216" /></a>Patryk, syn Andrzeja, zaprasza nas do swojej niedawno uruchomionej restauracji  ZABO, jej nazwa nawiązuje do nazwiska właściciela. Znajduje się w dobrze położonej, centralnej dzielnicy miasta, specjalizuje się w tym co najbardziej popularne i poszukiwane przez mieszkańców stolicy, czyli w kuchni japońskiej. Zjadamy pyszne sushi. Wystrój w restauracji nawiązujący do godła Japonii, na suficie duże białe abażury z czerwonymi kołami pośrodku. Jest też element związany z Polską, na ścianie wisi duży haftowany polski orzeł. W języku polskim pytam Patryka, dlaczego w restauracji są polskie elementy, a nie ma nic z Finlandii. Śmieje się i mówi, że to nie prawda, jest wódka Finlandia, a polski wystrój? Odpowiedź jest prosta, bo Ojciec jest wielkim polskim patriotą ! W domu państwa Zabłockich też nie brakuje polskich elementów. Najwięcej jest ich w gabinecie Andrzeja. Wchodzi się dosłownie na wielkie zdjęcie Jana Pawła II, tuż obok portret Marszałka Józefa Piłsudskiego namalowany przez dawnego przyjaciela <a href="/wp-content/uploads/2013/06/DSCF5896-Kopia.jpg"><img class="size-medium wp-image-500 alignleft" alt="DSCF5896 - Kopia" src="/wp-content/uploads/2013/06/DSCF5896-Kopia-216x300.jpg" width="213" height="296" /></a>rodziny Raula Nałęcza-Małachowskiego ( inne jego obrazy zdobią wnętrza ambasady RP w Santiago de Chile ), gdzieś schowany leży jeszcze portret Lecha Wałęsy. Ale największe zaskoczenia dla mnie to obraz wiszący w salonie. Przecieram oczy, długo patrzę, ale nie mylę się. Jest obraz z mojego miasta, z Łodzi, a na nim kościół Wniebowzięcia  NPM pod wezwaniem na Placu Kościelnym.  To dzieło innego przyjaciela rodziny Kazimierza Kędzi.<br />
<a href="/wp-content/uploads/2013/06/IMG_7672-Kopia1.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-506" alt="IMG_7672 - Kopia" src="/wp-content/uploads/2013/06/IMG_7672-Kopia1-300x216.jpg" width="300" height="216" /></a>Dziś znaczenie inżyniera Andrzeja Zabłockiego dla polskiej gospodarki może być bardzo istotne, gdyż KGHM niedawno nabyło w Chile, od kanadyjskiej firmy Quadra,  jedne z największych i najbogatszych złóż miedzi na świecie.  Pozyskanie złóż Sierra Gorda oraz Franke było największą zagraniczną inwestycją w dziejach polskiej gospodarki. W kopalniach nabytych przez polski Koncern eksploatuje się także rudy molibdenu i srebra. A mając na miejscu takiego specjalistę ……</p>
<p>Tekst i zdjęcia: Jarosław Fischbach</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polskimszlakiem.pl/jak-zablocki-na-miedzi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Brazylijska lekcja historii Polski</title>
		<link>http://polskimszlakiem.pl/brazylijska-lekcja-historii-polski-2/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=brazylijska-lekcja-historii-polski-2</link>
		<comments>http://polskimszlakiem.pl/brazylijska-lekcja-historii-polski-2/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 22 Oct 2007 18:27:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Tematy]]></category>
		<category><![CDATA[Z wizytą u Polaków]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polskimszlakiem.pl/?p=238</guid>
		<description><![CDATA[O umówionej godzinie przyjechała do nas do hotelu urocza starsza pani. Jak większość mieszkańców tego kraju radosna, szczęśliwa i zadowolona z życia. Uśmiech i zadowolenie królowały na jej twarzy, bo właśnie wróciła do miasta z kilkudniowego wypoczynku spędzonego we własnym apartamencie nad oceanem. Była bardzo zabiegana, miała mnóstwo zaległych spraw do załatwienia, ale choć chwilę [...]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p align="JUSTIFY">           O umówionej godzinie przyjechała do nas do hotelu urocza starsza pani. Jak większość mieszkańców tego kraju radosna, szczęśliwa i zadowolona z życia. Uśmiech i zadowolenie królowały na jej twarzy, bo właśnie wróciła do miasta z kilkudniowego wypoczynku spędzonego we własnym apartamencie nad oceanem. Była bardzo zabiegana, miała mnóstwo zaległych spraw do załatwienia, ale choć chwilę chciała poświęcić nowo poznanym rodakom, wszak o to prosili ją przyjaciele. Kiedy dowiedziała się, że jesteśmy łodzianami, rozpromieniała się jeszcze bardziej, otworzyła torebkę i wyjęła z niej bardzo stare, mocno pożółkłe zdjęcie swojego taty w mundurze wojskowym. Major Alfred Biłyk – ojciec pani Basi był mocno związany z naszym miastem, a nasza nowo poznana rodaczka chciała rozbudować naszą wiedzę o swoim ojcu. Jakie było jej zdziwienie, gdy usłyszała, że o Alfredzie Biłyku słyszymy po raz pierwszy. Nadarzyła się niesamowita okazja uzupełnienia i wiedzy historycznej i to z bezpośredniego źródła &#8211; od jego córki. Nasza rozmówczyni, szczęście dla nas uznała, że mniej istotne sprawy mogą poczekać. Najważniejsza jest pamięć o jej ojcu.<a href="/wp-content/uploads/2007/10/DSCF2321.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-856" alt="Higienopolis ekskluzywna dzielnia Sao Paulo" src="/wp-content/uploads/2007/10/DSCF2321-300x224.jpg" width="300" height="224" /></a></p>
<p align="JUSTIFY">  Ale zacznijmy sagę rodzinną Biłyków od początku, tak jak przedstawiła nam ją pani Basia. W swoich opowieściach cofnęła się do czasów bardzo odległych. Oboje rodzice pochodzili z kresów wschodnich. Jeszcze w okresie zaborów ojciec jako bardzo młody człowiek wspólnie z kolegami z gimnazjum podejmowali próby walki o niepodległą Polskę. Alfred Biłyk wraz ze swoim kolegą z ławy szkolnej Edwardem Rydzem-Śmigłym utworzyli w Brzeżanach Związek Walki Czynnej, a po wybuchu I Wojny Światowej obaj wstąpili do I Pułku Piechoty Legionów Polskich. Walczyli u boku Józefa Piłsudskiego, z którym obaj byli zaprzyjaźnieni. Pani Basia wspomina wizytę rodziny Biłyków w Belwederze, podczas której bawiła się z córkami Józefa Piłsudskiego: Jagódką i Wandeczką. W ostatnim okresie działań wojennych losy żołnierskie zawiodły Alfreda Biłyka do Łodzi. Był jednym z oswobodzicieli miasta. W listopadzie 1918 roku, rozbrajał na ulicach Łodzi niemieckich żołnierzy. Gdy 12 grudnia 1918 roku utworzono pierwsze w wolnej i niepodległej Polsce Dowództwo Miasta Łodzi, stanął na jego czele. Alfred Biłyk przez prawie 4 lata, do 1922 roku, do czasu podania się do dymisji i przejścia do cywila pełnił funkcję dowódcy Garnizonu Łódź. Przez kilkanaście następnych lat rodzina Biłyków nadal związana była z Łodzią. Pan Alfred z wykształcenia prawnik przez 12 lat prowadził własną kancelarię adwokacką, mieściła się ona w centrum miasta przy ówczesnej ul. Ewangelickiej, dzisiejszej Roosvelta. Jako adwokat cieszący się dużym uznaniem pracował do 1936 roku, kiedy to jego szkolny kolega Edward Rydz-Śmigły przyczynił się do powołania go na stanowisko wojewody tarnopolskiego. Alfred Biłyk tylko przez kilka miesięcy był wojewodą tarnopolskim, bo już pod koniec 1936 roku prezydent Ignacy Mościcki mianował go wojewodą lwowskim, powrócił więc po latach do swego rodzinnego miasta. Jak się później okazało był ostatnim polskim wojewodą we Lwowie.</p>
<p align="JUSTIFY">  Pani Basia z wielką ekspresją komentowała jego ostatnie słynne przemówienie, wygłoszone do mieszkańców Lwowa. Nasze miny znów nietęgie. Wstyd nam było się przyznać, że o tym też nic nie wiedzieliśmy, ale to wcale nie zaskoczyło naszej rozmówczyni. Utwierdziło ją tylko w przekonaniu, że nadal musi wypełniać testament ojca i upowszechniać nieznaną Polakom wiedzę z początków II wojny światowej. Wiedzy, której przez dziesięciolecia byliśmy pozbawieni. Na następny dzień otrzymaliśmy od niej kserokopię ostatnich listów majora Alfreda Biłyka. Pani Basia wspominała ostatnie dni wolności i pierwsze dni wojny. Z jednej strony mówiła o szczęściu, były to ostatnie chwile, gdy cała rodzina była razem, mogli na siebie liczyć, okazywać sobie wzajemne wsparcie. Już w sierpniu 1939 roku jej brat Leszek został zmobilizowany i wysłany z Pułkiem Ułanów Jazłowieckich w okolice Poznania. Cała rodzina widziała go po raz ostatni w nocy, gdy stojąc na balkonie żegnali wyjeżdżających z miasta ułanów. Kolejny raz zobaczyła swojego brata po 6 latach, już po zakończeniu wojny, w Londynie, a teraz oboje mieszkają w Sǎo Paulo.</p>
<p align="JUSTIFY">  Tata p. Basi jako wojewoda był bardzo zaangażowany w obronę Lwowa, gdy zbliżało się największe zagrożenie i Niemcy dochodzili do rogatek miasta, wygłosił swoje słynne przemówienie &#8211; to którego nie znaliśmy. Barbara Sieradzka wspomina, że ojciec obiecywał w nim mieszkańcom Lwowa, bohaterskiego miasta odznaczonego Krzyżem Orderu Virtuti Militari, jego dalszą heroiczną obronę, że do końca będzie z nimi, że nigdy ich nie opuści. Lecz, jak wiemy, sytuacja polityczna po 17 września gwałtownie i niespodziewanie się zmieniła. Niemcy wycofali się spod Lwowa, a ich miejsce zajęła Armia Czerwona. Jeszcze przed wejściem nowego najeźdźcy do miasta przybywa premier Sławoj Składkowski i nakazuje wojewodzie dołączenie do ewakuującego się rządu, który przebywał w tych dniach w Kutach. Jako podwładny premiera musiał wykonać rozkaz, chociaż było to wbrew jego woli. Alfred Biłyk dotarł na Węgry do Munkacza, gdzie mieścił się polski konsulat, stąd natychmiast dwukrotnie podejmował nieudane próby powrotu do okupowanego przez Armię Czerwoną Lwowa. Gdy nie udało się powrócić do ukochanego Lwowa, podjął najtrudniejszą decyzję w swoim życiu. Ratując swój honor popełnił samobójstwo; w hotelu „Csillag” w pokoju nr 5 strzelił sobie w skroń. Wcześniej napisał dwa listy tłumaczące jego czyn. Ich kserokopię mieliśmy otrzymać jutro, kiedy spotkamy się na polskiej mszy świętej.</p>
<p align="JUSTIFY">  Opowieści tej słuchałem z wielkim zainteresowaniem i zażenowaniem, że jako łodzianin do tej pory nic nie słyszałem o Alfredzie Biłyku. Czy to brak mojego zainteresowania, a może raczej na lekcjach historii uczyli nas nie tego, co ważne? Obiecywałem sobie, że po powrocie do Łodzi poszperam w starych materiałach i dokumentach. Może coś znajdę w Muzeum Historii Miasta Łodzi. Z mojego zadumania wyrwała mnie pani Basia, prosząc o pomoc, gdyż od kilku lat starała się nieskutecznie o nadanie jednej z ulic w Łodzi imienia jej ojca. Po powrocie do Polski usiłowałem podjąć rozmowy na ten temat, ale rozmowy na ten temat z niezrozumiałych dla mnie przyczyn utknęły w martwym punkcie. Najważniejsze, że w niedługim czasie jedno z nowo wybudowanych rond nazwano imieniem mjr Alfreda Biłyka. Przez to rondo prowadzi główna droga wyjazdowa z Łodzi na północ, w stronę Gdańska, leży ono przy międzynarodowej trasie A-1. Szkoda, że łodzianie wiedzą o majorze Biłyku tak niewiele – tyle, ile zdołają przeczytać z tabliczki z nazwą ronda.<a href="/wp-content/uploads/2007/10/Obraz1.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-854" alt="rondo majora Alferda Biłyka w Łodzi" src="/wp-content/uploads/2007/10/Obraz1-300x221.jpg" width="300" height="221" /></a></p>
<p align="JUSTIFY">Po wielkanocnej mszy zgodnie z wczorajszą obietnicą Barbara Sieradzka miała kserokopię ostatnich listów napisanych przez ojca. Nie wypadało nam od razu czytać ich w całości, ale już bardzo pobieżna lektura zrobiła na mnie ogromne wrażenie, uzmysłowiła mi, jak wielkim człowiekiem i patriotą był Alfred Biłyk. Obiecaliśmy, że po powrocie do Polski będziemy o tych listach dużo mówić, tak aby choć trochę rozpowszechnić nieznaną historię ostatniego polskiego wojewody lwowskiego. Nie sposób w tym miejscu nie zacytować owych listów. W pierwszym wojewoda pisał:</p>
<p align="JUSTIFY">„ …<span style="font-family: Arial,sans-serif;">Nie mogłem walczyć we Lwowie, gdyż zgodnie z wytycznymi szefa Rządu opuściłem go w warunkach, które mogą słowa moje postawić w pozornej sprzeczności z tym czynem – dalsze moje życie zdaje się nie przedstawiać wartości dla Polski. Być internowanym do końca wojny nie chcę. Chcę ocalić honor. Po Polsce wszystkie moje myśli są przy Tobie, Marylu, Leszku, Basiu, Ewo i Jerzy. Żyjcie szczęśliwie, jeśli to będzie możliwe. Proszę, aby te moje słowa były rozgłoszone, aby nietkniętym został mój honor. Przede wszystkim niech otrzyma o tym wiadomość Wódz Naczelny Śmigły-Rydz, generał Składkowski i moje miasto Lwów.</span></p>
<p align="JUSTIFY">Drugi list był testamentem skierowanym bezpośrednio do władz węgierskich:</p>
<p align="JUSTIFY">„ <span style="font-family: Arial,sans-serif;">do władz węgierskich, Munkacz,</span></p>
<ol>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Powód mojej śmierci jest wskazany w załączonym liście do Poselstwa Polskiego w Budapeszcie.</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">List niniejszy upraszam przetłumaczyć i podać do wiadomości w prasie miejscowej i zagranicznej.</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Tysiąc dolarów w złocie i pięćset dolarów papierowych proszę przekazać panu wojewodzie St. Jareckiemu ( znajduje się w drodze miedzy Korosmezi a Munkaczem )</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Resztę pieniędzy w złocie, banknotach ( polskie, amerykańskie, rumuńskie ) i moją własność, którą posiadam z sobą, zapisuję szoferowi Kazimierzowi Jasnukowi ( znajduje się w Munkaczu i zamelduje się w hotelu ). Z tego ma on pomóc moim urzędnikom w razie, gdyby ich spotkał, a w wypadku spotkania mojej rodziny proszę resztę tejże przekazać i zależnie od możliwości obu stron, pozostać razem</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Najpierw jednak należy zapłacić z tych pieniędzy rachunek w hotelu i wszystkie koszty z pogrzebem włącznie, 5 ( słownie pięć ) dolarów przeznaczam jako napiwek w hotelu. Również proszę o tych 1500 dolarach, które woj. Jarecki ma otrzymać, dać wzmiankę w prasie, ponieważ pieniądze te otrzymałem w zaufaniu i chcę, aby wszyscy wiedzieli, że je oddałem.</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Wszystkie dokumenty i papiery proszę przekazać Posłowi polskiemu w Budapeszcie. Są to ważne dokumenty osobiste ( 2 w teczkach, które tenże ma przekazać notariuszowi) i moje sprawozdania urzędowe.</span></p>
</li>
</ol>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Munkacz 19.9.1939 – Alfred Biłyk wojewoda lwowski”</span></p>
<p align="JUSTIFY">  Chcieliśmy jeszcze wpić wspólną kawę z panią Basią, ale nie miała już na to czasu, odwiozła nas swoim samochodem, volkswagenem golfem. do hotelu. Podziwiałem jej sprawność w poruszaniu się samochodem po zatłoczonych ulicach metropolii. Nieubłagalnie nadchodził czas pożegnań ; p. Basia nie mogła sobie darować, że wspólnie nie wypiliśmy kawy. Rozstawaliśmy się jednak z nadzieją, że może kiedyś uda się nam wysłuchać do końca tej niesamowitej opowieści i wypić wspólnie kawę. Miałem nadzieję, że kiedyś losy zawiodą panią Basię do bliskiej jej sercu Łodzi, może dotrze tu, gdy będzie już ulica imienia majora Alfreda Biłyka.</p>
<p align="JUSTIFY"><a href="/wp-content/uploads/2007/10/Obraz3.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-855" alt="rondo majora Alferda Biłyka w Łodzi" src="/wp-content/uploads/2007/10/Obraz3-300x225.jpg" width="300" height="225" /></a>  Nasza pani Basia jest jednak niesamowita, na pożegnanie dostaliśmy od niej wizytówkę, na której przekreśliła swoje nazwisko, czyli zaliczyła nas do grona swoich przyjaciół. Po kilku miesiącach przyszła na mój adres domowy przesyłka z…… kawą brazylijską, której nie zdążyliśmy wspólnie wypić w Sao Paulo. Kawa jest doskonała, ja jednak czekam i mam cały czas nadzieję, że wypijemy ją wspólnie. Kawa może być nawet gorsza, i nie ma znaczenia czy wypita zostanie w Łodzi czy, w Sǎo Paulo; liczy się przede wszystkim towarzystwo naszej Basi.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polskimszlakiem.pl/brazylijska-lekcja-historii-polski-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kilka refleksji z Brazylii</title>
		<link>http://polskimszlakiem.pl/brazylia/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=brazylia</link>
		<comments>http://polskimszlakiem.pl/brazylia/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Jun 2003 18:33:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[W Miastach]]></category>
		<category><![CDATA[Z wizytą u Polaków]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polskimszlakiem.pl/?p=256</guid>
		<description><![CDATA[Wśród licznych kontaktów polonijnych często zdarza się nam trafić na naszych krajan – rodaków pochodzących z Łodzi. Tak jest i tym razem w Brazylii. Na wspólny rejs po wyspach tropikalnych zapraszają nas pp.Janka i Janusz Wścieklicowie. Pan Janusz jest rodowitym łodzianinem, jego rodzinny dom znajdował się przy dawnej ul. Głównej w pobliżu ul.Kilińskiego. Losy wojenne [...]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Wśród licznych kontaktów polonijnych często zdarza się nam trafić na naszych krajan – rodaków pochodzących z Łodzi. Tak jest i tym razem w Brazylii. Na wspólny rejs po wyspach tropikalnych zapraszają nas pp.Janka i Janusz Wścieklicowie. Pan Janusz jest rodowitym łodzianinem, jego rodzinny dom znajdował się przy dawnej ul. Głównej w pobliżu ul.Kilińskiego. Losy wojenne rzuciły go poza granice Polski, najpierw znalazł się na zachodzie w Belgii, gzie poznał swoja przyszłą żonę – Jankę. Podjęli decyzję o dalszej migracji, tym razem do odległej Brazylii. Pan Janusz przez całe dziesięciolecia pracował jako dyrektor wielu znanych i cenionych na świecie hut żelaza. Dzisiaj osiedlili się na stałe w Sao Paulo. Mieszkają w apartamentowcu , w ekskluzywnej dzielnicy. Pasją pp. Wściekliców jest żeglowanie i mimo, że należą (jak to określają) do pokolenia “ludzi powstania warszawskiego”, są bardzo aktywni. Posiadają własny jacht o wdzięcznej nazwie “Syrenka” i często startują w regatach. Dzięki ich serdeczności i gościnności mieliśmy okazję przez kilka dni pożeglować po jakże pięknym Oceanie Atlantyckim. Odwiedziliśmy kilka wspaniałych wysp, poznaliśmy malownicze plaże, kąpaliśmy się w czystych i ciepłych wodach tajemniczych zatoczek. Podziwialiśmy wspaniałą przyrodę , jedliśmy wspaniałe owoce morza i piliśmy miejscowy trunek caipirinię (tj. wódka z trzciny z dużą ilością lodu i pokrojonych limonek), podglądaliśmy życie w wodach oceanu.</p>
<p>Później odwiedziliśmy też “działkę” pp.Wściekliców , liczącą ok.30 ha posiadłość. Położona kilkadziesiąt km od Sao Paulo , w niewysokich górach . Część zajmuje dziewicza dżungla, reszta to plantacja drzew eukaliptusowych. Nie brakuje także ogrodu , w którym zasadzonych jest wiele egzotycznych i rzadko spotykanych drzew owocowych.</p>
<p>Kolejną Polkę bardzo mocno związaną z Łodzią spotkaliśmy też w Sao Paulo. Sąsiadka i przyjaciółka pp.Wściekliców Pani Barbara Sieradzka. Ojciec p. Basi Alfred Biłyk był pierwszym wojskowym komendantem w wyzwolonej Łodzi w 1918 roku. Rozbrajał on na ulicach naszego miasta niemieckich żołnierzy. Od kilku lat p.Barbara Sieradzka czyni starania aby jednej z ulic naszego miasta nadać imię swojego ojca. Obiecaliśmy jej pomoc w tych działaniach.</p>
<p>Spotkanie z Polonią brazylijską w Sao Paulo miało dla nas szczególnie uroczysty charakter, gdyż odbyło się ono w okresie Świąt Wielkanocnych. Uczestniczyliśmy we mszy świętej wielkanocnej odprawionej w języku polskim przez polskiego księdza w polskim kościele.Po mszy podczas polonijnego spotkania dzieliliśmy się jajkiem i polską kiełbasą,. Rozmawialiśmy długo o życiu w Brazylii i w Polsce.</p>
<p>Sao Paulo to olbrzymi moloch, w rozległej aglomeracji mieszka ok.18 mln osób. Trudno ich dokładnie policzyć ze względu na fakt, iż znaczna część zamieszkuje slumsy- dzielnice biedy. Mieliśmy też możliwość zobaczenia jak żyją tam ludzie. Udało się to za sprawą polskiego misjonarza , który pracował wśród biedaków, pomagał im w rozwiązywaniu najtrudniejszych problemów, a przede wszystkim spełniał posługi duszpasterskie w dzielnicach biedy. Był on naszym przewodnikiem w tych okolicach.</p>
<p>Mieliśmy też możliwość odwiedzić słynny na całym świecie Instytut Butantan, w którym produkuje się szczepionki przeciw ukąszeniom wszelkiego rodzaju gadów. Zajrzeliśmy także do nowoczesnej dzielnicy miasta, zaprojektowanej przez słynnego brazylijskiego architekta i urbanistę Oskara Nemeyera, twórcę nowej stolicy kraju Brasilii.</p>
<p>Z bardzo wielu miast które udało się  nam odwiedzić w trakcie naszych wędrówek po świecie zdecydowanie największe wrażenie zrobiło na mnie Rio de Janeiro. To najpiękniejsze miasto na świecie, miejsce gdzie chciałoby się żyć. Główne atuty tego miasta to wspaniałe położenie i równie piękna przyroda. Linia brzegowa jest tu bardzo urozmaicona, mnóstwo pięknych zatok z najpiękniejszymi i najbardziej znanymi na świecie plażami : Copacabaną, Ipanemą, Leblon. Wysokie góry schodzą bezpośrednio do oceanu. Zbocza gór porośnięte są wspaniałą podzwrotnikową roślinnością , na terenie miasta znajdują się parki narodowe. Plaże są także bardzo zróżnicowane , z innych plaż korzystają miłośnicy kąpieli w oceanie, z innych surfujący na deskach młodzi ludzie, w jeszcze innych ulokowane są przystanie dla jachtów. Kąpiel w oceanie to wspaniała frajda. Wysokie fale początkowo wciągają kąpiących się w głąb oceanu, aby za chwilę wyrzucić ich na brzeg. Przy każdej plaży jest mnóstwo terenów sportowych, dominują boiska piłkarskie oraz boiska siatkówki plażowej. Widać gołym okiem jakie sporty cieszą się największą popularnością w Brazylii.</p>
<p>Dużo przyjemności daje także obserwacja ludzi na plaży, to najbardziej różnorodna na świecie mieszanka ras. Z plażą sąsiadują ekskluzywne dzielnice mieszkalne oraz najlepsze hotele. Na plaży zaś nie brakuje bezdomnych. To miasto olbrzymich kontrastów, ale o dziwo wszyscy jego mieszkańcy wyglądają na szczęśliwych, nie widać tu tak dobrze znanych z Polski malkontentów. Przyczynia się do tego wspaniała przyroda i klimat , a do tego zharmonizowana z krajobrazem architektura.</p>
<p>Są w Rio de Janeiro tzw. “żelazne punkty turystyczne”, które każdy przybysz musi odwiedzić. Należą do nich : Głowa Cukru, na którą wjeżdża się kolejką linową, słynne z rzeźby Chrystusa z szeroko rozwartymi ramionami wzgórze Corcovado. Rzeźba Chrystusa błogosławiącego miastu jest dziełem architekta polskiego pochodzenia Paula Landovskiego.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polskimszlakiem.pl/brazylia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W gościnie u polskich Oblatów na Madagaskarze</title>
		<link>http://polskimszlakiem.pl/w-goscinie-u-polskich-oblatow-na-madagaskarze/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=w-goscinie-u-polskich-oblatow-na-madagaskarze</link>
		<comments>http://polskimszlakiem.pl/w-goscinie-u-polskich-oblatow-na-madagaskarze/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 17 Nov 1999 20:36:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarek Fischbach</dc:creator>
				<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Tematy]]></category>
		<category><![CDATA[Z wizytą u Polaków]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polskimszlakiem.pl/?p=1218</guid>
		<description><![CDATA[Madagaskar choć tak bardzo oddalony od Polski od dawna wzbudzał nasze zainteresowanie. To tu, przed 225 laty dotarł Maurycy Beniowski, który podporządkował sobie miejscowe plemiona i został uznany przez nich królem. W okresie międzywojennym Polska zainteresowana była pewnymi próbami kolonizacji tej wielkiej wyspy. Dziś kontakty Polski z Madagaskarem są minimalne, nie ma tu polskiej ambasady, [...]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p align="center">
<p>   Madagaskar choć tak bardzo oddalony od Polski od dawna wzbudzał nasze zainteresowanie. To tu, przed 225 laty dotarł Maurycy Beniowski, który podporządkował sobie miejscowe plemiona i został uznany przez nich królem. W okresie międzywojennym Polska zainteresowana była pewnymi próbami kolonizacji tej wielkiej wyspy. Dziś kontakty Polski z Madagaskarem są minimalne, nie ma tu polskiej ambasady, podobnie jak i malgaskiej w Polsce. Kontakty handlowe praktycznie nie istnieją, nie docierają tu także polscy turyści. Jedynymi przedstawicielami naszego kraju są polscy misjonarze głównie Oblaci. Przybyli oni do tego odległego kraju pod koniec lat 70-tych. Pracują w wielu rozrzuconych po całej wyspie parafiach próbując przybliżyć tubylcom wiarę katolicką oraz pomagają w rozwiązywaniu wielu codziennych problemów. Wśród autochtonów cieszą się wielkim szacunkiem i sympatią. Główne siedziby polskich misjonarzy znajdują się w Tamatave na wschodnim wybrzeżu oraz w stołecznym Antananarivo gdzie prowadzą dom formacyjny.</p>
<p>Na początku naszej podróży trafiliśmy właśnie do domu formacyjnego Oblatów, położonego w dzielnicy na jednym z czternastu stołecznych wzgórz &#8211; Soavimbahoaka. Mieliśmy to szczęście, że już na lotnisku czekali na nas dwaj polscy misjonarze. Ojciec Roman i Ojciec Klaudiusz. Wiadomo, że najtrudniejsze są zawsze pierwsze kroki w nowym nieznanym kraju, więc odebranie nas z lotniska przez księży było dla nas wielkim dobrodziejstwem. Nie musieliśmy szukać środka transportu, ani noclegu. Zapakowaliśmy swoje bagaże i jechaliśmy przez uśpione stołeczne Antananarivo do siedziby Oblatów. Pomimo wyjątkowo późnej pory rozpoczęły się długie Polaków rozmowy. Kogo zmorzył sen mógł udać się do swojego własnego jednoosobowego pokoju.</p>
<p>Dom formacyjny Oblatów to bardzo funkcjonalny budynek, murowany, trzykondygnacyjny<br />
z niewielkim ale pięknie utrzymanym ogrodem. Podczas naszego pobytu wspaniale kwitną krzewy hibiskusa, podziwiamy również wspaniałe, dorodne i smukłe araukarie. Rano przez otwarte okno, zamontowana jest w nim oczywiście moskitiera, słyszeliśmy wspaniały ptasi koncert.</p>
<p>W związku z częstymi wyjazdami w teren misjonarze mają do swojej dyspozycji kilka samochodów. Po stolicy można bez większych problemów, nie wspominając o straszliwych korkach na ulicach, poruszać się zwykłymi samochodami osobowymi bądź busami. Do jazdy terenowej, a na Madagaskarze zdecydowaną większość dróg stanowią trakty nieutwardzane gruntowe, potrzebny jest dobry terenowy samochód z napędem na wszystkie koła. Takim właśnie zgrabnym, niezbyt wielkim ciężarowym Mercedesem dysponują nasi Oblaci.</p>
<p>Miłym zaskoczeniem jest dla nas śniadanie, w miarę tutejszych możliwości zbliżone jest ono do naszego typowego polskiego. Serek topiony, pasztet, kiełbasa, sadzone jajka. Tylko napoje zamiast z filiżanek czy szklanek pijemy z dużych salaterek, to miejscowy malgaski zwyczaj. Przy późniejszych posiłkach największym dla nas zaskoczeniem jest napój, który dostajemy do wypicia. Ma on barwę lekko zieloną, na wierzchu pływa niewielki zielony liść. Dość dziwny smak, nikomu z nas z niczym się nie kojarzy. Okazuje się, że pijemy wodę, w której gotowany był ryż ma on regulować właściwą pracę jelit i gasić pragnienie.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wieczorem poznajemy miejscowych diakonów przyspasabiających się do pracy duszpasterskiej w domu formacyjnym. Każdy z diakonów jest ciemnoskóry, ale jakże różne mają oni fizjonomie. Jest to typowe dla Malgaszy. Jeden z nich jest niski, krępy<br />
z dominującymi cechami typowymi dla Chińczyków, drugi wysoki, postawny<br />
z typowymi cechami negroidalnymi.</p>
<p>Po kolacji Ojciec Klaudiusz bierze nas na wieczorną wycieczkę samochodem po mieście. Uwidacznia nam wielkie kontrasty metropolii. Są tu ekskluzywne, kilku gwiazdkowe hotele, ale najwięcej widzimy biedy. Jak do każdej stolicy w krajach Trzeciego Świata przyciągają tu liczne rzesze wiejskiej i małomiasteczkowej biedoty, licząc na poprawienie swojego ciężkiego losu. Zazwyczaj spotyka ich kolejne rozczarowanie, nie znajdują tu pracy, ani własnego domu. Część z nich śpi na ulicy, prawie wszyscy z nich żebrzą. Widzimy też dzielnice rozpusty, ulice są tu pełne młodych dziewcząt pragnących zarobić kilka franków, aby utrzymać siebie i swoich najbliższych do następnego dnia.</p>
<p>Do misji Oblatów powracamy jeszcze raz, na dzień przed naszym odlotem do Europy. Trafiamy na specyficzny dzień, jest właśnie Wielki Piątek jeden jedyny dzień w roku bez mszy świętej. W każdym kościele katolickim w Antananarivo odprawiana jest droga krzyżowa, ma ona bardzo uroczystą oprawę. My po postnej kolacji zostajemy zaproszeni przez Ojca Klaudiusza na wspólną modlitwę, udajemy się do niewielkiej kaplicy mieszczącej się na parterze domu formacyjnego. Siadamy we wspólnym kręgu tak abyśmy poczuli wzajemną więź. Ojciec Klaudiusz przypomina tradycję wielkopiątkową i wiele mówi nam o miejscowych obrzędach o różnicy pomiędzy katolicyzmem w Polsce i na Madagaskarze, o konieczności dostosowania miejscowych obrzędów do mentalności i przyzwyczajeń autochtonów. Potem kolejno czytamy fragmenty Pisma Świętego dotyczącego męki pańskiej.</p>
<p>We wspólnej modlitwie uczestniczą też Leszek i Ania Borakiewiczowie ze swoimi dwoma uroczymi córkami. Od kilku już lat mieszkają oni na Madagaskarze. Wcześniej poznali się<br />
w Polsce, gdzie Ania &#8211; Malgaszka z Antananarivo studiowała. Pobrali się w Polsce, tu urodziło się ich pierwsze dziecko. Usiłowali ułożyć sobie życie w Polsce, jednak ze względu na pewne formy rasizmu zdecydowali się na jej opuszczenie. Przenieśli się do odległego Madagaskaru, gdzie od początku mogli liczyć na pomoc polskich księży i najbliższej rodziny Ani. Leszek jest specjalistą od komputerów i internetu. Prowadzi własną firmę, lecz ze względu na jego pochodzenie, firma ta jest oficjalnie zarejestrowana na żonę. Jest on cenionym fachowcem i ma nadzieję, że przy tym rodzaju działalności pracy będzie miał wiele przez najbliższe dziesięciolecia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polskimszlakiem.pl/w-goscinie-u-polskich-oblatow-na-madagaskarze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Polacy w Chile</title>
		<link>http://polskimszlakiem.pl/polacy-w-chile/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=polacy-w-chile</link>
		<comments>http://polskimszlakiem.pl/polacy-w-chile/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 28 Aug 1997 15:47:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarek Fischbach</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Z wizytą u Polaków]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polskimszlakiem.pl/?p=1311</guid>
		<description><![CDATA[Dla wielu Polaków Chile stało się drugą ojczyzną, z którą nierozerwalnie związali swe życie. Pracując dla dobra nowej ojczyzny rozsławiali w niej dobre imię Polski, nawet wtedy , gdy nie było jej na mapie Europy- w czasie zaborów. Najsłynniejszym Polakiem, który swe losy związał z Chile był Ignacy Domeyko. Po upadku powstania listopadowego , w [...]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Dla wielu Polaków Chile stało się drugą ojczyzną, z którą nierozerwalnie związali swe życie. Pracując dla dobra nowej ojczyzny rozsławiali w niej dobre imię Polski, nawet wtedy , gdy nie było jej na mapie Europy- w czasie zaborów. Najsłynniejszym Polakiem, który swe losy związał z Chile był <b>Ignacy Domeyko</b>. Po upadku powstania listopadowego , w którym walczył w oddziale Chłapowskiego, opuścił Polskę razem z Adamem Mickiewiczem, przyjacielem z czasów studenckich. Wyemigrowali do Francji. Domeyko ukończył Akademię Górniczą w Paryżu i jako inżynier górnik otrzymał propozycję pracy w odległym Chile. Przyjechał do Chile w 1848 roku i rozpoczął pracę w Coquimbo na stanowisku profesora chemii i mineralogii. Założył tu Szkołę Górniczą. W 1848 roku w dowód uznania zasług otrzymał obywatelstwo chilijskie. Doceniając zdolności organizacyjne i naukowe Domeyki zaproponowano mu stanowisko profesora na Uniwersytecie w Santiago, w którym przez 16 lat pełnił funkcję rektora, aż do chwili wyjazdu z Chile. Wprawdzie przyjechał pod koniec życia do Polski , ale wrócił do Chile, po raz drugi wybierając je jako swoją ojczyznę , tu zmarł. Swoimi pracami z zakresu mineralogii, geologii zyskał światową sławę . Dla Chilijczyków stał się &#8222;ojcem górnictwa&#8221;. Pamięć o słynnym Polaku przetrwała po dzień dzisiejszy, jego nazwisko jest upamiętnione w wielu nazwach geograficznych w Chile: jedno z pasm górskich nazwano Cordillera Domeyco, miasto Puerto Domeyco, szczyt Cerro Domeyco, a jeden z minerałów domejkitem.</p>
<p>Dziś rodzina Domeyków jest dość liczna, wielu potomków Ignacego pełni ważne funkcje polityczne i gospodarcze. Najstarsza z rodu, pani Anita- wnuczka Ignacego Domeyki liczy 95 lat. Niestety nikt z rodu Domeyków nie zna języka polskiego, nie utrzymuje kontaktów z Polską.</p>
<p>Ocenia się, że obecnie w Chile żyje około 400 Polaków, połowa z tej liczby to potomkowie Domeyki. Pozostałe 200 osób, tj. ok. 90 rodzin, to ludzie którzy przybyli na stałe do Chile emigrując z Polski głównie po II wojnie światowej.</p>
<p>Polonia chilijska, w porównaniu z argentyńską czy brazylijską jest niewielka. Emigracja Polaków do Chile przypadła na znacznie późniejszy okres niż do Argentyny i Brazylii. Do Argentyny i Brazylii w XIX stuleciu i na początku XX wieku migrowali głównie chłopi. W tym okresie władze chilijskie nie były zainteresowane przyjmowaniem emigrantów. Niewielkie grupy Polaków zaczęły się osiedlać na stałe w Chile w okresie międzywojennym. Razem z nimi przyjeżdżają też polscy księża,  Salezjanie-  ks. Szymon Wójcicki, i ks. Bruno Rychłowski. Przez całe dziesięciolecia opiekowali się oni Polonią chilijską.</p>
<p><b>Ks.Bruno Rychłowski</b> liczący dziś 86 lata, od 60 lat mieszka w Chile. Cały czas aktywnie działa na rzecz miejscowej Polonii. Podobnie jak wszyscy Polacy osiedleni na stałe w Chile ma obywatelstwo tego kraju. W dowód uznania został mu nadany tytuł honorowego obywatela Chile. Dzięki staraniom ks. Rychłowskiego w 1992 roku wybudowano niewielki, murowany kościół z plebanią. Na uroczyste poświęcenie nowego Kościoła Polskiego przyjechał specjalnie z Rzymu Ks.Biskup Szczepan Wesoły- opiekun polskiej emigracji. W kościele co dwa tygodnie odbywają się msze święte dla Polaków, nie brakuje w nim polskich akcentów, m.in. w bocznym ołtarzu widnieje obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Przy głównym ołtarzu obok zawsze obecnej w każdym kościele flagi chilijskiej znajduje się flaga biało-czerwona. Ks .Bruno Rychłowski pełni obecnie funkcję rektora Polskiej Misji Katolickiej, czyli jest duchowym opiekunem Polonii w tym odległym kraju.</p>
<p>Mam możliwość uczestniczyć w jednej z mszy celebrowanej przez dwóch polskich księży, msza odprawiona jest oczywiście po polsku. Uczestniczy w niej kilkanaście rodzin polonijnych. Msza zaczyna się punktualnie o 10.30. Podczas mszy ks. Rychłowski wielokrotnie odwołuje się do zbliżających się rocznic narodowych: wybuchu Powstania Listopadowego, odzyskania niepodległości w 1918, śmierci gen .Małachowskiego. Pieśni wykonywane podczas mszy odbiegają od czysto religijnego kanonu &#8211; Polonez Ogińskiego, Czerwone maki pod Monte Cassino, Boże coś Polskę. Nastrój jest bardzo podniosły, uroczysty, patriotyczny. Odległa geograficznie Polska staje się bardzo bliska. Dla wszystkich mieszkających w Chile Polaków. Msze są dużym wydarzeniem, udowadniają że tak odległa i w czasie i w przestrzeni Ojczyzna jest przez nich głęboko ukochana. Mimo, że czują się oni pełnowartościowymi obywatelami Chile, to zawsze podkreślają swoje pochodzenie. Są z niego dumni, pochodzą przecież z tego samego kraju co Papież i Wałęsa, którzy cieszą się tu wyjątkową estymą. Dzięki tym postaciom Polska jest w Chile bardziej znana, niż niejeden większy kraj.</p>
<p>Szczególnie ważnym wydarzeniem dla miejscowej Polonii była wizyta Jana Pawła II w 1987 roku.</p>
<p>Postawa i osiągnięcia zawodowe Polaków w Chile wpływają pozytywnie na wizerunek naszego kraju. Większość Polaków osiągnęła dzięki wytrwałej pracy znaczne sukcesy zawodowe. Piastują oni ważne kierownicze funkcje w dużych zakładach przemysłowych i instytucjach, są właścicielami firm.</p>
<p>Są wśród nich także znani artyści jak Raul Nałęcz-Małachowski &#8211; artysta malarz.</p>
<p>***********************</p>
<p>Większość Polaków mieszkających dziś w Chile, przybyła do tego kraju w końcu lat 40-tych, po zakończeniu działań wojennych. Byli to zazwyczaj ludzie walczący o wolność Polski na różnych frontach II wojny światowej. Po jej zakończeniu, w nowej rzeczywistości politycznej nie wyobrażali sobie życia w nowej Polsce, z bólem serca wybierali sobie nowy kraj do dalszego życia.</p>
<p>Najbardziej znanym polskim żołnierzem osiadłym na stałe w Chile był <b>gen. Stanisław Nałęcz-Małachowski </b>- dowódca okręgu Korpusu Łódź, obrońca Modlina. Wielu innych walczyło w szeregach II Korpusu Wojska Polskiego, m.in. Major Stefan Wojciechowski, rotmistrz ósmego pułku ułanów Mirosław Dziekoński, Jan Nadzieja &#8211; uczestnik walk pod Tobrukiem, Jerzy Tyczyński, Kazimierz Malewski, Irena Zochowska &#8211; zesłana po wojnie na Sybir. Jerzy Janasz był jednym z polskich pilotów w RAF-ie. Wojciech i Hanna Pszczółkowscy i Norbert Obuch &#8211; Woszczatyński walczyli w Postaniu Warszawskim.</p>
<p>Jednymi z pierwszych Polaków, którzy po wojnie osiedlili się w Chile są <b>Marian i Nina Kwiatkowscy</b>. Przybyli oni do swojej nowej ojczyzny w maju 1947 roku, zachęceni listownie przez siostrę p. Mariana, która już wcześniej przybyła do tego kraju. Roztaczała przed nimi wspaniałe perspektywy doskonałego startu w życie zawodowe- możliwości założenia własnej fabryki chemicznej. Rzeczywistość nie była jednak tak łaskawa jak obietnice, początki życia na obczyźnie były bardzo trudne. Państwo Kwiatkowscy tylko dzięki wytrwałej i ciężkiej pracy osiągnęli jak większość mieszkających w Chile Polaków sukces. Pan Marian rozpoczynał pracę w fabryce chemicznej od stanowiska robotnika, by po latach pracy zostać dyrektorem naczelnym zakładu. Jest też założycielem i współwłaścicielem czterech fabryk. Przez lata był Prezydentem Chilijskiego Związku Przemysłu Gumowego. Jest cenionym obywatelem swojej nowej Ojczyzny. Nie zapomina też o swoich korzeniach, przez kilkanaście lat pełni funkcję prezesa Koła Polskiego im. Jana Pawła II. Był organizatorem spotkania Polonii Chilijskiej z Papieżem w 1987 roku. Cały czas współpracuje z polskimi placówkami konsularnymi i handlowymi. Był także przedstawicielem Polskiego Komitetu Olimpijskiego w Chile. Wielokrotnie odwiedzał Polskę, jest mile zaskoczony zmianami jakie zaszły w kraju oraz w Łodzi, rodzinnym mieście, którego fizjonomia, zdaniem p. Kwiatkowskiego zmienia się z roku na rok. Polonijni seniorzy rozważają możliwość powrotu u schyłku życia do ukochanej Polski.</p>
<p>Wielką satysfakcją dla Polonii chilijskiej było przyznanie najwybitniejszym ich przedstawicielom Krzyży Komandorskich Orderu Odrodzenia Polski- Polonia Restituta. 30 kwietnia 1992 roku odznaczeni zostali: <b>Anita Domeyko, Marian Kwiatkowski, Raul Nałęcz-Małachowski, Wojciech Pszczółkowski, ks. Michał Poradowski, ks. Bruno Rychłowski, </b>**************************</p>
<p>Uwieńczeniem mego krótkiego pobytu w Santiago de Chile jest spotkanie w siedzibie Koła Polskiego im. Jana Pawła II. Spotkania takie organizowane są w każdą pierwszą niedzielę miesiąca. Do tej pory odbyło się ich ponad 140, każdorazowo uczestniczy w nich około 40-50 osób. Maja one na celu utrzymywanie kontaktów między Polakami mieszkającymi w Chile, a przede wszystkim kultywowanie tradycji i kultury polskiej. Spotkania przebiegają w rodzinnej atmosferze.</p>
<p>Mam okazję się o tym przekonać uczestnicząc w zebraniu poświęconym Powstaniu Listopadowemu. Prezes Kwiatkowski w krótkim, skondensowanym wystąpieniu przypomina przyczyny, które doprowadziły do zrywu narodowowyzwoleńczego, jego przebieg i skutki. Forma i treść tej wypowiedzi były tak perfekcyjnie przygotowane, że chciałoby się przedstawić ją w Polsce.</p>
<p>Po ciekawej części wprowadzającej nastąpiła nieoficjalna część spotkania. Nasza niewielka grupka turystów z Polski została uroczyście powitana. Jeden z rodaków, chcąc sprawić nam przyjemność deklamuje wiersz Tuwima o Łodzi. Jesteśmy bardzo ciekawi siebie nawzajem, atmosfera jest bardzo serdeczna. Rodacy wypytują nas o zmiany w kraju, perspektywy. Nie ukrywają, że są szczęśliwi, że znowu mogą odwiedzać Polskę, że pracuje Ambasada Polska w Santiago. Z kolei naszą ciekawość budzą warunki życia w Chile, przyczyny dla których migrowali do tak odległego kraju. Zaskakuje nas fakt, że wielu Polaków osiedliło się w Chile w ostatnich kilkunastu latach. Ta młoda Polonia już się zadomowiła, już znalazła swoje miejsce w nowym kraju. Ciekawe były motywy ich osiedlenia w Chile. Dla jednych emigracja do Chile stała się naturalną koleją losu po zawarciu związku małżeńskiego z obywatelem chilijskim. Zaskoczyły nas przypadki wielu emigrantów, którzy po opuszczeniu Polski na początku lat 80-tych nie znaleźli przystani na Zachodzie, zdecydowali się na dalszą migrację i dzisiaj dziękują losowi, że wybrali Chile. We Francji, Niemczech czy USA byli traktowani jak obywatele drugiej kategorii, tutaj , w Chile jest inaczej. Liczą się przede wszystkim: kwalifikacje i uczciwość w pracy zawodowej oraz znajomość języka hiszpańskiego. Chile to kraj, w którym Polacy czują się bezpiecznie. Państwo gwarantuje im stabilność i jasność przepisów prawnych, skarbowych, otacza ich życzliwość współmieszkańców, podkreślali, że żyją tu godnie. Wielu zaznacza, że zarobki może nie są &#8222;amerykańskie&#8221;, ale zabezpieczają spokojny byt, a stosunki międzyludzkie są dużo bliższe sercom rodaków niż w USA czy Europie Zachodniej.</p>
<p>Jarosław Fischbach</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polskimszlakiem.pl/polacy-w-chile/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z wizytą u polskich księży w Laja</title>
		<link>http://polskimszlakiem.pl/z-wizyta-u-polskich-ksiezy-w-laja/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=z-wizyta-u-polskich-ksiezy-w-laja</link>
		<comments>http://polskimszlakiem.pl/z-wizyta-u-polskich-ksiezy-w-laja/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Aug 1996 15:38:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarek Fischbach</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[W Górach]]></category>
		<category><![CDATA[Z wizytą u Polaków]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polskimszlakiem.pl/?p=1306</guid>
		<description><![CDATA[&#160; Z centrum stołecznego La Paz wygodną, jedyną w kraju autostradą liczącą kilkanaście kilometrów dojeżdżamy do nowo wybudowanej dzielnicy El Alto. Jest ona położona około 300-400 m powyżej starego śródmieścia i leży na wysokości 4000-4100 m n.p.m. El Alto jest rejonem bardzo dynamicznych procesów urbanistycznych, rozwija się praktycznie bez żadnych planów zagospodarowania przestrzennego. La Paz [...]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p>Z centrum stołecznego La Paz wygodną, jedyną w kraju autostradą liczącą kilkanaście kilometrów dojeżdżamy do nowo wybudowanej dzielnicy El Alto. Jest ona położona około 300-400 m powyżej starego śródmieścia i leży na wysokości 4000-4100 m n.p.m. El Alto jest rejonem bardzo dynamicznych procesów urbanistycznych, rozwija się praktycznie bez żadnych planów zagospodarowania przestrzennego.</p>
<p>La Paz jako stolica i główny ośrodek miejski w Boliwii przyciąga liczne rzesze migrantów z całego kraju. Centrum, położone w rozległym obniżeniu śródgórskim jest gęsto zabudowane, nie ma tu wolnych terenów pod zabudowę. Wobec tego nowe dzielnice mogą powstawać tylko na terenach położonych powyżej kotliny. Nowo przybywający tu ludzie, to głównie rzesze bezrobotnych, którzy liczą, że uda im się w stolicy znaleźć zatrudnienie. Niestety większość z nich pozostaje bez pracy, wolnych etatów brakuje. Zdobycie zajęcia wiąże się z olbrzymią własną inwencją i pomysłowością, a przede wszystkim z determinacją. W La Paz usiłują pracować także najmłodsi &#8211; po mieście krążą tysiące pucybutów. Dla nich znalezienie nowego klienta oznacza zjedzenie kolejnego posiłku. Przestępczość wśród młodocianych przybyszów jest ogromna, funkcjonują całe gangi specjalizujące się w okradaniu turystów, sklepów, przechodniów. Często widuje się pucybutów z zaciągniętymi na twarzach kominiarkami- to wszystko w celu ukrycia przed oczami przechodniów. Młodsi ich koledzy, w wieku 6-8 lat zatrudniani są przez właścicieli autobusów lub mikrobusów. Pełnią oni funkcje naganiaczy, wychylają się przez okna, drzwi pojazdów. Wykrzykując trasę przejazdu, cenę biletu zachęcają pasażerów do skorzystania z usługi. Praca taka zazwyczaj trwa znacznie dłużej niż 8 godzin i trzeba się bardzo starać, bo chętnych do ewentualnego przechwycenia takiego zajęcia jest wielu. Dorośli mają znacznie mniejsze szanse zatrudnienia &#8211; zazwyczaj nie mają żadnego wykształcenia, chwytają się wszelkich możliwych profesji.. Przestępczość jest wyjątkowo duża, dodatkowo sprzyja jej, o ironio, rozwój cywilizacyjny i zjawiska mu towarzszące. Propagowane przez filmy kinowe i video: agresja, przemoc kształtują zachowania młodych Boliwijczyków. Rambo jest dla nich idolem. W takim środowisku pracuje polski misjonarz Tomasz Szyszko, który jest proboszczem w nowo wybudowanym kościele Santa Maria de los Angeles. Jest wielkim przyjacielem swoich parafian, pomaga im w rozwiązywaniu codziennych problemów.</p>
<p>Wyjeżdżając z El Alto, w stronę słynnych ruin Tiahuanaco, zaraz za granicami miasta kończy się asfalt, dalej wiedzie już tylko droga szutrowa. Jest to najbardziej typowa w Boliwii nawierzchnia. Droga wiedzie przez boliwijskie Altiplano- jeden z najwyżej na świecie położonych płaskowyżów, znajduje się on na wysokości powyżej 4000 m n.p.m. Na horyzoncie widoczne są ośnieżone szczyty Andów, ich wierzchołki sięgają 6000 m n.p.m. Podczas jazdy zaczynamy odczuwać objawy choroby wysokogórskiej- zawroty głowy, duszności, krótszy oddech. Trzeba się do tego przyzwyczaić i zwolnić tempo wykonywania wszystkich czynności. Mijamy nieliczne wsie z charakterystycznymi zabudowaniami &#8211; ściany domów z suszonej w słońcu cegły, dachy z traw i gałęzi drzew &#8211; jak za czasów Inków. Miejscowa ludność ze względu na wyjątkowo niesprzyjające warunki : ostry klimat, nieurodzajne gleby zajmuje się głównie hodowlą lam i alpak. Wypasają zwierzęta na niewielkich pastwiskach porośniętych suchoroślami. Hodowla dostarcza wełnę, skóry, mięso, a ponadto lamy wykorzystywane są jako zwierzęta juczne. Po kilkudziesięciu minutach jazdy osiągamy niewielką miejscowość Laja, słynącą z jednego z najstarszych kościołów wzniesionych przez hiszpańskich konkwistadorów w Ameryce Południowej.</p>
<p>Hiszpanie posuwając się w głąb kontynentu, po przekroczeniu bariery jaką stanowią Andy, w miejscu dzisiejszej Laja postanowili zbudować główne miasto regionu. Jego budowę rozpoczęto od postawienia wspaniałego, dużego kościoła katolickiego z okazałym , wykonanym ze srebra ołtarzem. Po odkryciu w niewielkiej odległości dużej śródgórskiej kotliny, gdzie klimat jest łagodniejszy, bardziej sprzyjający dla białego człowieka, Hiszpanie postanowili zmienić lokalizację największego miasta. W takich okolicznościach zaczęto wznosić dzisiejsze La Paz, a Laja pozostała niewielką osadą ze wspaniałym kościołem, żyjącą w cieniu stolicy. W Laja od lat proboszczem jest polski misjonarz Werbista Ojciec Krzysztof Bielasik. Naszą wizytą jest bardzo zaskoczony- polscy turyści docierają do Laja bardzo rzadko. Cieszymy się wszyscy z tego  spotkania. Okazuje się , że wraz z o. Krzysztofem są w parafii także dwaj inni polscy duchowni: ksiądz Józef Bielasik i młody kleryk Werbista Marek z Wrocławia. Obaj przygotowywali się wcześniej do pracy misyjnej ucząc się nowego dla nich języka hiszpańskiego na południu Boliwii, w okolicach Cochabamby. O. Krzysztof prezentuje nam ciekawy film video, nakręcony z obchodów odpustu parafialnego przypadającego na 8 grudnia. Jest to największe, trwające kilka dni święto, na które zjeżdżają do Laja profesjonalne zespoły taneczne, orkiestry ludowe z całego kraju. Każda grupa stara się wypaść okazale: bajecznie kolorowe stroje, zróżnicowana muzyka, śpiewy, tańce. W zabawie uczestniczą także dostojnicy kościelni- proboszcz miejscowej parafii, Biskup Ordynariusz Diecezji. Odpust- święto religijne przybiera charakter wielkiego festynu ludowego miejscowych Indian Aymara, dla których szczególnie bliski jest kult Matki Bożej. Jest ona utożsamieniem Matki Ziemi ze starych wierzeń indiańskich. W dniu odpustu usiłują oni wyprosić jak najwięcej łask. W tym celu zakopują za murem sanktuarium zabawki symbolizujące upragnione przedmioty np.: dom, samochód, telewizor. Spełnienie życzeń następuje w ciągu roku. Ze zwierzeń o. Krzysztofa wiemy, że i Jemu udało się w ten sposób &#8222;pozyskać&#8221; potrzebne dobra ( otrzymał w podarunku telewizor, udało się ukończyć budowę domu parafialnego).</p>
<p>Nie ulega jednak wątpliwości, że główne sukcesy o. Krzysztofa są efektem Jego wytężonej pracy. Udało Mu się zjednać przychylność miejscowej ludności do Jego poczynań i wzniesiono kilka okazałych budynków. Powstało w nich pomaturalne collegium kształcące przyszłych nauczycieli religii, tak potrzebnych w katolickiej Boliwii, w której ciągle jest zbyt mało księży. Bardzo intensywna nauka w collegium trwa 4 miesiące. Chętnych do nauki jest wielu, przyjeżdżają do Laja młodzi ludzi, kobiety i mężczyźni z różnych zakątków Boliwii. Na każdy semestr przyjmowanych jest ok.100 słuchaczy. Zakwaterowani są w wybudowanym także przez o. Krzysztofa internacie. Mamy okazję zwiedzić pomieszczenia collegium, robią na nas duże wrażenie. Jest no największy, najlepiej wyposażony obiekt tego typu w Boliwii. Dzięki staraniom polskiego misjonarza wzniesiono też duże sale wykładowe, świetlicę dla Indian Aymara, nowy dom parafialny i plebanię.</p>
<p>Od kilku lat o.  Krzysztof prowadzi też duże gospodarstwo rolne, które wytwarza produkty dla potrzeb wykładowców i studentów collegium. Jest to najnowocześniejsze gospodarstwo w tej części kraju, uzyskuje się w nim wysokie plony, stawiane za wzór dla innych. Na stałe w gospodarstwie zatrudnieni są dwaj pracownicy, w tym technik rolnictwa. W pracach pomocniczych biorą udział wszyscy ci słuchacze collegium, których nie stać na opłacenie czesnego w internacie. Przy okazji uczą się podstaw nowoczesnego rolnictwa. Gospodarstwo zapewnia pełną samowystarczalność collegium. Uprawia się tu: nieznane u nas zboże quinoa, ziemniaki, pataty, warzywa: buraki, pomidory, marchew, sałatę, kalarepę, a hoduje : krowy, owce, kury, trzodę chlewną &#8211; rzadkość w Boliwii. Gospodarz oprowadza nas &#8222;po swojej zagrodzie&#8221; z satysfakcją opowiadając o pokonywaniu codziennych trudów. Z księdzem Józefem zwiedzamy niewielkie sanktuarium Matki Boskiej, położone na wzniesieniu górującym nad miastem. W kaplicy, z tyłu ołtarza znajduje się odciśnięty w kamieniu cudowny wizerunek Matki Boskiej. Ze wzniesienia roztacza się stąd wspaniała panorama na Andy, które z poziomu płaskowyżu przypominają ośnieżone piramidy. Wzrok nasz przyciągają zwłaszcza dwa przepiękne szczyty: Młody Potosi o wysokości ok. 5800 m n.p.m. i najwyższy Illimani. W tym miejscu czujemy &#8222;bliskość niebios&#8221;- tuż, tuż. Ksiądz Józef, wielki entuzjasta gór, proponuje nam następnego dnia wycieczkę na jeden z pobliskich szczytów. Niestety ustalony wcześniej plan naszej podróży jest mocno napięty i mimo, że propozycja jest bardzo kusząca musimy odmówić.</p>
<p>Spotykamy się jeszcze z Markiem, młodym klerykiem, który właśnie wrócił z objazdu okolicznych wiosek. Podróżował na motocyklu Honda, w czasie jazdy złapała go  gwałtowna burza z intensywnym opadem gradu wielkości dużych ziaren grochu. Marek jest ubłocony, zmoczony. Po kilkunastu minutach odpoczynku jest gotowy do zajęć z miejscową młodzieżą. Jest ich ulubieńcem, poświęca dzieciom i młodzieży dużo serca, czasu &#8211; rozumie ich problemy. Rozmawiają ze sobą o wszystkich problemach, liczą na jego pomoc w podejmowaniu decyzji. Tego nie mogą oczekiwać od swoich rodzin. Zazwyczaj w wielodzietnych domach rodzice niewiele czasu poświęcają swoim dzieciom &#8211; wychowaniem zajmuje się &#8222;ulica&#8221;. Marek organizuje im wspólne oglądanie filmów video, a po seansie następują długie dyskusje o postawach bohaterów. Muszą się nauczyć oddzielania fikcji od rzeczywistości, by mogli świadomie wkroczyć w dorosłe życie. Poza tym chłopcy chętnie uczestniczą w zajęciach sportowych, zwłaszcza w meczach piłki nożnej oraz w zajęciach muzycznych. Marek założył zespół &#8211; On i 6 chłopców w wieku od 6 do 18 lat grają na instrumentach i śpiewają. Piosenki które usłyszeliśmy w ich wykonaniu mówią o miłości, przyjaźni, szacunku dla drugiego człowieka. Spotkanie z tymi młodymi ludźmi sprawia nam dużą przyjemność. Chłopcy są zachwyceni, że jesteśmy z kraju, w którym najwyższy szczyt leży 1,5 km niżej n.p.m. niż Laja, w której mieszkają. Także porównanie osiągnięć futbolowych reprezentacji narodowych wypada na korzyść Boliwii. Mają z tego powodu dumne miny. Wieczorem, na zakończenie naszej wizyty w Laja uczestniczymy we mszy św. celebrowanej przez trzech duchownych: dwóch Polaków (o. Krzysztofa i ks. Józefa &#8211; rodzonych braci Bielasików) i młodego Hindusa Werbistę o. Franciszka.</p>
<p>Msza jest spotkaniem ludzi sobie bliskich, na znak pokoju proboszcz ściska dłonie wszystkim przybyłym do kościoła parafianom. Naukę o. Krzysztof przekazuje stojąc wśród wiernych. Msza jest &#8222;rozśpiewana&#8221; &#8211; Marek z zespołem przygrywają i śpiewają wtórując pozostałym. Błogosławieństwo udzielone na zakończenie jest dla nas pożegnaniem z Laja i niezwyczajnymi Polakami tu żyjącymi.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polskimszlakiem.pl/z-wizyta-u-polskich-ksiezy-w-laja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Polscy misjonarze w Laja</title>
		<link>http://polskimszlakiem.pl/polscy-misjonarze-w-laja/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=polscy-misjonarze-w-laja</link>
		<comments>http://polskimszlakiem.pl/polscy-misjonarze-w-laja/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 21 Dec 1995 18:47:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[W Miastach]]></category>
		<category><![CDATA[Z wizytą u Polaków]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polskimszlakiem.pl/?p=297</guid>
		<description><![CDATA[Laja to stara, niewielka osada położona na Altiplano, w odległości tylko 40 km od stolicy Boliwii &#8211; La Paz. Jednak przejazd tak niewielkiego odcinka zajmuje nam prawie godzinę. Początkowo samochód ostro wspina się z centrum La Paz do jej nowej dzielnicy El Alto, położonej na wysokości 4 tys. m n.p.m. Tu kończy się asfalt, dalej [...]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i>Laja to stara, niewielka osada położona na Altiplano, w odległości tylko 40 km od stolicy Boliwii &#8211; La Paz. Jednak przejazd tak niewielkiego odcinka zajmuje nam prawie godzinę.</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i><a href="/wp-content/uploads/2013/06/31690019.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-585" alt="Na boliwijskich bezdrożach" src="/wp-content/uploads/2013/06/31690019-300x201.jpg" width="300" height="201" /></a>Początkowo samochód ostro wspina się z centrum La Paz do jej nowej dzielnicy El Alto, położonej na wysokości 4 tys. m n.p.m. Tu kończy się asfalt, dalej już tylko droga szutrowa, która doprowadza nas na plac w centrum Laja.</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i>Podziwiamy wspaniały krajobraz Altiplano, jednego z najwyżej na świecie położonego płaskowyżu. Na horyzoncie widoczne są wysokie, ośnieżone szczyty Andów, ich wierzchołki sięgają 6 tys. m n.p.m. Odczuwamy skutki dużej wysokości : oddech jest krótszy, wszystkie czynności wykonujemy w zwolnionym tempie.</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i><a href="/wp-content/uploads/2013/06/31690026.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-582" alt="Kościól w Laja" src="/wp-content/uploads/2013/06/31690026-300x198.jpg" width="300" height="198" /></a>   Laja słynie z pięknego, jednego z najstarszych w Boliwii kościołów, wzniesionego przez hiszpańskich konkwistadorów. Hiszpanie posuwając się w głąb kontynentu od Pacyfiku , po przejściu Andów, w miejscu dzisiejszej Lajy, mimo dość surowych warunków klimatycznych, postanowili wznieść główne miasto regionu. Budowę rozpoczęli od dużego kościoła. Dopiero kilka lat później, podczas penetracji okolic odkryto dużą kotlinę &#8211; obniżenie śródgórskie, teren bardziej dogodny dla osiedlenia europejczyków, z dogodniejszymi warunkami klimatycznymi (słabsze wiatry, wyższa temperatura). Wtedy to zapadła ostateczna decyzja o zmianie lokalizacji stolicy regionu. Nowo wybudowane miasto otrzymało nazwę La Paz (pokój).</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i>W Laja od lat proboszczem jest polski misjonarz, Werbista Ojciec Krzysztof Bielasik. Naszą wizytą jest bardzo zaskoczony, polscy turyści w Laja są rzadkością. Cieszymy się wzajemnie z tego spotkania. Okazuje się że wraz z Ojcem Krzysztofem są w parafii także dwaj inni polscy misjonarze : ksiądz Józef Bielasik i młody kleryk Werbista z Wrocławia Marek. Obaj wcześniej przygotowywali się do pracy misyjnej ucząc się nowego dla nich języka hiszpańskiego na południu Boliwii w okolicach Cochabamby.</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i>Ojciec Krzysztof prezentuje nam ciekawy, nakręcony przez Niego film video z obchodów odpustu parafialnego przypadającego na 8 grudnia. Jest to największe, trwające kilka dni święto, na które zjeżdżają do Laja profesjonalne zespoły taneczne, orkiestry ludowe z całego kraju. Każda grupa stara się wypaść najbardziej okazale : bajecznie kolorowe stroje, zróżnicowana muzyka, śpiewy, tańce.</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i>W zabawie uczestniczą także dostojnicy kościelni &#8211; proboszcz miejscowej parafii, Biskup Ordynariusz Diecezji. Odpust &#8211; święto religijne przybiera charakter wielkiego festynu ludowego miejscowych Indian Aymara, dla których szczególnie bliski jest kult Matki Bożej. Jest Ona Matką Ziemią ze starych wierzeń indiańskich. W dniu odpustu usiłują oni wyprosić u Matki Bożej jak najwięcej łask. W tym celu zakopują za murem sanktuarium zabawki symbolizujące upragnione przedmioty np. : dom, samochód, telewizor. Spełnienie życzeń następuje w ciągu najbliższego roku. Ze zwierzeń Ojca Krzysztofa wiemy, że i Jemu, udało się ukończyć rozpoczętą budowę domu parafialnego być może za sprawą zakopanej rok wcześniej zabawki. Nie ulega jednak wątpliwości, że główne sukcesy Ojca Krzysztofa są efektem Jego wytężonej pracy. Udało mu się zjednać przychylność miejscowej ludności do Jego poczynań i pod Jego kierunkiem wzniesiono kilka okazałych budynków parafialnych. Powstało w nich pomaturalne collegium kształcące przyszłych nauczycieli religii, tak potrzebnych w katolickiej Boliwii, w której ciągle jest zbyt mało księży.</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i>Bardzo intensywna nauka w collegium trwa 4 miesiące. Chętnych do nauki jest wielu, przyjeżdżają do Laja młodzi ludzie &#8211; kobiety i mężczyźni z różnych zakątków Boliwii. Na każdy semestr przyjmowanych jest ok. 100 słuchaczy. Młodzież w czasie studiów zakwaterowana jest w wybudowanym przez Ojca Krzysztofa internacie. Mamy okazję zwiedzić pomieszczenia collegium, robią na nas duże wrażenie. Jest to największy, najlepiej wyposażony obiekt tego typu w Boliwii. Dzięki staraniom polskiego misjonarza wzniesiono też duże sale wykładowe, świetlicę dla Indian Aymara, nowy dom parafialny i plebanię.</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i>Od kilku lat Ojciec Krzysztof prowadzi też duże gospodarstwo rolne, które wytwarza produkty dla potrzeb misjonarzy i studentów collegium. Jest to najnowocześniejsze gospodarstwo w tej części kraju, uzyskuje się w nim wysokie plony. Stawiane jest ono za wzór dla innych. Na stałe w gospodarstwie zatrudnieni są dwaj pracownicy, w tym technik rolnictwa. W pracach biorą udział wszyscy ci słuchacze collegium, których nie stać na opłacenie czesnego. Swoją własną pracą zarabiają na koszty utrzymania w okresie kilkumiesięcznej nauki. Przy okazji uczą się podstaw nowoczesnego rolnictwa. Gospodarstwo zapewnia pełną samowystarczalność collegium. Uprawia się tu: nieznane u nas zboże quinoa, ziemniaki, pataty, warzywa &#8211; buraki, pomidory, marchew, sałatę, kalarepę oraz hoduje : krowy, owce, kury, trzodę chlewną &#8211; rzadkość w Boliwii.</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i>Gospodarz oprowadza nas &#8222;po swojej zagrodzie&#8221; z satysfakcją opowiadając o pokonywaniu codziennych trudów.</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i>Z księdzem Józefem zwiedzamy niewielkie sanktuarium Matki Boskiej, położone na wniesieniu górującym nad miastem. W kaplicy, z tyłu ołtarza znajduje się odciśnięty w kamieniu, cudowny wizerunek Matki Boskiej.</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i>Ze wzniesienia roztacza się wspaniała panorama na Andy, które z poziomu płaskowyżu przypominają ośnieżone piramidy. Wzrok nasz przyciągają zwłaszcza dwa przepiękne szczyty Młody Potosi: o wysokości ok. 5800 m n.p.m. i najwyższy Illimani. W tym miejscu czujemy &#8222;bliskość niebios&#8221; &#8211; tuż, tuż. Ksiądz Józef, wielki entuzjasta gór, proponuje nam wycieczkę na jeden z pobliskich szczytów. Niestety ustalony wcześniej plan naszej podróży jest mocno napięty i mimo, że propozycja jest bardzo kusząca musimy odmówić.</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i><a href="/wp-content/uploads/2013/06/31690029.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-583" alt="Marek, polski kleryk wraz ze swoim podopiecznym" src="/wp-content/uploads/2013/06/31690029-300x200.jpg" width="300" height="200" /></a>Spotykamy się jeszcze z Markiem, młodym klerykiem, który właśnie wrócił z objazdu okolicznych wiosek. Podróżował na motocyklu Honda, w czasie jazdy złapała Go gwałtowna burza z intensywnym opadem gradu wielkości dużych ziaren grochu. Marek jest ubłocony, zmęczony. Po kilkunastu minutach jest już gotowy do zajęć z miejscową młodzieżą. Jest ich ulubieńcem, poświęca dzieciom i młodzieży dużo serca, czasu, rozumie ich problemy. Rozmawiają ze sobą o wszystkich problemach, liczą na jego pomoc w podejmowaniu decyzji. Tego nie mają w domach. Rodziny indiańskie są zazwyczaj wielodzietne, rodzice niewiele czasu poświęcają swoim pociechom &#8211; dzieci &#8222;wychowuje ulica&#8221;. Marek organizuje im wspólne oglądanie filmów video, a po seansie następują długie dyskusje o postawach filmowych bohaterów. Muszą nauczyć się oddzielania fikcji od rzeczywistości, by mogli świadomie wchodzić w dorosłe życie. Poza tym chłopcy chętnie uczestniczą w zajęciach sportowych, zwłaszcza w meczach piłki nożnej oraz w zajęciach muzycznych &#8211; Marek założył zespół &#8211; On i 6 chłopców w wieku od 6 do 18 lat grają na instrumentach i śpiewają. Piosenki które usłyszeliśmy w ich wykonaniu mówią o miłości, przyjaźni, szacunku dla drugiego człowieka. Spotkanie z tymi młodymi ludźmi sprawia wszystkim dużą przyjemność. Chłopcy są zachwyceni, że jesteśmy z kraju, w którym najwyższy szczyt leży 1,5 km niżej n.p.m. niż Laja, w której żyją. Także porównanie osiągnięć futbolowych reprezentacji narodowych wypada na korzyść Boliwii. Mają z tego powodu dumne miny.</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i><a href="/wp-content/uploads/2013/06/31690030.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-584" alt="Misjonarze odprawiają mszę w kościele w Laja" src="/wp-content/uploads/2013/06/31690030-300x198.jpg" width="300" height="198" /></a>Wieczorem, na zakończenie naszej wizyty w Laja uczestniczymy we mszy św. celebrowanej przez 3 duchownych : dwóch Polaków (o. Krzysztofa, ks. Józefa) i młodego Hindusa Werbistę o. Franciszka.</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i>Msza jest spotkaniem ludzi bliskich, znak pokoju proboszcz przekazuje poprzez uściśnięcie dłoni wszystkim przybyłym do kościoła parafianom. Naukę o. Krzysztof przekazuje stojąc wśród wiernych. Msza jest &#8222;rozśpiewana&#8221; &#8211; dzięki uczestnictwu w niej zespołu muzycznego Marka.</i></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><i> Jarosław Fischbach</i></span></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polskimszlakiem.pl/polscy-misjonarze-w-laja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>CHORWACJA HIT SEZONU LETNIEGO ‚ 96?</title>
		<link>http://polskimszlakiem.pl/chorwacja-hit-sezonu-letniego-96/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=chorwacja-hit-sezonu-letniego-96</link>
		<comments>http://polskimszlakiem.pl/chorwacja-hit-sezonu-letniego-96/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 14 Nov 1995 10:33:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Z wizytą u Polaków]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polskimszlakiem.pl/?p=223</guid>
		<description><![CDATA[Wywiad z p.Grażyną Alujević właścicielką Biura Turystycznego &#8222;ADRIAPOL&#8221; &#160; &#160; Dlaczego pragnie Pani zainteresować polskie biura turystyczne sprzedażą imprez w Dalmacji ? Jest bardzo wiele przyczyn , dla których zainteresowanie moich Rodaków przyjazdami do Dalmacji powinno być duże. Główne z nich to: wspaniałe , czyste, ciepłe morze, łagodny klimat, bardzo dobrze rozwinięta sieć usług turystycznych [...]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><span><b>Wywiad z p.Grażyną Alujević właścicielką Biura Turystycznego &#8222;ADRIAPOL&#8221;</b></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p align="JUSTIFY"><span><b>Dlaczego pragnie Pani zainteresować polskie biura turystyczne sprzedażą imprez w Dalmacji ?</b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Jest bardzo wiele przyczyn , dla których zainteresowanie moich Rodaków przyjazdami do Dalmacji powinno być duże. Główne z nich to: wspaniałe , czyste, ciepłe morze, łagodny klimat, bardzo dobrze rozwinięta sieć usług turystycznych , a także dawne przyzwyczajenia Polaków do spędzania urlopu w okolicach Makarskiej, Trogiru, Splitu czy Dubrovnika.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span><b>Obawiam się, że pomimo tych niezaprzeczalnych walorów , o których Pani mówi może być jedna niebagatelna przeszkoda &#8211; obawa o bezpieczeństwo turystów w Chorwacji .</b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Dlatego zaprosiłam Panów do Splitu , abyście mieli okazję przekonać się , że ani tu ani na pozostałym odcinku wybrzeża nie ma żadnych działań wojennych , życie toczy się normalnym rytmem, funkcjonują wszystkie instytucje, sklepy, kawiarnie, restauracje, transport itd.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span><b>Rzeczywiście w czasie naszego przejazdu autostradą transadriatycką od Opatiji aż po Split nie stwierdziliśmy żadnych zagrożeń dla ewentualnych turystów . Co zamierzają zrobić władze turystyczne regionu , biura podróży, hotelarze , aby wpływać na świadomość przyszłych Gości, że do Dalmacji można już spokojnie przyjeżdżać ? </b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Zapraszamy przedstawicieli wielu biur turystycznych z Polski , aby przyjechali sami zobaczyć jak wygląda sytuacja . Cieszę się bardzo , że przedstawiciele dwóch biur z regionu łódzkiego &#8222;TOURPOLU&#8221; i &#8222;PA-CO-TOURU&#8221; już znają sytuację. Mam nadzieję, że będą oni propagatorami przyjazdów turystycznych Polaków do Dalmacji. Ponad to przewidujemy organizację kilku workshopów poświęconych Chorwacji w Polsce , uczestnictwo w targach turystycznych m.in. w Poznaniu . Dziennikarzy i pracowników biur turystycznych zapraszamy na wyjazdy studialne do Dalmacji.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span><b>Czy ceny usług turystycznych w 1996 roku będą preferencyjne ?</b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Oczywiscie zdajemy sobie sprawę , że aby znów pozyskać liczne rzesze turystów (wszak turystyka ma dostarczyć największych wpływów do budżetu) musimy zastosować ceny preferencyjne . O szczegółach za wcześnie dziś dokładnie mówić . Myślę, że oferta cenowa na przyszły rok zostanie dokładnie opracowana do grudnia br. Jeszcze raz podkreslam, że będą to ceny preferencyjne.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span><b>Do jakiej grupy turystów będzie skierowana ta oferta ?</b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Walory turystyczne Dalmacji i jej zagospodarowanie turystyczne pozwalają na to , aby była to oferta maksymalnie zróżnicowana . Jesteśmy gotowi przyjąć turystów o bardzo wygórowanych potrzebach-zapewnić im luksusowe warunki pobytu. Dysponujemy też bazą dla przeciętnie zamożnych turystów. Wśród nich największym powodzeniem cieszą się kilku-osobowe apatramenty z dobrze wyposażoną kuchnią . Mamy też do dyspozycji dziesiątki tysięcy miejsc w kwaterach prywatnych i na campingach. Nie zapominamy też o wypoczynku dla najmłodszych, duża baza kolonijno-obozowa czeka na grupy dzieci i młodzieży. </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span><b>Dziś wielu turystów w Polsce szuka oferty jeszcze bardziej urozmaiconej, myślę tu o turystyce kwalifikowanej. W Łodzi działają bardzo aktywnie kluby płetwonurków , czy mają po co przyjeżdżać nad Adriatyk ?</b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Oczywiście , tak. Ciepła krystalicznie czysta woda pozwala na obserwację bogatego życia podwodnego . Właściciele dużych 20 osobowych jachtów morskich są przygotowani do organizacji takich eskapad z możliwością nurkowania w różnych miejscach w czasie 10 lub 14 dniowego rejsu. </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Proponują oni także organizację podobnych rejsów turystycznych , w czasie których istnieje możliwość poznania różnych zakątków wybrzeża Chorwacji, wielu wysp.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span><b>Zmieńmy trochę temat naszej rozmowy. Skąd tak bliska sercu Polaków nazwa Pani Biura Turystycznego &#8222;ADRIAPOL&#8221; ? Czy utrzymuje Pani jakieś kontakty z polskimi biurami i organizacjami turystycznymi ?</b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Od wielu lat jestem związana pracą w turystyce. Ukończyłam zakopiańską szkołę Hotelarsko-Turystyczną , później pracowałam w &#8222;Orbisie&#8221; w Krynicy Górskiej. Po przyjeździe do Splitu , w którym mieszkam od 20 lat podjęłam pracę w największym biurze turystycznym w Chorwacji &#8222;DALMACJATURIST&#8221; . Od ponad roku prowadzę własne biuro &#8222;ADRIAPOL&#8221;.Jego nazwa ma nawiązywać do związków turystycznych, które chciałabym odnowić między Polską a Dalmacją, czyli ziemią położoną na wspaniałym wybrzeżu Adriatyku. Na razie wysyłam grupy turystów z Chorwacji do Polski , głównie do mojej rodzinnej Krynicy . Oczekuję na pojawienie się pierwszych grup turystycznych z Polski. Z sąsiednich krajów tj z Czech i Słowacji już od dwóch lat przyjeżdża wielu turystów i wczasowiczów.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span><b>Dziękuję serdecznie za rozmowę , zaproszenie do Splitu i wspaniałe przyjęcie naszej grupy. W czasie krótkiego pobytu w Dalmacji mieliśmy sposobność zobaczyć niepowtarzalne piękno tego kraju , bardzo dobrze rozwiniętą bazę turystyczną i doświadczyć wielkiej gościnności Gospodarzy . Są to wspaniałe walory, które powinny przyciągać liczne rzesze turystów.</b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Wywiad przeprowadził &#8211; </span><span><b>JAROSŁAW FISCHBACH Z BIURA TURYSTYCZNEGO &#8222;TOURPOL&#8221;</b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Opis zdjęcia : Grażyna Alujević wraz z przedstawicielami polskich biur turystycznych &#8222;TOURPOL&#8221; i &#8222;PA-CO-TOUR&#8221;</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span><b> Dalmacja czeka na polskich turystów</b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Jarosław Fischbach z Biura Turystycznego &#8222;Tourpol&#8221; rozmawia z Mili Razovicem, szefem Urzędu Turystyki w Dalmacji.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span><b>- Panie Dyrektorze, czy obecna sytuacja polityczno-gospodarcza w Chorwacji pozwala na rozwój turystyki przyjazdowej do jednego z najpiękniejszych zakątków Europy, jakim jest Dalmacja?</b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>- Mam nadzieję i jednocześnie głębokie przekonanie, że sytuacja polityczna w Chorwacji jest ustabilizowana, nie grożą nam już działania wojenne, do uregulowania pozostaje problem wschodniej Sławonii. Są wszelkie przesłanki, aby ten ostatni problem rozwiązać na drodze rokowań pokojowych..</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Jest to region położony z dala od Dalmacji. Na wybrzeżu &#8211; od Istrii aż po Riwierę Makarską nie było działań wojennych, nie ma też żadnych zniszczeń, śladów wojny. Już teraz, po normalizacji sytuacji politycznej kapitał zagraniczny zainteresowany jest inwestycjami turystycznymi w Dalmacji.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Liczę że sezon w 1996 roku da duży impuls do odrodzenia turystyki w naszym kraju i ilość turystów</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>przyjeżdżjących na urlopy do Dalmacji systematycznie z roku na rok będzie wzrastała.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Turystyka do momentu wybuchu wojny przynosiła największe dochody, sięgały one ok.4 mld marek niemieckich rocznie.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span><b>- Czy biura turystyczne, hotelarze oraz Urząd Turystyki w Dalmacji zainteresowani są przyjazdami turystów polskich i co zamierzacie Państwo uczynić aby jak najwięcej Polaków odwiedziło Chorwację?</b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>- Przyjazdy turystów z Polski są obecnie rzadkością. Wasi sąsiedzi &#8211; Słowacy i Czesi przyjeżdżają do nas znacznie częściej. Polska jest więc tym krajem, w którym nasza aktywność musi być znacznie większa. Już na przełomie listopada i grudnia przedstawiciele Dalmacji przyjadą do Polski m.in. do Krakowa i Rybnika, aby propagować naszą ofertę. Byliśmy też obecni na ostatnich targach turystycznych w Poznaniu. Liczymy że na wiosnę kontakty te będą bardziej zintensyfikowane.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span><b>- Korzystając z Państwa obecności w Polsce , pragnę Panu zaproponować pomoc w organizacji work shopu poświęconego Dalmacji w Łodzi. Sądzę że zainteresowanie wyjazdami turystycznymi w okolice Splitu, Trogiru, Makarskiej w naszym prawie milionowym mieście będzie duże. Wyjazdy mieszkańców Łodzi i regionu łódzkiego do Dalmacji w latach 70-tych</b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span><b>i 80-tych były bardzo popularne, warto byłoby reaktywować.</b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>- Dziękuję za tę propozycję. Oczywiście jest ona dla mnie bardzo interesująca i chętnie z niej skorzystam. Będzie to dla mnie kolejna okazja do przekonania Polaków , że w lecie 1996 roku warto wybrać się na wypoczynek do słonecznej, gościnnej i dobrze przygotowanej na przyjęcie turystów Dalmacji.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span><b>- Wybrzeże Dalmacji z wielu względów powinno być wyjątkowo atrakcyjne dla Polaków. Krajobrazowo jest to najpiękniejszy fragment wybrzeża Adriatyku &#8211; połączenie czystego, ciepłego morza z wysokimi górami. Znana jest też słowiańska gościnność Chorwatów, wielka życzliwość dla turystów. Nie bez znaczenia jest też fakt, że z Polski do Chorwacji jest znacznie bliżej niż na riwierę włoską, francuską czy hiszpańską. Pozostaje tylko problem jak przekonać Polaków, że pobyt w Chorwcji, w lecie przyszłego roku będzie już zupełnie spokojny </b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span><b>i bezpieczny.</b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>- To Państwo, którzy nas odwiedzacie możecie o tym zaświadczyć, pokazać filmy, przekazać informacje, napisać w prasie. My też będziemy o tym przekonywać w trakcie naszej wizyty w Waszym kraju. Sądzę jednak, że najbardziej przekonujące będzie zorganizowanie wyjazdu studialnego dla dziennikarzy, pracowników biur turystycznych z Polski do Dalmacji. Najdogodniejszym terminem byłby koniec lutego, początek marca przyszłego roku, tak aby można było podpisać umowy </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>o współpracy przed rozpoczęciem sprzedaży oferty letniej.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span><b>- Jest to doskonały pomysł, myślę że nic lepiej nie przekona potencjalnych kontrahentów jak bezpośrednia wizyta w Dalmacji, obejrzenie bazy turystycznej prowadzonej przez fachową kadrę. Proszę jednak pamiętać, że turystów tradycyjnie wypoczywających w Dalmacji w latach 70-tych i 80-tych przejęły inne kraje, głównie śródziemnomorskie. Co zamierza zrobić Urząd Turystyki aby &#8222;odzyskać&#8221; turystów?</b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>- Oczywiście, dobrze o tym wiem, ale sądzę że mamy wiele atutów, których brak innym krajom.Na przykład wybrzeże Adriatyku po stronie chorwackiej jest znacznie czystsze , niż po stronie włoskiej, krajobrazowo jest też bardziej urozmaicone.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Nie ulega wątpliwości , że musimy zastosować mocno preferencyjne ceny, aby pozyskać kontrahentów.Pobyt w Chorwacji będzie więc tańszy niż we Włoszech czy we Francji. Jeśli mówimy o turystach z Polski, liczę na to , że jako narody słowiańskie dobrze się wzajemnie rozumiemy, lubimy i cenimy. Jestem przekonany, że Polacy będą się lepiej czuć niż w jakimkolwiek innym zakątku basenu Morza Śródziemnego.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span><b>- Serdecznie dziękuję Panu za rozmowę i do zobaczenia w Łodzi.</b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>*****************************************************************************</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span><b>WORK SHOP DALMACJA &#8217;96</b></span><span> zorganizowany wspólnie przez Urząd Turystyki Dalmacji, Agencję Turystyczną Adriapol ze Splitu kierowaną przez Polkę p.Grażynę Alujevic oraz Biuro Turystyczne &#8222;Tourpol&#8221; i Biuro Turystyczne &#8222;Pa-Co-Tour&#8221; odbędzie się </span><span><b>w Łodzi 5 grudnia 1995r.</b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Uczestniczyć w nim będą ze strony chorwackiej m.in. Dyrektor Urzędu Turystyki Dalmacji, Dyrektor Wydziału Oświaty i Edukacji Dalmacji, przedstawiciele biur turystycznych i hotelarzy.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>W dniach 25.02. &#8211; 02.03.96 planowany jest wyjazd studialny do Chorwacji.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Przedstawicieli biur turystycznych, zakładów pracy zainteresowanych nawiązaniem wspólpracy </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>z Dalmacją prosimy o kontakt z BT&#8221;Tourpol&#8221; w Łodzi.Piramowicza 9 tel/fax 32-35-60, tel.30-30-15.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Na zdjęciu: Mili Razovic- Dyrektor Urzędu Turystyki Dalmacji (w środku) podczas spotkania </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span> z przedstawicielami polskich biur podróży.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span><b>Czy wakacje w 1996 roku spędzimy w słonecznej i gościnnej Dalmacji?</b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>W ostatnich tygodniach władze turystyczne Dalmacji wraz z przedstawicielami biur turystyznych </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>i hotelarzy wykazują bardzo dużą aktywność na rynku polskim.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Na ich zaproszenie przedstawiciele biur turystycznych regionu łódzkiego:BT &#8222;Tourpolu&#8221; </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>i BT &#8222;Pa-Co-Touru&#8221; mieli możliwość zapoznania się z walorami turystycznymi i zagospodarowaniem wybrzeża Adriatyku w okolicach Splitu. </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Chorwaci brali też udział w tegorocznych targach turystycznych w Poznaniu. </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>W najbliższym czasie wybierają się także do Krakowa , na Śląsk oraz do Łodzi. </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Celem wizyt w Polsce jest przekonanie tour operatorów, że najwyższy już czas zwiększenia aktywności na terenie Dalamcji. Obecnie, przy normalizacji sytuacji politycznej w Chorwacji, jest to kraj zupełnie bezpieczny dla turystów i wczasowiczów. Czesi, Słowacy, Włosi już od dwóch lat wysyłają liczne grupy turystów na wybrzeże Dalmacji. Przed nami powtórne odkrycie tego, jakże pięknego i ciekawego regionu. Krystalicznie czyste i ciepłe morze styka się bezpośrednio z wysokimi górami.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Całe wybrzeże Adriatyku jest tu bardzo intensywnie zagospodarowane, a obiekty zazwyczaj położone nad malowniczymi zatokami.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Oferta wypoczynku przygotowana przez Chorwatów jest bardzo różnorodna. Istnieje możliwość zarezerwowania miejsc noclegowych w luksusowych hotelach, apartamentach, ale także w kwaterach prywatnych, przyczepach campingowych, na campingach.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Miłośnicy sportów wodnych będą mieli do dyspozycji sprzęt pływający. Istnieje także możliwość zarezerwowania dużych, 20-osobowych jachtów morskich i zaplanowania dowolnej trasy rejsu.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Specjalne rejsy organizowane będą dla miłośników nurkowania.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Nie zapomniano także w ofercie o wypoczynku dla najmłodszych- na grupy dzieci i młodzieży czeka wiele ośrodków kolonijnych,o znacznie lepszym standardzie niż we Włoszech.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Oferowane obiekty turystyczne położone są w różnych miejscowościach na wybrzeżu m.in. w: Makarskiej, Baskim Polju, Baskiej Vodie, Splicie, Trogirze, na wyspach: Brac, Hvar, Korcula.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Każdy może znaleźć coś dla siebie.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Specjalną ofertę przygotowali Chorwaci dla klubów sportowych, istnieje możliwość organizacji dla nich specjalistycznych obozów.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>W dniu 5 grudnia na work shopie zorganizowanym w Łodzi wspólnie przez : Urząd Turystyki </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>w Dalmacji, Agencją Turystyczną &#8222;Adriapol&#8221; prowadzoną przez Polkę-Grażynę Alujevic, BT &#8222;Tourpol&#8221; oraz BT&#8221;Pa-Co-Tour&#8221; będzie można zapoznać się z ofertą dotyczącą wypoczynku w Dalmacji. Zainteresowanych organizatorzy zapraszają także na studialny wyjazd do Chorwacji pod koniec lutego przyszłego roku.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Wśród chorwackich gości, poza reprezentantami hotelarzy i biur turystycznych będą także przedstawiciele władz regionu, m.in.: Dyrektor Urzędu Turystyki Dalamacji, Dyrektor Wydziału Oświaty i Edukacji. Świadczy to o dużym zainteresowaniu władz Dalmacji polskim, łódzkim rynkiem turystycznym.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Poza spotkaniami z przedstawicielami polskich biur podróży, zakładowych służb socjalnych zaplanowane są także seminaria i wykłady w Uniwersytecie Łódzkim i w Prywatnym Zespole Szkół Hotelarsko-Turystyczno-Gastronomicznych.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>Bliższe informacje w o szczegółach imprezy można uzyskać u jednego ze współorganizatorów: </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span>BT&#8221;Tourpol&#8221;, Łódź,Piramowicza 9 ,fax/tel.32-35-60, tel.30-30-15. </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polskimszlakiem.pl/chorwacja-hit-sezonu-letniego-96/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
