W gościnie u Buszmenów

Wybierając się do Afryki równikowej nie spodziewałem się zupełnie spotkania z Buszmenami, ludźmi żyjącymi jakby w zupełnie innej odległej epoce. Nie znają oni stałych domostw, żyją w afrykańskim buszu przenosząc się co kilka miesięcy na nowe miejsca tymczasowego osiedlenia.

autor z kobietami przy ognisku Śpią bezpośrednio na ziemi w buszu przy płonących cały czas niewielkich ogniskach, w czasie zimnej nocy otulają się tylko kocami lub niewielkimi narzutami. Ich główne zajęcie to polowanie i zbieranie owoców leśnych. Po wyczerpaniu się miejscowych zasobów przenoszą oni swoje siedziby na nowe tereny.

W ostatnich dniach zobaczyliśmy wspaniałe parki narodowe Manyara i Serengeti oraz odwiedziliśmy także olbrzymi krater Ngorongoro. Mieliśmy możliwość obserwacji z bliska prawie wszystkich zwierząt żyjących w tej części Afryki.

Naprawdę były to wspaniałe, niezapomniane dni. W planach mieliśmy kolejny park narodowy Tarangire – królestwo słoni. Namawialiśmy jednak naszego kierowcę – przewodnika Rolanda, aby zechciał pokazać nam inne atrakcje tego regionu. Po krótkim namyśle stwierdził, że zawiezie nas w okolice Jeziora Easi aby pokazać nam jak żyją niewielkie, mało znane plemiona tubylcze. Są one prawie zupełnie izolowane od reszty mieszkańców tej części Tanzanii. Do tej pory, na szczęście turyści nie byli zainteresowani wizytami u nich. Czujemy, że szykuje się nam duża gratka, wizyta u plemion żyjących w dziewiczych, naturalnych warunkach. Kto by nie akceptował takiej propozycji.

na targuDojeżdżamy do dobrze nam już znanego Karatu, miejscowości o funkcji handlowo – usługowej. Odbywają się tu duże targi na których sprzedaje się głównie owoce i warzywa, ale nie brak tu również „wyrobów przemysłowych” np. sandałów wykonanych z opon samochodowych. Przed zjazdem na wyjątkowo wyboistą, gruntową drogę Roland robi dokładny przegląd naszej terenowej Toyoty, w jednym z miejscowych warsztatów. Dalsza droga jest uciążliwa, zaczynają się wyboje, kończy się asfalt, a po niedawnych opadach deszczu utworzyły się gigantyczne kałuże. Czerwone powulkaniczne gleby są bardzo urodzajne, uprawia się tutaj pszenicę, kukurydzę i fasolę. Co kilkadziesiąt minut mijają nas stare duże ciężarówki wyładowane cebulą kupowaną z miejscowych plantacji.

Na nocleg zatrzymujemy się na pięknej zielonej polanie położonej nad niewielkim potokiem. Wieczorem odwiedza nas młody mieszkaniec okolicznej wioski – Momoya Hohidoyi, który będzie jutro naszym przewodnikiem. To dzięki niemu będziemy mogli dotrzeć do koczowisk Buszmenów. Momoya jest wyjątkowo uzdolnionym młodym człowiekiem, dzięki temu otrzymał rządowe stypendium i mógł się kształcić. Zna zarówno miejscowe zróżnicowane narzecza wielu żyjących tu plemion, a także język angielski. Długo w nocy siedzimy przy ognisku, aby dowiedzieć się czegoś o plemionach do których mamy dotrzeć już za kilka godzin. Zadajemy wiele pytań, jak się okaże na następny dzień bardzo naiwnych. Po prostu nie zdawaliśmy sobie sprawy, w jak odmiennych, dla nas prymitywnych warunkach żyją ci ludzie. Poza podróżą w przestrzeni, odkryliśmy wielką podróż w czasie.

przy osobnym ognisku siedzieli mężczyzni i chłopcyNastępnego dnia wstajemy bardzo wcześnie, znacznie przed nastaniem świtu. Jedziemy bezdrożami przez busz, zastanawiamy się jak nasz przewodnik trafi do Buszmenów. Jak się później okazuje wypatruje on w buszu dymu z ognisk, które przez całą noc ogrzewają legowiska tutejszych plemion. O świcie trafiamy w końcu na dym z ognisk i docieramy do Buszmenów. Po przyjeździe na miejsce Momoya informuje wodza tutejszej grupy, że przywiózł ze sobą bardzo egzotycznych gości. Gospodarze chętnie godzą się na naszą wizytę. Wzajemnie jesteśmy siebie ciekawi. Prezentujemy jakże odmienne dla siebie światy. Światy, które bezpośrednio ze sobą się nie zetknęły. Możemy bez najmniejszych problemów filmować i fotografować wszelkie sceny i przy pomocy naszego przewodnika – tłumacza zadawać pytania.

Tubylcy wydają się zupełnie nieskrępowani naszą wizytą, to raczej my czujemy się nieswojo zaburzając ich normalny tryb dnia.

porany głód zabijany jest fajką z miejscowych ziółWraz z nastaniem dnia budzą się także nasi Buszmeni. Spali oni bezpośrednio na ziemi owinięci w koce i narzuty, obok nich paliły się przez całą noc niewielkie ogniska, które mają ich grzać w chłodną afrykańską noc, a także odstraszyć dzikie zwierzęta. Plemię rozlokowane jest przy trzech ogniskach. Przy pierwszym siedzi dość liczna grupa kobiet w różnym wieku, obok kilku z nich śpią szczelnie zawinięte w koce niemowlaki. Są one tak szczelnie osłonięte przed chłodem, że ich początkowo nie zauważamy. Pierwszą czynnością wykonywaną przez Buszmenów po przebudzeniu jest zapalenie fajki. Wśród kobiet krąży fajka podawana z rąk do rąk. Zrobiona jest ona z tykwy, a nabijana jest pewną odmianą tutejszego narkotyku. Każda z kobiet kilkakrotnie zaciąga się fajką, poczym, długo kaszle i przekazuje ją dalej sąsiadce. Dopiero później odwijają z betów swoje maluteńkie pociechy i zaczynają je karmić piersią.

Przy drugim, osobnym ognisku obok siedzi grupa mężczyzn i chłopców. Dorośli mężczyźni również palą fajki głośno kaszląc.

Jeszcze dalej przy ostatnim ognisku siedzą zarówno kobiety, mężczyźni i dzieci. Wyglądają na rodzinę. Jak się okazuje jest to szef plemienia ze swoimi najbliższymi. Mężczyźni wyraźnie szykują się do polowania. Sprawdzają swoje łuki i strzały. Każda ze strzał jest dokładnie oglądana, jeżeli są na nich jakieś nierówności to są one od razu wyrównywane. Do wyrównywania i wygładzania strzał najlepiej służą zęby, toteż mężczyźni pocierają strzałami o zęby. Następnie odbywa się sprawdzenie właściwego mocowania lotek z ptasich piór. Niektóre strzały mają metalowe groty, a część jest tylko dobrze zaostrzona. Część grotów pokryta jest roślinną substancją trującą. Mężczyźni w odróżnieniu od kobiet noszą liczne ozdoby, zazwyczaj są to drobne, kolorowe koraliki zawieszone na szyi. Nasi gospodarze robią nam niespodziankę i proponują udział w polowaniu. Przed wyruszeniem na nie robimy sobie jeszcze wspólne zdjęcie.buszmańskie macierzyństwo

Za chwilę z kolejnym Buszmenem dokonujemy wymiany towarowej, w zamian za oryginalną czapeczkę z Nepalu z napisem Kathmandu otrzymuję jedną ze strzał.

Na polowanie wyrusza razem z nami trzech Buszmenów, jeden z egzemplarzem polskiej gazety, a drugi w czapeczce nepalskiej, a wszystko to dzieje się w zupełnej dziczy afrykańskiego buszu. Oto do czego prowadzi niespodziewany kontakt ludzi różnych kultur, różnych cywilizacji.przygotowanie do zawodów strzeleckich

Doskonale przeszkadzamy Buszmenom w polowaniu, oni poruszają się bezszelestnie z wielką gracją, my zaś powolnie i robimy dużo hałasu. Cała zwierzyna ucieka. Jedyną zdobyczą z polowania jest niewielki ptak. Po kolejnym strzale z łuku jedna ze strzał uwięzła w gałęziach rozległego drzewa. Jest ona zbyt cenna by ją tam pozostawić. To też przez najbliższych kilkanaście minut mieliśmy pokaz wytrawnej wspinaczki po drzewie wśród wyjątkowo ostrych, kolczastych gałęzi.

Po powrocie do obozu miny pozostałych współbiesiadników są nietęgie, pierwszy poranny posiłek będzie nader skromny. Upolowany ptak zostaje szybko oskubany z piór i ……. zjedzony na surowo.

autor z wodzem BuszmanówJeszcze na zakończenie pobytu wszyscy mężczyźni biorą udział w strzelaniu z łuku. Widać, że sprawia im to dużą radość a i niemałą satysfakcję gdy okazuje się, że w tych zawodach są znacznie lepsi niż ich biali goście.

 

 

Jarosław Fischbach

Zostaw Komentarz