W ARGENTYNIE

W dalekiej Argentynie, w odległych Andach można znaleźć kawałek Polski.
W centralnych Andach nieopodal Mendozy od ponad 25 lat funkcjonuje polskie schronisko wysokogórskie im. dh Marka Gaińskiego, położone jest ono na wysokości ok. 2.100 m n.p.m. Schronisko to stanowi własność Związków Polaków w Mendozie. Z obiektu tego mogą bezpłatnie korzystać wszyscy Polacy zarówno ci zamieszkujący w Argentynie oraz ci przybywający z odległej Ojczyzny.

Schronisko to wybudowano dla uczczenia pamięci KAWAŁEK POLSKI młodego polskiego harcerza mieszkającego w Argentynie Marka Gaińskiego, który w styczniu 1969 roku zginął nieopodal tego miejsca przysypany kamienną lawiną. Marek Gaiński był jedym z uczestników wyprawy wysokogórskiej odbywającej się pod hasłem “Tatry II”. Była to eskapada organizowana przez młodych polskich andynistów – harcerzy z Mendozy i Buenos Aires. Wyprawa ta została zorganizowana dla uczczenia 25 rocznicy bitwy pod Monte Cassino. Uczestnicy jej zdobywają kilka dziewiczych szczytów i nadają im jakże bliskie sercu każdego Polaka nazwy: Tatry I, Tatry II, Generał Iwanowski, Generał Bór-Komorowski, a najwyższy ze szczytów którego kulminacja sięga 5.220 m npm nosi od tego czasu nazwę Monte Cassino. Prawodawstwo argentyńskie zezwala, aby wszyscy zdobywcy dziewiczych szczytów leżących powyżej wysokości 5000 m npm mogli im nadać zaproponowane przez siebie i następnie zatwierdzone przez władze nazwy. Wielokrotnie skorzystali z tego Polacy. Młodzi uczestnicy ekspedycji zostawiają na szczycie polski proporczyk, ziemię przywiezioną z Polski i spod Monte Cassino. Cele wyprawy zostały osiągnięte, lecz do pełni zadowolenia zabrakło szczęśliwego zakończenia całej eskapady. To właśnie podczas zejścia z gór w pobliżu przełęczy Manantiales zaskakuje grupę kamienna lawina. Towarzysze wyprawy stawiają w tym miejscu duży żelbetonowy krzyż. Od tego czasu miejsce to nazywane jest Tumba del Polaco, czyli Grób Polaka. Członkom Związku Polaków z Mendozy udaje się otrzymać bezpłatnie działkę o powierzchni około 10 tys. m 2 na której ma stanąć przyszłe schronisko. Jest to miejsce wyjątkowo urokliwe, z piękną panoramą na wysokie andyjskie szczyty.
W pobliżu znajduje się duży obszar leśny co jest zupełnie niespotykane w tej strefie klimatycznej. Był on tu zasadzony przed ponad 50 laty przez rodzinę włoskich imigrantów, właścicieli terenu. Główną przeszkodą w szybkim wzniesieniu tego obiektu jest brak właściwych funduszy. Pierwsze pieniądze na budowę schroniska pochodzą od rodaków zamieszkujących prowincję Mendoza. W celu pozyskania dalszych pieniędzy Związek Polaków wydaje okolicznościowe cegiełki, są one kupowane przez Polonię z całej Argentyny, liczne harcerskie organizacje polonijne działające w różnych krajach. W 1972 roku udaje się uruchomić pierwszą kondygnację w schronisku. Przy jego budowie starano nawiązać do typowej architektury z Podkarpacia. Przy głównym wejściu zlokalizowano niewielki daszek wsparty na kolumnach. Wokół schroniska posadzono kilka typowych dla polskich drzew
i krzewów są tu modrzewie, dęby, lipa, brzoza, a nawet krzaki malin. Są też jednak elementy typowo argentyńskie, miejsce na duży rożen, na którym przygotowuje się wspaniałe asudo tj. krwistą wołowinę pieczoną na ruszcie. W środku schroniska same polonica: wizerunek Ojca Świętego, popiersie marszałka Piłsudskiego, wiele wyrobów ludowych. Z okien schroniska widać “polskie szczyty” Krakus i Polonia Millenaria. Bezpośrednio odpowiedzialnym za funkcjonowanie schroniska uczyniono Zbigniewa Gębarskiego.

Schronisko trafiło w najbardziej odpowiednie ręce człowieka, który miał bardzo ciepły
i życzliwy stosunek do ludzi oraz doskonale rozumiał wszystkich wyruszających na andyjskie ścieżki górskie. Przez długie lata wraz ze swoją żoną Luiginą opiekował się schroniskiem, dbał o jego rozbudowę i właściwą atmosferę.

Zbyszek był żołnierzem II Korpusu Wojska Polskiego, brał udział w kampanii włoskiej, walczył m.in. pod Monte Cassino. Po zakończeniu szlaku bojowego w Bolonii jako żołnierz Polskich Sił Zbrojnych nie mógł wrócić bezpiecznie do Polski. Wiedział, że jego koledzy, którzy zdecydowali się na ten krok są w nowej jakże innej niż ta, o którą walczyli Ojczyźnie, represjonowani. Zdecydował się więc pozostać we Włoszech, była to dla niego decyzja bardzo trudna i bolesna. Podtrzymuje go na duchu małżeństwo z młodą 17 -letnią Włoszką z okolic Padwy – Luiginą Salmin. Jednak los wystawia go na kolejną próbę. Pogarszająca się sytuacja gospodarcza we Włoszech, ustawiczny brak pracy zmusza młodych małżonków do dalszej emigracji. Wybierają jeden z najbogatszych w tym czasie krajów na świecie Argentynę, do której przybywają w końcu lat 40-tych, z zamiarem przeczekania kilku lat, aż poprawi się sytuacja ekonomiczna we Włoszech. Początkowo osiedlili się w stołecznym Buenos Aires, Zbyszek jako muzyk grał w kilku zespołach, założył także swój własny. Jednak losy rzucają ich dalej w głąb kraju, do podnóża pięknych Andów, do Mendozy. Tu pozostali już na stałe, zakładając wspaniały swój dom, udzielając się bardzo we wszystkich pracach związanych
z życiem tutejszej Polonii.

Dom ich stoi zawsze otworem dla wszystkich przybywających tu Polaków, panuje
w nim staropolska gościnność i serdeczność. Jeden z pokoi przeznaczony jest specjalnie dla gości z odległej, ale jakże bliskiej sercu Ojczyzny.

Do domu państwa Gębarskich trafiliśmy, w sposób dość niesamowity. Po przyjeździe do Mendozy po prostu zatelefonowaliśmy do nieznanych nam wtedy gospodarzy przedstawiając się, że jesteśmy z Polski i mamy szczerą chęć zobaczyć kawałek Andów. Po 15 minutach oczekiwania przyjechał po nas na dworzec Zbyszek swoim samochodem, aby zabrać nas do siebie do domu. Wylądowaliśmy oczywiście w pokoju gościnnym, zaczęły się długie Polaków rozmowy. Zbyszek szybko wyciągnął akordeon i wspaniałe miejscowe wino, atmosfera pomimo znacznej różnicy wieku i zupełnej wcześniejszej nieznajomości bardzo szybko zrobiła się iście rodzinna, przyjacielska. W domu państwa Gębarskich odebraliśmy wielką, wspaniałą lekcję historii i wielkiego patriotyzmu. Na każdym kroku znajdowaliśmy najprzeróżniejsze ślady polskości, mnóstwo książek i albumów z Polski, nut, płyt i kaset
z polską muzyką. Na ścianach wisiały dyplomy przyznawane przez Rząd Emigracyjny
i prezydenta Rzeczpospolitej na Wychodźstwie, przez Polskie Siły Zbrojne przez Związek Polaków w Argentynie. Jest też dyplom za pomoc w budowie Domu Pielgrzyma Polskiego w Rzymie. Nie brakuje dyplomów i podziękowań od komitetów organizacyjnych wypraw andynistycznych. Wspaniałą lekturą okazuje się pękaty pamiętnik, do którego wpisują się
i zostawiają swoje zdjęcia wszyscy goście, którzy odwiedzali dom państwa Gębarskich. Kogo w tym pamiętniku nie ma, tu wpis Wandy Rutkiewicz, tam Kazimierza Górskiego, Kazimierza Deyny, Zbigniewa Ryna … Chętnie kreśliliśmy też w pamiętniku parę słów od siebie i obowiązkowo zostawiliśmy zdjęcia.

Zbyszek wraz z Luiginą od lat byli właścicielami niewielkiego sklepu spożywczego, nad wejściem do niego zawieszona jest ogromna tablica z napisem POLONIA oraz godłem narodowym – orłem w koronie. Zbyszek jest dumny ze swego pochodzenia i cały czas podkreśla, że jest Polakiem. Udało mu się tak zaszczepić w Luinginie miłość do Polski, że czuje się ona bardziej Polką niż Włoszką, chociaż nigdy nie była w dawnej ojczyźnie swego męża. Luingina bardzo aktywnie działa w Związku Polaków. Państwo Gęborscy mają jedynego syna Ricarda, nie zna on już języka polskiego, lecz jego córka mała Ola, dla której dziadek miał więcej czasu wolnego ładnie mówi po polsku i chętnie śpiewa polskie piosenki.

Mamy szczęście, że w czasie naszego pobytu w Mendozie organizowane jest właśnie święto, w trakcie którego prezentowana jest kultura i tradycje różnych narodowości zamieszkujących w regionie. Polska reprezentowane jest przez małą Olę Gębarską, a także bardzo śniadego młodziana ubranego w strój krakowski. Okazuje się, że jest to wnuk jednego z nieżyjących już kolegów Zbyszka, żona jego, Włoszka dba o to aby zgodnie z zaleceniami swojego męża wychować wnuczka w duchu polskim. Dzięki takim ludziom można mieć nadzieję, że polska tradycja u podnóża sięgających nieba Andów pozostanie długo żywa.

Śladów polskości jest tu znacznie więcej, wszak jedna z pierwszych wypraw na najwyższy szczyt kontynentu Aconcaguę była organizowana właśnie przez Polaków. Na przełomie 1933 i 1934 roku polscy wspinacze weszli na szczyt nową drogą, od tego czasu nosi ona nazwę “Droga Polaków”, zaś zdobyte przez nich lodowce nazywają się “Lodowcami Polaków” bądź od nazwisk uczestników ekspedycji są to Lodowiec Ostrowskiego i Lodowiec Karpińskiego. Jeden z 6000-tysięcznych wierzchołków nosi nazwę Szczytu Polskiego – El Pico Polako. Nie został on jednak zdobyty przez Polaków, wejście na ten dziewiczy szczyt uniemożliwił im spadający kamień, który zranił jednego z uczestników wyprawy. Nazwę tej górze nadali argentyńscy andyniści, którzy zdobyli ją w 1958 roku. Jeszcze jeden ze szczytów o wysokości ok. 5.100 m npm nosi bliską naszemu sercu nazwę Polonia Millenaria – Milenium Polski, został on zdobyty po raz pierwszy przez młodych polskich harcerzy z Argentyny
w roku 1966.

Jarosław Fischbach

 

Załączniki:

1) Cegiełka na budowę schroniska im. dh Marka Gaińskiego

2) Zdjęcia schroniska dh Marka Gaińskiego

Zostaw Komentarz